Jak juz pisalam kiedys na blogu, Tamiza w Richmond lubi napsocic.
W Nowy Rok klienci pubu White Cross zostali odcieci od suchego ladu i czesc z nich zostala przetransportowana lodka. Manager pubu powiedzial, ze to nic nadzwyczajnego i zima pub jest odcinany od suchego ladu ok 5 razy w miesiacu. Tabela przyplywow i odplywow wisi nad barem.
Niezla wymowka w przypadku spoznienia do domu: utknelam w pubie, bo zalalo wyjscie ;-)
Artykul na ten temat w Richmond & Twickenham Times
niedziela, 3 stycznia 2010
sobota, 2 stycznia 2010
Ciekawostka z Cypru - wrak statku.
Podczas zwiedzania grobowcow - Tombs of the Kings zauwazylam na morzu statek, ktory wydawal sie porzucony. Po powrocie sprawdzilam w internecie historie statku i o to co sie dowiedzialam:
23 marca 1998r M/V Demetrios II statek handlowy pod bandera Hondurasu wplynal na mielizne niedaleko latarni morskiej w Paphos i miejscowosci Chloraka. Statek plynal z Grecji do Syrii z ladunkiem drewna. W dniu kiedy doszlo do tego zdarzenia, na pokladzie byla osmioosobowa zaloga skladajaca sie z Grekow, Pakistanczykow i Syryjczykow. Zaloga zostala uratowana i przetransportowana na lad przez helikopter brytyjskich sil zbrojnych.
Lokalna gazeta anglojezyczna "Cyprus Mail" informowala, ze certyfikaty marynarzy byly sfalszowane. Pozniej zostalo potwierdzone przez Lloyds List (lista utrzymywana przez Lloyd's Register - wlasnie pracuje w ich budynku), ze certyfikat greckiego kapitana i pakistanskiego pierwszego oficera byly wysokiej jakosci podrobkami z Liberii.
Statek od 1998r spoczywa na skalach przy brzegu i niszczeje. Znalazlam informacje, ze byl plan jego rozebrania, ale jest to zbyt kosztowna operacja. Drugie zdjecie ponizej jest duzych rozmiarow i mozna przyjrzec sie szczegolom.

Autor:
Podrozniczka
o
08:35
2
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Cypr,
urlop,
zwiedzanie
piątek, 1 stycznia 2010
Cypr - kocia wyspa.
Wlasnie wracamy z 6 dniowego pobytu na Cyprze. Bylismy w Paphos (Pafos) w zachodniej czesci wyspy. Wyjazd byl zarezerwowany przez Expedie: przelot, hotel i wynajem samochodu.
Na lotnistku w Pafos odebralismy zarezerwowany samochod i zawiezlismy sie sami do hotelu niedaleko portu. Nie w samym centrum turystycznym, ale tez nie za daleko, w czesci mieszkalnej miasta. Dzieki temu w miare latwo bylo wyjechac z miasta, ale moglismy wybrac sie piechota nad morze i do portu. Wokol hotelu sa prywatne domy mieszkalne i bylo cicho. W okolicy jest duzo sklepow, restauracji i barow. Nie bylo tez problemow z zaparkowaniem na ulicy.
Pafos jest na tyle male, ze mozna je dosc szybko rozpracowac patrzac na mape i nie ma problemu z poruszaniem sie po okolicy.
Co zwiedzilismy:
1. Gory Trodos: Doline Cedrowa -Klasztor w Kykkos - Moutoullas - Prodromos - Pedoulas - Troditissa i z powrotem do Pafos. Duzo kretych i czasami waskich drog. Ladne widoki, duzo parkingow przy drogach.
2. Kourion - Limassol - Petra tou Romiou - Skaly Afrodyty. Na wizyte w Kourion najlepiej poswiecic ze dwie godziny, bo jest sporo obiektow do obejrzenia. Ponizej ruin jest tez plaza z widokiem na skaly. Limassol nie przypadl nam szczegolnie do gustu i zwiedzilismy miasto dosc szybko. W drodze powrotnej zjechalismy na nadmorska droge i zatrzymalismy sie przy Skalach Afrodyty. Mysle, ze lepiej jechac ta droga od poludnia niz od polnocy. Zjezdza sie wtedy z gor nad samo morze i jest pare ladnych widokow po drodze. Warto przyjechac w to miejsce tuz przed zachodem slonca.
3. Pafos - Twierdza - ruiny antyczne Kato Pafos - Tombs of Kings. Duzo chodzenia po ruinach. Twierdza jest mala i mozna obejrzec ja bardzo szybko. Ruiny starozytnego Pafos to co najmniej 2h zwiedzania. Grobowce Krolow polozone sa troche dalej od Kato Pafos i najlepiej podjechac tam samochodem. Znowu duzy teren do obejscia, do wielu grobowcow mozna wejsc do srodka. Minimum 1h jak nie wiecej. Dobre miejsce na ogladanie zachodu slonca.
4. Nikozja - Sanktuarium Apolla (Kourion - Episkopia). Do Nikozji mielismy 150km w jedna strone i jechalismy 2h autostrada przez Limassol. Sama Nikozje zwiedzilismy dosc szybko i nie zrobila na nas szczegolnego wrazenia. Interesujaca byla wystawa przy Palacu Arcybiskuba, poswiecona Ikonom i skarbom zrabowanym w czasie inwazji tureckiej na polnocna czesc Cypru. W drodze powrotnej postanowilismy zahaczyc o Saktuarium Apolla, ktore zapomnielismy odwiedzic 2 dni wczesniej. Ruiny, polozone na maly terenie, do obejrzenia w pol godziny. Kolejne miejsce warte odwiedzin tuz przed zachodem slonca.
5. Bird and Animal Park - Plw. Akamas - Zatoka Lara - Wawoz Avakas - Laznie Afrodyty . Jesli ktos jest milosnikiem ptakow to powinien wybrac sie do Bird and Animal Park 15km na polnoc od Pafos. Jest tam cale mnostwo papug i tym podobnych ptakow. Maja tez troche ssakow i niezla kolekcje wezy. Po zwiedzeniu zoo pojechalismy dalej na polnoc na Plw. Akamas. To bylo chyba pierwsze miejsce, gdzie faktycznie warto bylo miec samochod terenowy. Zwiedzilismy tylko kawalek polwyspu, bo nie chcialam zapuszczac sie na dalsze odcinki wertepow. Przespracerowalismy sie tez do wawozu Avakas. Nastepnie wrocilismy troche na poludnie i przejechalismy przez gory do polnocnej czesc wyspy, do Lazni Afrodyty. Rzeczone laznie to maly gorski wodospad w grocie, w ktorym wedlug legend kapala sie Afrodyta. Ladne widoki przy przejezdzie przez gory i z rejonu groty Afrodyty. Mozna przejsc sie szlakiem po gorach.
Praktyczne porady:
1. Warto wynajac samochod, ale terenowy to chyba tylko na wizyte na Plw. Akamas. Samochod mozna zarezerwowac od razu przed wyjazdem lub gdziekolwiek na Cyprze. Praktycznie wszedzie sa wypozyczalnie mniejsze lub wieksze lub mozna zamowic samochod przez hotel. Samochody z wypozyczalni maja inne tablice rejestracyjne niz reszta samochodow, wiec latwo odroznic turystow. Dzieki temu mozna liczyc na wyrozumialosc na drodze lub jak chcemy wepchnac sie na inny pas ruchu w ostatniej chwili.
Nie wiem jak robia inne wypozyczalnie ale Europcar liczy sobie dodatkowa oplate za bak paliwa z gory. Oczywiscie cena tego baku paliwa jest wyzsza niz na stacji i jesli ktos nie planuje duzo jezdzic to na pewno przeplaci. Niestety nigdzie podczas rezerwacji nie bylo o tym mowy i wyczytalam to dopiero przed wyjazdem w recenzji hotelu. W moim przypadku nie bylo to wiekszym problemem, bo udalo mi sie wyjezdzic cale paliwo i musialam jeszcze dotankowac.
Jak ktos jest przyzwyczajony do dynamicznych samochodow to lepiej wynajac cos wyzszej klasy, bo "maluch" moze byc powolny. Nam trafil sie Nissan Note, z nieznana mi moca silnika, ale niewatpliwie mala. Udalo mi sie rozpedzic go do 110km/h z gorki, wedlug wskazan gpsa, licznik pokazywal 120km/h. Licznik byl w milach, wiec predkosci w kilometrach byly malo czytelne. O przyspieszeniu samochodu nie bede nawet wspominac, bo ono prawie nie istnialo ;-) Do tego kierownica trzesla sie w czasie jazdy i sciagalo samochod w lewo. Jazda z manualna skrzynia biegow po pol roku jazdy automatem tez byla traumatyczna przez pierwsze 5 minut.
Drogi sa stosunkowo dobre, widac ze poszerzaja i klada nowa nawierzchnie na drogach w gorach. Dobre oznaczenie zabytkow i atrakcji. Chociaz czasami troche za pozno lub litery sa na tyle male, ze trudno przeczytac do ostatniej chwili.
2. Hotel - hoteli i apartamentow jest bardzo duzo na Cyprze. Nie jestem w stanie powiedziec czy hotel przez biuro podrozy czy strone internetowa bedzie lepszy/drozszy/tanszy od apartamentu. Nie porownywalam w ogole cen przed rezerwacja. Wybralam hotel z listy na stronie Expedia i sugerowalam sie recenzjami na Tripadvisor. Nasz hotel King Jason Apartments byl do listopada 2009 dostepny tylko w ofercie Thompsona, ale teraz mozna go rezerwowac przez rozne strony, agentow i bezposrednio.
3. Zwiedzanie - wstep do ruin i muzeow jest dosc tani, 1.70 euro lub 3.40 euro. W niektorych prywatnych obiektach ceny sa wyzsze: 5 euro muzeum ikon w Kykkos, 15 euro Bird and Animal Park.
Infrastruktura turystyczna na akceptowalnym poziomie. Duzo parkingow przy drogach, mozna zatrzymac sie bez problemu i robic zdjecia. W kazdym obiekcie turystycznym byly czyste toalety, rowniez publiczne toalety w miescie byly w porzadku.
4. Jedzenie - tu musze napisac, ze bylam rozczarowana cenami. W supermarkecie wiekszosc produktow drozsza niz w UK. W restauracjach i barach ceny tez czesto rozpoczynaly sie od 10 euro za glowne danie, kanapki 4-6 euro. Znalezlismy w Pafos bar dla tubylcow, bez wywieszonych cen czy godzin otwarcia, ale z dobrym i tanim jedzeniem. Obsluga nie mowila zbyt dobrze po angielsku, ale dogadalismy sie przy pomocy rak.
Jesli chodzi o produkty supermarketowe to warto sprobowac lokalnego sera koziego - Halumi. Dokladnie jest to ser z koziego i owczego mleka z dodatkiem soli i przypraw.
5. Polecam wyjazd na Cypr poza sezonem. W grudniu bylo ok 20 stopni i ladna pogoda. W sam raz na zwiedzanie, ale nie za goraco. Nie bylo tez duzo ludzi i naprawde przyjemnie jezdzilo sie po gorach czy innych mniej uczeszczanych drogach. Nie chce wiedziec co dzieje sie na wyspie w szczycie sezonu i jak jest goraco w lecie.
Podsumowujac:
Udane wakacje, byc moze w dalszej przyszlosci wrocimy na poludniowy Cypr zwiedzic wschodnia czesc wyspy. Nie zakochalismy sie w tym miejscu i poza zwiedzeniem pozostalej czesci wyspy nie planujemy powrotu. Z wysp bardziej podobalo nam sie na Malcie, gdzie planujemy wrocic przy okazji.
A tu spedzilismy ostatnie chwile na Cyprze, lapiac slonce przed minusowymi temperaturami w UK.
Na lotnistku w Pafos odebralismy zarezerwowany samochod i zawiezlismy sie sami do hotelu niedaleko portu. Nie w samym centrum turystycznym, ale tez nie za daleko, w czesci mieszkalnej miasta. Dzieki temu w miare latwo bylo wyjechac z miasta, ale moglismy wybrac sie piechota nad morze i do portu. Wokol hotelu sa prywatne domy mieszkalne i bylo cicho. W okolicy jest duzo sklepow, restauracji i barow. Nie bylo tez problemow z zaparkowaniem na ulicy.
Pafos jest na tyle male, ze mozna je dosc szybko rozpracowac patrzac na mape i nie ma problemu z poruszaniem sie po okolicy.
Co zwiedzilismy:
1. Gory Trodos: Doline Cedrowa -Klasztor w Kykkos - Moutoullas - Prodromos - Pedoulas - Troditissa i z powrotem do Pafos. Duzo kretych i czasami waskich drog. Ladne widoki, duzo parkingow przy drogach.
2. Kourion - Limassol - Petra tou Romiou - Skaly Afrodyty. Na wizyte w Kourion najlepiej poswiecic ze dwie godziny, bo jest sporo obiektow do obejrzenia. Ponizej ruin jest tez plaza z widokiem na skaly. Limassol nie przypadl nam szczegolnie do gustu i zwiedzilismy miasto dosc szybko. W drodze powrotnej zjechalismy na nadmorska droge i zatrzymalismy sie przy Skalach Afrodyty. Mysle, ze lepiej jechac ta droga od poludnia niz od polnocy. Zjezdza sie wtedy z gor nad samo morze i jest pare ladnych widokow po drodze. Warto przyjechac w to miejsce tuz przed zachodem slonca.
3. Pafos - Twierdza - ruiny antyczne Kato Pafos - Tombs of Kings. Duzo chodzenia po ruinach. Twierdza jest mala i mozna obejrzec ja bardzo szybko. Ruiny starozytnego Pafos to co najmniej 2h zwiedzania. Grobowce Krolow polozone sa troche dalej od Kato Pafos i najlepiej podjechac tam samochodem. Znowu duzy teren do obejscia, do wielu grobowcow mozna wejsc do srodka. Minimum 1h jak nie wiecej. Dobre miejsce na ogladanie zachodu slonca.
4. Nikozja - Sanktuarium Apolla (Kourion - Episkopia). Do Nikozji mielismy 150km w jedna strone i jechalismy 2h autostrada przez Limassol. Sama Nikozje zwiedzilismy dosc szybko i nie zrobila na nas szczegolnego wrazenia. Interesujaca byla wystawa przy Palacu Arcybiskuba, poswiecona Ikonom i skarbom zrabowanym w czasie inwazji tureckiej na polnocna czesc Cypru. W drodze powrotnej postanowilismy zahaczyc o Saktuarium Apolla, ktore zapomnielismy odwiedzic 2 dni wczesniej. Ruiny, polozone na maly terenie, do obejrzenia w pol godziny. Kolejne miejsce warte odwiedzin tuz przed zachodem slonca.
5. Bird and Animal Park - Plw. Akamas - Zatoka Lara - Wawoz Avakas - Laznie Afrodyty . Jesli ktos jest milosnikiem ptakow to powinien wybrac sie do Bird and Animal Park 15km na polnoc od Pafos. Jest tam cale mnostwo papug i tym podobnych ptakow. Maja tez troche ssakow i niezla kolekcje wezy. Po zwiedzeniu zoo pojechalismy dalej na polnoc na Plw. Akamas. To bylo chyba pierwsze miejsce, gdzie faktycznie warto bylo miec samochod terenowy. Zwiedzilismy tylko kawalek polwyspu, bo nie chcialam zapuszczac sie na dalsze odcinki wertepow. Przespracerowalismy sie tez do wawozu Avakas. Nastepnie wrocilismy troche na poludnie i przejechalismy przez gory do polnocnej czesc wyspy, do Lazni Afrodyty. Rzeczone laznie to maly gorski wodospad w grocie, w ktorym wedlug legend kapala sie Afrodyta. Ladne widoki przy przejezdzie przez gory i z rejonu groty Afrodyty. Mozna przejsc sie szlakiem po gorach.
Praktyczne porady:
1. Warto wynajac samochod, ale terenowy to chyba tylko na wizyte na Plw. Akamas. Samochod mozna zarezerwowac od razu przed wyjazdem lub gdziekolwiek na Cyprze. Praktycznie wszedzie sa wypozyczalnie mniejsze lub wieksze lub mozna zamowic samochod przez hotel. Samochody z wypozyczalni maja inne tablice rejestracyjne niz reszta samochodow, wiec latwo odroznic turystow. Dzieki temu mozna liczyc na wyrozumialosc na drodze lub jak chcemy wepchnac sie na inny pas ruchu w ostatniej chwili.
Nie wiem jak robia inne wypozyczalnie ale Europcar liczy sobie dodatkowa oplate za bak paliwa z gory. Oczywiscie cena tego baku paliwa jest wyzsza niz na stacji i jesli ktos nie planuje duzo jezdzic to na pewno przeplaci. Niestety nigdzie podczas rezerwacji nie bylo o tym mowy i wyczytalam to dopiero przed wyjazdem w recenzji hotelu. W moim przypadku nie bylo to wiekszym problemem, bo udalo mi sie wyjezdzic cale paliwo i musialam jeszcze dotankowac.
Jak ktos jest przyzwyczajony do dynamicznych samochodow to lepiej wynajac cos wyzszej klasy, bo "maluch" moze byc powolny. Nam trafil sie Nissan Note, z nieznana mi moca silnika, ale niewatpliwie mala. Udalo mi sie rozpedzic go do 110km/h z gorki, wedlug wskazan gpsa, licznik pokazywal 120km/h. Licznik byl w milach, wiec predkosci w kilometrach byly malo czytelne. O przyspieszeniu samochodu nie bede nawet wspominac, bo ono prawie nie istnialo ;-) Do tego kierownica trzesla sie w czasie jazdy i sciagalo samochod w lewo. Jazda z manualna skrzynia biegow po pol roku jazdy automatem tez byla traumatyczna przez pierwsze 5 minut.
Drogi sa stosunkowo dobre, widac ze poszerzaja i klada nowa nawierzchnie na drogach w gorach. Dobre oznaczenie zabytkow i atrakcji. Chociaz czasami troche za pozno lub litery sa na tyle male, ze trudno przeczytac do ostatniej chwili.
2. Hotel - hoteli i apartamentow jest bardzo duzo na Cyprze. Nie jestem w stanie powiedziec czy hotel przez biuro podrozy czy strone internetowa bedzie lepszy/drozszy/tanszy od apartamentu. Nie porownywalam w ogole cen przed rezerwacja. Wybralam hotel z listy na stronie Expedia i sugerowalam sie recenzjami na Tripadvisor. Nasz hotel King Jason Apartments byl do listopada 2009 dostepny tylko w ofercie Thompsona, ale teraz mozna go rezerwowac przez rozne strony, agentow i bezposrednio.
3. Zwiedzanie - wstep do ruin i muzeow jest dosc tani, 1.70 euro lub 3.40 euro. W niektorych prywatnych obiektach ceny sa wyzsze: 5 euro muzeum ikon w Kykkos, 15 euro Bird and Animal Park.
Infrastruktura turystyczna na akceptowalnym poziomie. Duzo parkingow przy drogach, mozna zatrzymac sie bez problemu i robic zdjecia. W kazdym obiekcie turystycznym byly czyste toalety, rowniez publiczne toalety w miescie byly w porzadku.
4. Jedzenie - tu musze napisac, ze bylam rozczarowana cenami. W supermarkecie wiekszosc produktow drozsza niz w UK. W restauracjach i barach ceny tez czesto rozpoczynaly sie od 10 euro za glowne danie, kanapki 4-6 euro. Znalezlismy w Pafos bar dla tubylcow, bez wywieszonych cen czy godzin otwarcia, ale z dobrym i tanim jedzeniem. Obsluga nie mowila zbyt dobrze po angielsku, ale dogadalismy sie przy pomocy rak.
Jesli chodzi o produkty supermarketowe to warto sprobowac lokalnego sera koziego - Halumi. Dokladnie jest to ser z koziego i owczego mleka z dodatkiem soli i przypraw.
5. Polecam wyjazd na Cypr poza sezonem. W grudniu bylo ok 20 stopni i ladna pogoda. W sam raz na zwiedzanie, ale nie za goraco. Nie bylo tez duzo ludzi i naprawde przyjemnie jezdzilo sie po gorach czy innych mniej uczeszczanych drogach. Nie chce wiedziec co dzieje sie na wyspie w szczycie sezonu i jak jest goraco w lecie.
Podsumowujac:
Udane wakacje, byc moze w dalszej przyszlosci wrocimy na poludniowy Cypr zwiedzic wschodnia czesc wyspy. Nie zakochalismy sie w tym miejscu i poza zwiedzeniem pozostalej czesci wyspy nie planujemy powrotu. Z wysp bardziej podobalo nam sie na Malcie, gdzie planujemy wrocic przy okazji.
A tu spedzilismy ostatnie chwile na Cyprze, lapiac slonce przed minusowymi temperaturami w UK.
Na srodku zdjecia widac pare na plazy. Zdaje sie, ze pan oswiadczyl sie pani, z tego co widzielismy z gory. Beda mieli co wspominac.
Autor:
Podrozniczka
o
15:18
2
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Cypr,
urlop,
zwiedzanie
środa, 23 grudnia 2009
Bushy Park we mgle.
Dzisiaj byl bardzo dobry dzien na jesienno-zimowy plener w Bushy Parku. Mgla spowijala drzewa i trawy, stawy i rzeki pozamarzaly.
Wiecej zdjec w Galerii - Bushy Park zima
wtorek, 22 grudnia 2009
Przelotny atak zimy w Londynie.
Wczoraj mielismy nagly atak zimy, a dokladniej spadl przelotny snieg. Tym razem snieg byl prawdziwy, gesty i lepki. W ciagu pol godziny opadow zrobilo sie bialo i spadlo ok 2-3cm sniegu. Oczywiscie dla Londynu 2-3cm sniegu to juz wiekszy problem, robia sie giagantyczne korki, spozniaja sie pociagi itp. Zrobilam wczoraj kilka zdjec telefonem, ale nie wyszly za dobrze.
Na polnocy Londynu i wyzej spadlo podobno wiecej sniegu i niektorzy utkneli w korkach na cale godziny. Slyszalam kilka takich histori:
-zona wspolpracownika pojechala na male zakupy do Tesco i zajelo jej to 4h, bo przez 1,5h wyjezdzala z parkingu sklepowego.
-wspolpracownik wracal do domu 5h
-inny wspolpracownik jechal 2h ze stacji kolejowej do domu - dystans 4 mile.
Poza tym lotnisko Gatwick zawiesilo loty na pare godzin by odmrozic pas startowy. British Airways odwolalo wszystkie loty po 19.00 na Heathrow. Na Luton i paru innych lotniskach tez odwolano sporo lotow.
Troche rozczarowalam sie tym atakiem zimy, bo jak dojechalamd do domu, to okazalo sie, ze tam nie ma sladu po opadach i jest tylko mokro. Dzisiaj jest juz cieplej i pod koniec tygodnia temperatura ma osiagnac nawet do 10 stopni. Jak warunki pogodowe nie pogorsza sie to wyciagne swoj pojazd z garazu by pojechac na lotnisko po rodzine.
Na polnocy Londynu i wyzej spadlo podobno wiecej sniegu i niektorzy utkneli w korkach na cale godziny. Slyszalam kilka takich histori:
-zona wspolpracownika pojechala na male zakupy do Tesco i zajelo jej to 4h, bo przez 1,5h wyjezdzala z parkingu sklepowego.
-wspolpracownik wracal do domu 5h
-inny wspolpracownik jechal 2h ze stacji kolejowej do domu - dystans 4 mile.
Poza tym lotnisko Gatwick zawiesilo loty na pare godzin by odmrozic pas startowy. British Airways odwolalo wszystkie loty po 19.00 na Heathrow. Na Luton i paru innych lotniskach tez odwolano sporo lotow.
Troche rozczarowalam sie tym atakiem zimy, bo jak dojechalamd do domu, to okazalo sie, ze tam nie ma sladu po opadach i jest tylko mokro. Dzisiaj jest juz cieplej i pod koniec tygodnia temperatura ma osiagnac nawet do 10 stopni. Jak warunki pogodowe nie pogorsza sie to wyciagne swoj pojazd z garazu by pojechac na lotnisko po rodzine.
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Waterloo and City Line.
Od czasu przeniesienia do klienta w City dojezdzam do pracy pociagiem, a nastepnie metrem - linia Waterloo and City.
Linia Waterloo and City Line ma tylko 2.5km dlugosci i sklada sie z 2 stacji - Waterloo i Bank (kiedys stacja ta nazywala sie City). Linia zostala otwarta w 1898r i jej jedynym celem jest przewozenie dojezdzajacych do pracy (commuters) miedzy stacja London Waterloo a City. Pociagi jezdza tylko w dni powszednie i w soboty, na dodatek w dosc ograniczonych godzinach, w porownaniu do innych lini metra.
Przejazd zajmuje tylko 4 minuty, a pociagi jezdza w godzinach szczytu tak czesto, ze maszynista nie ma czasu przejsc z jednego konca pociagu na drugi, mimo, ze pociag ma tylko 4 wagony. W zwiazku z tym maszynista poprzedniego pociagu czeka na drugim koncu peronu i wraca pociagiem, ktory wlasnie przyjechal. Na lini jezdzi tylko 5 skladow (10 skladow po 2 wagony, polaczone w zestawy).
Mimo tak czestych odjazdow pociagow na stacji London Waterloo w godzinach szczytu czesto robi sie kolejka do wejscia na perony i ciagnie sie po rampie i w korytarzu stacji. Natomiast na stacji Bank jest tak duzo ludzi, ze najlepiej jest przejsc na drugi peron i przejsc po nim zanim dojdzie sie do wlasciwych drzwi, gdzie chce sie wsiasc. Kazdy ma swoja strategie wsiadania i podrozowania. Jak jade na Bank to wsiadam do ostatniego wagonu, bo jest tam najwiecej miejsc. Cena za to jest wycieczka po peronie na Banku i "marsz pingwinow". Z powrotem staram sie wsiasc do tego samego wagonu, bo dzieki temu szybciej wychodze z peronu na Waterloo.
Z peronow Waterloo & City Line mozna wyjechac ruchomym chodnikiem lub wyjsc po schodach. Jak pisalam juz wczesniej, po poludniu na ruchomym chodniku robi sie bardzo goraco i zawsze korzystam wtedy ze schodow. Z tego co wyczytalam na Wikipedii to ruchome chodniki (travelators) zostaly zamontowane w 1959r. Jesli nie zostaly od tej pory drastycznie zmodernizowane, to nie dziwne jest, ze wytwarzaja tyle ciepla podczas dzialania.
Podobno te linie metra niektorzy nazywaja "drain" czyli sciek. Cos w tym jest, bo jak pociag czasami zatrzyma sie w tunelu to jest bardzo nieprzyjemny zapach, co prawda nie do konca przypomina to zapach scieku.
Stacja Bank tez jest ciekawa sama w sobie. Jest polaczona dlugim tunelem ze stacja Monument i jest duzym punktem przesiadkowym. Jestem pewna, ze kiedys robilam tam zdjecia, jednak nie moge znalezc ich nigdzie w swojej galerii. Musze poszukac zdjec na komputerze domowym.
W zwiazku z tym, ze Waterloo & City Line nie kursuje w niedziele, to od czasu do czasu jest udostepniane do filmow, np: "Sliding Doors" z Gwyneth Paltrow z akcja w Londynie. Co prawda stacja ta konkuruje z nieczynna stacja metra Piccadilly - Aldwych, ktora tez jest czesto wykorzystywana przez filmowcow lub muzykow (teledysk Prodigy).
Artykul na Wikipedii, dokladnie opisujacy historie lini - Wikipedia
Strona o historii londynskiego metra, zawierajaca dzial o nieuzywanych stacjach i odcinkach metra - link
Kilka ksiazek na temat Waterloo and City Line. Jedna musi byc prawdziwa biblia, bo ma ponad 400 stron i jest poswiecona tylko tej lini, chociaz cena wskazuje, ze to pozycja dla koneserow. Ksiazka, o nieuzywanych stacjach metra kusi mnie juz od paru lat, ale zawsze jakos udaje mi sie powstrzymac, zeby jej nie kupic ;-)
Linia Waterloo and City Line ma tylko 2.5km dlugosci i sklada sie z 2 stacji - Waterloo i Bank (kiedys stacja ta nazywala sie City). Linia zostala otwarta w 1898r i jej jedynym celem jest przewozenie dojezdzajacych do pracy (commuters) miedzy stacja London Waterloo a City. Pociagi jezdza tylko w dni powszednie i w soboty, na dodatek w dosc ograniczonych godzinach, w porownaniu do innych lini metra.
Przejazd zajmuje tylko 4 minuty, a pociagi jezdza w godzinach szczytu tak czesto, ze maszynista nie ma czasu przejsc z jednego konca pociagu na drugi, mimo, ze pociag ma tylko 4 wagony. W zwiazku z tym maszynista poprzedniego pociagu czeka na drugim koncu peronu i wraca pociagiem, ktory wlasnie przyjechal. Na lini jezdzi tylko 5 skladow (10 skladow po 2 wagony, polaczone w zestawy).
Mimo tak czestych odjazdow pociagow na stacji London Waterloo w godzinach szczytu czesto robi sie kolejka do wejscia na perony i ciagnie sie po rampie i w korytarzu stacji. Natomiast na stacji Bank jest tak duzo ludzi, ze najlepiej jest przejsc na drugi peron i przejsc po nim zanim dojdzie sie do wlasciwych drzwi, gdzie chce sie wsiasc. Kazdy ma swoja strategie wsiadania i podrozowania. Jak jade na Bank to wsiadam do ostatniego wagonu, bo jest tam najwiecej miejsc. Cena za to jest wycieczka po peronie na Banku i "marsz pingwinow". Z powrotem staram sie wsiasc do tego samego wagonu, bo dzieki temu szybciej wychodze z peronu na Waterloo.
Z peronow Waterloo & City Line mozna wyjechac ruchomym chodnikiem lub wyjsc po schodach. Jak pisalam juz wczesniej, po poludniu na ruchomym chodniku robi sie bardzo goraco i zawsze korzystam wtedy ze schodow. Z tego co wyczytalam na Wikipedii to ruchome chodniki (travelators) zostaly zamontowane w 1959r. Jesli nie zostaly od tej pory drastycznie zmodernizowane, to nie dziwne jest, ze wytwarzaja tyle ciepla podczas dzialania.
Podobno te linie metra niektorzy nazywaja "drain" czyli sciek. Cos w tym jest, bo jak pociag czasami zatrzyma sie w tunelu to jest bardzo nieprzyjemny zapach, co prawda nie do konca przypomina to zapach scieku.
Stacja Bank tez jest ciekawa sama w sobie. Jest polaczona dlugim tunelem ze stacja Monument i jest duzym punktem przesiadkowym. Jestem pewna, ze kiedys robilam tam zdjecia, jednak nie moge znalezc ich nigdzie w swojej galerii. Musze poszukac zdjec na komputerze domowym.
W zwiazku z tym, ze Waterloo & City Line nie kursuje w niedziele, to od czasu do czasu jest udostepniane do filmow, np: "Sliding Doors" z Gwyneth Paltrow z akcja w Londynie. Co prawda stacja ta konkuruje z nieczynna stacja metra Piccadilly - Aldwych, ktora tez jest czesto wykorzystywana przez filmowcow lub muzykow (teledysk Prodigy).
Artykul na Wikipedii, dokladnie opisujacy historie lini - Wikipedia
Strona o historii londynskiego metra, zawierajaca dzial o nieuzywanych stacjach i odcinkach metra - link
Kilka ksiazek na temat Waterloo and City Line. Jedna musi byc prawdziwa biblia, bo ma ponad 400 stron i jest poswiecona tylko tej lini, chociaz cena wskazuje, ze to pozycja dla koneserow. Ksiazka, o nieuzywanych stacjach metra kusi mnie juz od paru lat, ale zawsze jakos udaje mi sie powstrzymac, zeby jej nie kupic ;-)
piątek, 18 grudnia 2009
Jak nie strajk to mgla.
British Airways wygralo ze zwiazkami zawodowymi w sadzie i strajk musial zostac odwolany. BA powolalo sie na nieprawidlowosci w procesie glosowania i sad uznal to. Jednak, zeby nie bylo za wesolo to tego samego dnia ogloszono, ze szkocka linia lotnicza padla, ze bagazowi na lotnisku Heathrow i Aberdeen beda strajkowac 22 grudnia oraz oraz ogloszono strajk maszynistow Eurostar w piatek i sobote. Ten ostatni podobno ma byc niegrozny, bo brytyjskich maszynistow zastapia Belgowie i Francuzi.
Podrozni nie maja lekko. Wczoraj zaczal padac snieg i dzisiaj rano wiele lotnisk bylo tymczasowo zamknietych a loty odwolane lub opoznione. Mam nadzieje, ze zima pojdzie sobie do przyszlego tygodnia. Nie wiem jak tam kwestia strajku bagazowych, czy dogadaja sie z nimi czy 22 grudnia zaczna gromadzic sie bagaze na Heathrow. Z tego co widze, to ten strajk ma dotyczyc tylko obslugi dla kilku lini: Emirates, Turkish i Thai Airlines.
Co za swieta, wszystkim zebralo sie na akcje protestacyjne i strajki. Jeszcze tylko brakuje gestej mgly do kompletu z dalszymi opadami sniegu.
----------------------------------
Aktualizacja: British Airways przyslalo mi maila, ze obdarowuje mnie 25tys mil w programie BA Executive Club w podziekowaniu za moja cierpliwosc. Co dadza mi te mile? Lacznie z tymi, ktore juz zebralam lub zbiore bede miala ich okolo 35tys, moge je zamienic na 2 loty powrotne do Warszawy dla jednej osoby lub 3 do 4 lotow powrotnych po Europie (Amsterdam, Paryz itp). Jak nie zgubia mi bagazu, samolot nie spozni sie lub nie odwolaja mi lotu na Cypr, to bede mogla powiedziec, ze niezle wyszlam na tych grozbach strajku.
Podrozni nie maja lekko. Wczoraj zaczal padac snieg i dzisiaj rano wiele lotnisk bylo tymczasowo zamknietych a loty odwolane lub opoznione. Mam nadzieje, ze zima pojdzie sobie do przyszlego tygodnia. Nie wiem jak tam kwestia strajku bagazowych, czy dogadaja sie z nimi czy 22 grudnia zaczna gromadzic sie bagaze na Heathrow. Z tego co widze, to ten strajk ma dotyczyc tylko obslugi dla kilku lini: Emirates, Turkish i Thai Airlines.
Co za swieta, wszystkim zebralo sie na akcje protestacyjne i strajki. Jeszcze tylko brakuje gestej mgly do kompletu z dalszymi opadami sniegu.
----------------------------------
Aktualizacja: British Airways przyslalo mi maila, ze obdarowuje mnie 25tys mil w programie BA Executive Club w podziekowaniu za moja cierpliwosc. Co dadza mi te mile? Lacznie z tymi, ktore juz zebralam lub zbiore bede miala ich okolo 35tys, moge je zamienic na 2 loty powrotne do Warszawy dla jednej osoby lub 3 do 4 lotow powrotnych po Europie (Amsterdam, Paryz itp). Jak nie zgubia mi bagazu, samolot nie spozni sie lub nie odwolaja mi lotu na Cypr, to bede mogla powiedziec, ze niezle wyszlam na tych grozbach strajku.
Autor:
Podrozniczka
o
12:55
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
transport
wtorek, 15 grudnia 2009
British Airways postanowilo zastrajkowac.
Wczoraj o 14.00 zwiazki zawodowe reprezentujace zalogi pokladowe oglosily, ze w wyniku glosowania zadecydowano o strajku. Strajkowac beda zalogi pokladowe BA, w terminie od 22 grudnia do 2 stycznia. BA juz oglosila, ze wszyscy pasazerowie, ktorzy maja bilety w tym terminie i 48h przed i po oknie strajku, moga je zmienic na inne terminy do roku na przod. Oczywiscie w ciagu najblizszego tygodnia moze sie cos zmienic i zarzad moze dogadac sie ze zwiazkami, ale wydaje mi sie to watpliwe. Na razie nie wiadomo, ktore loty beda odwolane. Zwykle jest tak, ze odwoluja loty krajowe i europejskie, a loty dlugo dystansowe w wiekszosci przypadkow dochodza do skutku. Wynika to z tego, ze z lotow dlugo dystansowych sa najwieksze zyski i ich odwolanie kosztowaloby linie zbyt duzo, jak rowniez zapewnienie pasazerom alternatywnych lotow.
Dlaczego zalogi pokladowe strajkuja? Chodzi o ciecia wprowadzone przez zarzad. Poniewaz BA jest w fatalnej sytuacji finansowej, zaproponowano zmniejszenie zespolow obslugi pokladowej. Wedlug informacji z gazet, mniejsze zalogi lataja od lat na trasach z Gatwick, a nowe ograniczenie dotyczyloby zalog latajacych z Heathrow. Czytalam, ze zalogi pokladowe BA zarabiaja najwiecej ze wszystkich innych firm w Wielkiej Brytanii, dwa razy tyle co pracownicy Virgina. Ponadto maja dostac podwyzki od 2% do 7% w przyszlym roku. Piloci i technicy zgodzili sie jakis czas temu na obnizki pensji i zwolnienia czesci pracownikow. Warto tez dodac, ze BA ma plan emerytalny tzw. final pension plan, ktory oznacza, ze pracownik po przejsciu na emeryture bedzie otrzymywal srodki rownowarte jego ostatniej pensji. Final pension plan zostal zamkniety jakis czas temu dla nowych pracownikow, ale wiekszosc starych pracownikow ciagle na nim skorzysta.
W takiej sytuacji trudno spodziewac sie sympatii ze strony opini publicznej. Strajk w czasie swiat, ktory dotknie milion pasazerow, to jak samobojstwo dla BA. Linia poniesie kolejne straty (mowi sie o 500mln funtow), a pasazerowie zraza sie do niej i przestana nia latac. Nikt raczej na tym nie skorzysta. W rezultacie zalogi pokladowe i tak zostana zredukowane lub zwolnione.
Niedlugo moze okazac sie, ze bilet kupiony na Easy Jet jest znacznie lepszy niz bilet w business class w BA. To prawda, ze cena przelotu na Cypr byla podobna w obu liniach, ale Easy Jet nie zwykl strajkowac, ani zapewniac innych tego typu atrakcji swoim pasazerom. Zapewne dlatego nie przyniosi takich strat ;)
Czekam, az BA oglosi, ktore loty beda odwolane. Jesli odwolaja moj to chwala im za to. Odzyskam pieniadze za przelot, zrezygnuje z rezerwacji hotelu i samochodu na Cyprze i spedze swieta w UK. A na Cypr polece sobie w innym terminie, taniej i z innym przewoznikiem. Moje ubezpieczenie turystyczne obejmuje rowniez strajk lini lotniczych, wiec nie musze sie martwic.
----------------
Coraz wiecej artykulow o British Airways w prasie. Znalazlam cos o ich systemie emerytalnym - artykul w Telegraph.
Dlaczego zalogi pokladowe strajkuja? Chodzi o ciecia wprowadzone przez zarzad. Poniewaz BA jest w fatalnej sytuacji finansowej, zaproponowano zmniejszenie zespolow obslugi pokladowej. Wedlug informacji z gazet, mniejsze zalogi lataja od lat na trasach z Gatwick, a nowe ograniczenie dotyczyloby zalog latajacych z Heathrow. Czytalam, ze zalogi pokladowe BA zarabiaja najwiecej ze wszystkich innych firm w Wielkiej Brytanii, dwa razy tyle co pracownicy Virgina. Ponadto maja dostac podwyzki od 2% do 7% w przyszlym roku. Piloci i technicy zgodzili sie jakis czas temu na obnizki pensji i zwolnienia czesci pracownikow. Warto tez dodac, ze BA ma plan emerytalny tzw. final pension plan, ktory oznacza, ze pracownik po przejsciu na emeryture bedzie otrzymywal srodki rownowarte jego ostatniej pensji. Final pension plan zostal zamkniety jakis czas temu dla nowych pracownikow, ale wiekszosc starych pracownikow ciagle na nim skorzysta.
W takiej sytuacji trudno spodziewac sie sympatii ze strony opini publicznej. Strajk w czasie swiat, ktory dotknie milion pasazerow, to jak samobojstwo dla BA. Linia poniesie kolejne straty (mowi sie o 500mln funtow), a pasazerowie zraza sie do niej i przestana nia latac. Nikt raczej na tym nie skorzysta. W rezultacie zalogi pokladowe i tak zostana zredukowane lub zwolnione.
Niedlugo moze okazac sie, ze bilet kupiony na Easy Jet jest znacznie lepszy niz bilet w business class w BA. To prawda, ze cena przelotu na Cypr byla podobna w obu liniach, ale Easy Jet nie zwykl strajkowac, ani zapewniac innych tego typu atrakcji swoim pasazerom. Zapewne dlatego nie przyniosi takich strat ;)
Czekam, az BA oglosi, ktore loty beda odwolane. Jesli odwolaja moj to chwala im za to. Odzyskam pieniadze za przelot, zrezygnuje z rezerwacji hotelu i samochodu na Cyprze i spedze swieta w UK. A na Cypr polece sobie w innym terminie, taniej i z innym przewoznikiem. Moje ubezpieczenie turystyczne obejmuje rowniez strajk lini lotniczych, wiec nie musze sie martwic.
----------------
Coraz wiecej artykulow o British Airways w prasie. Znalazlam cos o ich systemie emerytalnym - artykul w Telegraph.
Autor:
Podrozniczka
o
14:17
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
British Airways,
transport,
urlop
niedziela, 13 grudnia 2009
Osterley Park w grudniu, po raz kolejny.
Kontynuujac tradycje z zeszlego roku odwiedzilam po raz kolejny Osterley Park. Nie bede ukrywac, ze glowna przyczyna byla chec kupna swiec o zapachu czekoladowym. Mialam nadzieje, ze rowniez w tym roku beda targi swiateczne w Osterley House i beda Ci sami sprzedawcy. Nie pomylilam sie i udalo mi sie kupic dwie swiece. Przy okazji zaopatrzylam sie w wizytowki artysty, ktory je robi. Niestety pan ten nie sprzedaje tych swiec nigdzie indziej, ale moze zrobic je dla mnie na zamowienie jak skontaktuje sie z nim mailem.
Tak nas zaciekawilo to robienie swiec, ze pogrzebalismy w internecie i doszlismy do wniosku, ze sami zaczniemy robic swiece na nasz uzytek. Mozna kupic niezbedne akcesoria, poczytac instrukcje i poprobowac swoich sil w domu.
A ponizej dwa zdjecia z wnetrzna domu. Tym razem pozwolono mi robic zdjecia tylko bez flasha. Chociaz nawet obsluga miala sprzeczne zdanie, jedni mowili, ze mozna bez lampy blyskowej inni, ze wcale.


Poza tym przygotowania do swiat trwaja. Wlasnie zastanawiam sie skad wziac stol. Sprawdzilam, ze mozna wynajac stoly bankietowe skladane, ale punkty wynajmu ma dosc ograniczone godziny otwarcia. Moze cos trafi mi sie z Freecycle, chociaz watpie. W najgorszym wypadku beda swieta stojace przy blacie stolowym w kuchni.
Przygotowania do wyjazdu na Cypr rowniez trwaja. Zarezerwowalam juz parking na lotnisku, sprawdzilam dokladnie nasza rezerwacje biletow lotniczych. Zdaje sie, ze mamy prawo przejsc szybciej przez kontrole i skorzystac z British Airways Lounge w ramach naszych biletow. Szybsza kontrola to na pewno plus, bo jak pamiecia siegam na Gatwick roznie bywa w swieta. 2 lata temu byly niezle tlumy na lotnisku, ale udalo nam sie wtedy szybciej zalatwic odprawe dzieki temu, ze lecielismy Air Malta, ktora jest obslugiwana przez inna firme obslugi naziemnej i nie musielismy stac w kolejce, zeby oddac bagaz.
Mam tez nadzieje, ze pracownicy BA nie dojda jednak do wniosku, ze chca sobie postrajkowac w swieta, ani zadna mgla nie zstapi na Londyn. Szczesliwie Gatwick jest troche dalej i tam mgla nie atakuje tak czesto jak na Heathrow.
Tak nas zaciekawilo to robienie swiec, ze pogrzebalismy w internecie i doszlismy do wniosku, ze sami zaczniemy robic swiece na nasz uzytek. Mozna kupic niezbedne akcesoria, poczytac instrukcje i poprobowac swoich sil w domu.
A ponizej dwa zdjecia z wnetrzna domu. Tym razem pozwolono mi robic zdjecia tylko bez flasha. Chociaz nawet obsluga miala sprzeczne zdanie, jedni mowili, ze mozna bez lampy blyskowej inni, ze wcale.
Poza tym przygotowania do swiat trwaja. Wlasnie zastanawiam sie skad wziac stol. Sprawdzilam, ze mozna wynajac stoly bankietowe skladane, ale punkty wynajmu ma dosc ograniczone godziny otwarcia. Moze cos trafi mi sie z Freecycle, chociaz watpie. W najgorszym wypadku beda swieta stojace przy blacie stolowym w kuchni.
Przygotowania do wyjazdu na Cypr rowniez trwaja. Zarezerwowalam juz parking na lotnisku, sprawdzilam dokladnie nasza rezerwacje biletow lotniczych. Zdaje sie, ze mamy prawo przejsc szybciej przez kontrole i skorzystac z British Airways Lounge w ramach naszych biletow. Szybsza kontrola to na pewno plus, bo jak pamiecia siegam na Gatwick roznie bywa w swieta. 2 lata temu byly niezle tlumy na lotnisku, ale udalo nam sie wtedy szybciej zalatwic odprawe dzieki temu, ze lecielismy Air Malta, ktora jest obslugiwana przez inna firme obslugi naziemnej i nie musielismy stac w kolejce, zeby oddac bagaz.
Mam tez nadzieje, ze pracownicy BA nie dojda jednak do wniosku, ze chca sobie postrajkowac w swieta, ani zadna mgla nie zstapi na Londyn. Szczesliwie Gatwick jest troche dalej i tam mgla nie atakuje tak czesto jak na Heathrow.
Autor:
Podrozniczka
o
15:26
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Londyn,
zwiedzanie
piątek, 13 listopada 2009
Ostatni dzien urlopu w Egipcie.
Siedze w lobby hotelowym i czekam na transport na lotnisko. Doskonala okazja by wrzucic linki do galeri z ostatnich paru dni. Dzisiaj znowu wialo i byl odplyw. Akurat i tak nie planowalismy plywac w morzu, wiec dobrze sie zlozylo. Plywajace pomosty niezle falowaly z rana. Na jeden to nawet nie weszlam do konca, bo tak trzeslo.

Galeria zdjec z calego pobytu.
Warto pokusic sie o podsumowanie urlopu.
Hotel - mial byc 5 gwiazdek wedlug biura. Na pewno bylo mu blizej tych 5 gwiazdek niz temu rok temu. Chociaz ciagle brakowalo mu tego czegos. Nie bylo czajnikow i zestawu do robienia herbaty w pokoju, co uwazam za minus. Mozna bylo oczywiscie zaplacic ekstra i zamowic ten zestaw za "jedyne" $20 tygodniowo.
Goscie hotelowi to glownie brytyjscy emeryci plus troche Francuzow, Holendrow i Rosjan. Poza emerytami raczej pary lub rodziny z malymi dziecmi, takimi ktore nie chodza jeszcze do szkoly.
Restauracja typu bardziej wyszukanego, ale mialam wrazenie, ze wybor jedzenia jest troche ograniczony. Byc moze dlatego, ze w tym roku omijalam wszystkie surowe warzywa/owoce. Jadlam tylko gotowane warzywa lub owoce, ktore sa zwykle w skorkach, ale byly juz obrane np melon czy pokrojone pomarancze. Dzieki temu uniknelam "klatwy faraona" i nie mialam zadnych problemow zoladkowych. Wybor deserow calkiem niezly. Pieczywo bardzo smaczne, tez duzy wybor.
Pokoje hotelowe - zamowilismy pokoj z podwojnym lozkiem, dostalismy z dwoma. To juz chyba standard, w zeszlym roku bylo to samo. Pokoj byl dosc ciasny. Widok tzw. garden view, ale ogrodu to ja tam nigdzie nie widzialam. Akurat nasze skrzydlo budynku wychodzilo na droge dojazdowa do sasiednego hotelu i parking. Siedzenie na balkonie nie nalezalo raczej do przyjemnych, bo albo ciagle jakies autobusy podjezdzaly z turystami albo bylo czuc wszystkie mozliwe zapachy z restauracji ewentualnie slychac muzyke z lokalnych animacji.
Mozna bylo doplacic za pokoj z widokiem na basen, ale uznalam, ze nie ma takiej potrzeby. Nie spedzalismy w pokoju tyle czasu, zeby bylo to warte.
Jak na razie najlepszy hotel w Egipcie w jakim bylam to Sheraton Miramar w El Gouna.
Plaza - hotel nie byl polozony bezposrednio nad morzem. Trzeba bylo przejsc ulica sklepowa miedzy hotelami, jakies 5 minut spaceru z pokoju do samej plazy. Na plazy oczywiscie lezaki, parasole i reczniki dla gosci. Do tego bar z napojami i przekaskami. Wejscie do wody po piasku lub z pomostu. Z pomostu ladowalo sie od razu na glebokiej wodzie na krawedzi rafy. Z plazy mozna bylo wejsc po plyciznie i przejsc/przeplynac dalej az do krawedzi rafy. Na plytkiej wodzie bylo troche ryb, wiec mysle, ze warto bylo wchodzic od brzegu.
Sharm El Sheikh - nie podobalo mi sie za bardzo. Zbyt glosne miejsce jak dla mnie. Byc moze moje wrazenia sa skutkiem poprzednich urlopow w Egipcie w hotelach na odludziu (Marsa Alam) lub w prywatnej miejscowosci (El Gouna). Nastepnym raze poszukam jednak lotow do Marsa Alam. Jest tam pare interesujacych hoteli z ladnymi rafami i bez halasu miasta. Jak nie wymysle nic innego to moze polecimy do Egiptu w marcu. Musze tylko sprawdzic dokladnie jaka jest wtedy pogoda i temperatura wody w morzu.

Galeria zdjec z calego pobytu.
Warto pokusic sie o podsumowanie urlopu.
Hotel - mial byc 5 gwiazdek wedlug biura. Na pewno bylo mu blizej tych 5 gwiazdek niz temu rok temu. Chociaz ciagle brakowalo mu tego czegos. Nie bylo czajnikow i zestawu do robienia herbaty w pokoju, co uwazam za minus. Mozna bylo oczywiscie zaplacic ekstra i zamowic ten zestaw za "jedyne" $20 tygodniowo.
Goscie hotelowi to glownie brytyjscy emeryci plus troche Francuzow, Holendrow i Rosjan. Poza emerytami raczej pary lub rodziny z malymi dziecmi, takimi ktore nie chodza jeszcze do szkoly.
Restauracja typu bardziej wyszukanego, ale mialam wrazenie, ze wybor jedzenia jest troche ograniczony. Byc moze dlatego, ze w tym roku omijalam wszystkie surowe warzywa/owoce. Jadlam tylko gotowane warzywa lub owoce, ktore sa zwykle w skorkach, ale byly juz obrane np melon czy pokrojone pomarancze. Dzieki temu uniknelam "klatwy faraona" i nie mialam zadnych problemow zoladkowych. Wybor deserow calkiem niezly. Pieczywo bardzo smaczne, tez duzy wybor.
Pokoje hotelowe - zamowilismy pokoj z podwojnym lozkiem, dostalismy z dwoma. To juz chyba standard, w zeszlym roku bylo to samo. Pokoj byl dosc ciasny. Widok tzw. garden view, ale ogrodu to ja tam nigdzie nie widzialam. Akurat nasze skrzydlo budynku wychodzilo na droge dojazdowa do sasiednego hotelu i parking. Siedzenie na balkonie nie nalezalo raczej do przyjemnych, bo albo ciagle jakies autobusy podjezdzaly z turystami albo bylo czuc wszystkie mozliwe zapachy z restauracji ewentualnie slychac muzyke z lokalnych animacji.
Mozna bylo doplacic za pokoj z widokiem na basen, ale uznalam, ze nie ma takiej potrzeby. Nie spedzalismy w pokoju tyle czasu, zeby bylo to warte.
Jak na razie najlepszy hotel w Egipcie w jakim bylam to Sheraton Miramar w El Gouna.
Plaza - hotel nie byl polozony bezposrednio nad morzem. Trzeba bylo przejsc ulica sklepowa miedzy hotelami, jakies 5 minut spaceru z pokoju do samej plazy. Na plazy oczywiscie lezaki, parasole i reczniki dla gosci. Do tego bar z napojami i przekaskami. Wejscie do wody po piasku lub z pomostu. Z pomostu ladowalo sie od razu na glebokiej wodzie na krawedzi rafy. Z plazy mozna bylo wejsc po plyciznie i przejsc/przeplynac dalej az do krawedzi rafy. Na plytkiej wodzie bylo troche ryb, wiec mysle, ze warto bylo wchodzic od brzegu.
Sharm El Sheikh - nie podobalo mi sie za bardzo. Zbyt glosne miejsce jak dla mnie. Byc moze moje wrazenia sa skutkiem poprzednich urlopow w Egipcie w hotelach na odludziu (Marsa Alam) lub w prywatnej miejscowosci (El Gouna). Nastepnym raze poszukam jednak lotow do Marsa Alam. Jest tam pare interesujacych hoteli z ladnymi rafami i bez halasu miasta. Jak nie wymysle nic innego to moze polecimy do Egiptu w marcu. Musze tylko sprawdzic dokladnie jaka jest wtedy pogoda i temperatura wody w morzu.
Autor:
Podrozniczka
o
13:01
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Egipt,
urlop,
zwiedzanie
Subskrybuj:
Posty (Atom)



