wtorek, 14 listopada 2006

Angielska jesien.

Bylam w ostatni weekend w Polsce i musze powiedziec, ze jednak wole angielska jesien. Dzis, 14 listopada jest 14 stopni, wczoraj bylo 16. Przewidywane temperatury na nastepny tydzien maja byc w rejonach 9-16 stopni.

Codziennie w prognozie opady deszczu i chmury, ale w praktyce wyglada to tak, ze popada troche rano albo pol godziny w ciagu dnia i tyle tego deszczu. Jak na razie nie musialam jeszcze uzywac parasola w tym tygodniu.


A na zdjeciu widok z mojej sypialni. Zdjecie nie jest najwyzszej jakosci, ale trudno zrobic cos dobrego przez brudne okno. Od razu mowie, ze jest brudne, bo nie da sie go umyc od wewnatrz, a od zewnatrz akurat nikt go nie myje, w przeciwienstwie do okien frontowych.

poniedziałek, 13 listopada 2006

Powrot do rzeczywistosci.

Nie ma to jak polatac sobie po swiecie w te i z powrotem. W ciagu 2 tygodni zrobilam chyba 21 tysiecy kilometrow ;)

Tym razem byly wakacje w Azji. Polecielismy do Hong Kongu na 8 dni. Lot w tamta strone 11,5h, z powrotem 13h. Jak widac, jakos to przezylam ;) Mimo, ze mialam najtansze bilety na samolot w klasie ekonomicznej, nie bylo tak zle. Boeing 747-400 British Airways byl wyposazony w indywidualne ekrany telewizyjne, do wyboru bylo 18 kanalow tv, kilkanascie radiowych/plyt cd, gry typu pasjans plus mapa obrazujaca trase przelotu i warunki "za oknem". Do tego poduszeczki, koc i komplecik pasta plus szczoteczka do zebow.

W tamta strone nie dalo sie podziwiac swiata przez okno, ze wzgledu na ostre slonce. W zwiazku ze zmiana czasu i lecenie "z czasem" do przodu bardzo szybko zrobilo sie jasno. Z powrotem z kolei cala trasa w nocy. Wylot o 23.45, przylot o 5 rano. Udalo mi sie zobaczyc troche gor, snieg, zamarzniete jeziora itp.

Jakby ktos sie wybieral w daleka podroz to moge polecic British Airways. Pewnie nie jestem obiektywna, bo nie mam porownania, no i latam z BA prawie caly czas. Nie mniej jednak bylo w miare wygodnie, jedzenia bylo dosc sporo i zjadliwe, obsluga jak zawsze profesjonalna.


A jak bylo w samym Hong Kongu? Trudno opisac to w paru slowach. To taki nowoczesny kawalek ladu z wiezowcami, ale z drugiej strony to po prostu Chiny. Ludzi jest zbyt wiele na tak maly kawalek ziemi, wszedzie wysokie bloki, stare nie wygladaja zbyt estetycznie. Transport miejski maja bardziej nowoczesny niz w UK. Klimatyzacja dzialala nawet autobusach typu "ogorek" na Makao, a w HK we wszystkich srodkach lokomocji. Ciezko bylo mi dzis jechac Jubilee Line do pracy i myslec, ze zaraz sie ugotuje. Wielkie imperium Brytyjskie... chinczycy ich dawno przegonili ;)

Niewatpliwa wada HK jest ilosc ludzi tam mieszkajaca. Bylam w Muzeum Historycznym i sporo dowiedzialam sie o przeszlosci miasta. Szczegolnie zaciekawilo mnie budownictwo mieszkaniowe. Otoz w latach 50. wybudowano bloki typu Mark 1, w ktorych mieszkania byly izbami o wielkosci 11m2, bez okien, toalety wspolne na korytarzu, gotowanie na balkonach. Jeden z takich blokow przetrwal do tego roku i ludzie w nim mieszkali przez ostatnie 50 lat. Zdjecia z zycia mieszkancow mozna zobaczyc na stronie Michael'a Wolf'a - wystawa 100x100.

Na zdjeciu powyzej sklep z owocami morza. Na jednej z ulic jest kilkanascie lub nawet kilkadziesiat takich sklepow. Zapach moze zabic.

Reszta zdjec dostepna w mojej galerii - Hong Kong.

poniedziałek, 30 października 2006

Urlop w Hong Kongu.

Czas juz odpoczac od tej brytyjskiej rzeczywistosci i udac sie na wakacje. Dzis ostatni dzien w pracy, dluzy sie niemilosiernie.

Waliza juz w polowie spakowana, przewodniki i aparat foto juz czekaja w pogotowiu. Poduszeczka do samolotu nabyta. Juz nawet zapoznalam sie z programem filmowo/telewizyjnym w samolocie. Szkoda, ze niektore filmy juz ogladalam, ale jakos dam rade przetrwac ten lot. Mam nadzieje, ze British Airways sprawdzi sie. Podobno czytelnicy serwisu Trip Advisor uznali te linie, za najlepsza. Najgorsza linia ich zdaniem to Ryanair. Nie probowalam nigdy tych najgorszych i nie mam zamiaru testowac w przyszlosci.

Zycze wszystkim milego listopada, z niektorymi do zobaczenia w Warszawie za jakis czas.

wtorek, 10 października 2006

Kajakowanie.

Kajakowanie bylo zorganizowane przez baze wodna w Westminster. Przebralismy sie w odpowiednie stroje, ja dostalam jeszcze dodatkowa kurtke, dostalismy kapoki, wiosla i poszlismy na pomost. Na pomoscie kazdy wybral sobie kajak, sprawdzil czy miesci sie do niego i bedzie mu sie siedzialo wygodnie. Ja nie mialam problemu ze znalezieniem wlasciwego. Jak juz wszyscy sie poprzymierzali, kajaki zostaly zapakowane na lodke, my rowniez i poplynelismy Tamiza do Chelsea, na spokojny kanal.

To byla chyba najprzyjemniejsza czesc wieczoru, plynac motorowka po Tamizie wieczorem i podziwiac oswietlone miasto. Niestety Tamiza srednio prezentuje sie na tym odcinku. Oprocz ladnych widokow przejezdza sie obok opuszczonej elektrowni w Battersea, punktu przeladunku smieci i paru opuszczonych lodzi. Mieszkancy luksusowych apartamentow miewaja czasami malo luksusowe widoki.

Na kanale przy Chelsea przesiedlismy sie do kajakow. Nigdy wczesniej nie wsiadalam do kajaka na wodzie, a zwlaszcza jednoosobowego, gdzie pole manewru jest male. Przesiadka wypadla pomyslnie i znalazlam sie w kajaku na Tamizie.

Przez pol godziny cwiczylismy wioslowanie, manewry itp. W tym czasie kajak jednej osoby nabral wody i osobnik ten musial dokonac manewru odwrocenia go. Skonczylo sie ladowaniem w wodzie. I tu dochodzimy do wad kajakowania na Tamizie. Nie wyobrazam sobie jakiekogokolwiek blizszego spotkania z ta rzeka. Chyba bym siedziala 2 dni pod prysznicem. Rzeka jest martwa od kilkudziesieciu lat, jej kolor zniecheca, do tego co chwila widac plynace w niej smieci.

Po zakonczeniu manewrow poplynelismy z pradem do bazy w Westminster. Nie bylo lekko, bo nie do konca kontrolowalismy kajaki i co chwila ktos sie zderzal albo krecil w kolko, ja tez ;) Od czasu do czasu musielismy sie tez zatrzymac, ze wzgledu na duze fale wytwarzane przez przeplywajace stateczki. Okolo 20.00 doplynelismy do naszej bazy, ale musielismy poczekac w kolejce na manewr wysiadania przy bardzo szybkim nurcie. Niektorzy probowali jeszcze odwrocenie kajaku do gory nogami i skapanie w rzece.

Podsumowujac: ciekawe jednorazowe przezycie, miasto z innej perspektywy, ewentualne nastepne sesje kajakowe tylko w czystych akwenach wodnych bez smieci i miasta w okolicy, zwlaszcza stolicy ;).
Na zdjeciu ponizej skarby Tamizy, zdjecie zrobione dzis na Canary Wharf.

niedziela, 8 października 2006

Weekend w parku.

Weekend to czas kiedy wszyscy przypominaja sobie, ze maja samochod i trzeba go przewietrzyc. Okolo 10.00-11.00 zaczynaja sie tworzyc korki w Richmond i moga trwac do godzin wieczornych, gdy czesc powraca z golfa czy zakupow, a czesc jedzie wlasnie na imprezy towarzyskie.

Weekend to takze czas wzmozonej aktywnosci w parku. Wypelzaja wszyscy: rowerzysci, biegacze, rodziny, turysci, mieszkancy dalszych i blizszych okolic itp. Na drogach w parku trwa parada luksusowych i zabytkowych aut. Co chwila przemyka jakis Aston Martin czy Ferrari, auta ktore pewnie stoja caly tydzien na podjezdzie i czekaja na swoja przejazdzke.


W tym tygodniu, oprocz wymienionych mas, pojawili sie fotografowie z dlugimi bialymi tubami i czaili sie po trawach i krzakach probujac zrobic dobre zdjecia jeleniom w okresie godowym.
Ja mialam aparat ze standardowym obiektywem, wiec moglam sobie co najwyzej popatrzyc na zwierzatka.Nie chcialo mi sie wracac do domu po teleobiektyw.

Lokomotywa

Stoi przed domem lokomotywa, duza zielona i naturalna.



sobota, 7 października 2006

Zdjecia z Krety i Szwajcari.



Zebralam sie troche dzisiaj i dodalam reszte galeri z Krety i dwie ze Szwajcari. Zostaly jeszcze ze 3 do zrobienia z Alp i okolic, moze za jakis czas znowu sie zbiore.
Trzeba bylo nadrobic, bo juz za pare tygodni kolejny urlop, ktory zapowiada sie bardzo kolorowo.

Zdjecia dostepne sa na mojej stronie.

czwartek, 5 października 2006

Kajaki.

Zapisalam sie na lekcje kajakowe :-) W sumie juz kiedys to chcialam zrobic, gdy przeprowadzilam sie do Richmond. Wzdluz rzeki jest cale mnostwo roznych klubow i sporo ludzi siluje sie z wioslami.

Lekcje kajakowe to inicjatywa mojej firmy-matki, w ramach zbierania funduszy na organizacje charytatywna, pracownicy sa zachecani do roznych akcji, w tym przypadku, czesc oplat idzie wlasnie na Prince's Trust. Pierwsza lekcja kosztuje 20 funtow, kolejne 15.

Luby jak uslyszal to malo z krzesla nie spadl. Pazdziernik, wieje, pada, a ja mu mowie, ze bede plywac kajakiem po Tamizie i to jeszcze wieczorem ;)

niedziela, 24 września 2006

Kreta

Wybralam sie na urlop na Krete do miejscowosci Rethymnon. Celem wyprawy mialo byc glownie zwiedzanie oraz jakis odpoczynek na plazy/przy basenie przy okazji. Stare miasto w Rethymnonie i Twierdza to calkiem przyjemne miejsca, waskie uliczki, duzo sklepow, restauracji, a takze okazja by zobaczyc jak mieszkaja starzy wyspiarze.
Niestety dojscie do centrum z naszego hotelu nie bylo najciekawsze. Trzeba bylo isc wzdluz dosc ruchliwej ulicy, na ktorej chodnik byl szczatkowy i poszczerbiony, a tam gdzie byl szerszy, zastawiony samochodami i trudno dostepny.


Wspolczesna Kreta rozczarowala mnie. W sumie nie wiem czego sie spodziewalam, ale na pewno nie maszerowania wzdluz halasliwej ulicy i czekania na krawedzi jezdni, az uda mi sie przemnknac jakos na druga strone ulicy.

Wybralam sie na wycieczke do wawozu Samaria reklamowanego jako niesamowite widoki warte przemaszerowania 17km w trudnych warunkach. Byc moze bylby to przyjemny spacer, gdyby nie fakt nieustannego zerkania na zegarek i zastanawiania sie czy zdazymy dojsc do konca na czas. Wyprawa zaczyna sie na wysokosci ok 1300m npm, a konczy nad morzem. Pierwsze kilometry to zejscie po "schodach", nastepnie idzie sie waskimi sciezkami po dosc trudnym terenie. Dopiero po okolo 7km schodzi sie do poziomu ok 300m npm i maszeruje sie wzdluz potoku. Punktem kulminacyjnym ma byc dojscie do tzw. zelaznych wrot - miejsca, gdzie wawoz ma tylko 3m szerokosci. Po dojsciu do konca wawozu, nad morze, trzeba przeprawic sie promem do najblizszego miasta dostepnego samochodem. Trwa to okolo godziny.
Powiedzmy, ze znam miejsca na swiecie z ladniejszymi widoczkami, dotepne w znacznie latwiejszy sposob.

Druga wycieczka, na ktora sie wybralam to zwiedzanie ruin palacu w Knosos plus muzeum archeologiczne w Heraklionie. Bylam kiedys na Akropolu, wiec palac w Knosos wygladal dosc skromnie. Jedyna roznica, to fakt, ze z Krety nie wywieziono znalezisk, tylko mozna je zobaczyc w lokalnym muzeum.

Przedostatniego dnia wybralam sie lokalnym autobusem do Chani. Ciekawe przezycie, 10 minut przed odjazdem zapowiadaja, ktory autobus odjedzie do naszej destynacji, a odroznia sie je po numerze kolejnym autokaru na przedniej szybie. O ile w Rethymnonie stacja jest mala i nie jest to problemem, bo zwykle podjezdza tylko jeden autobus pod budynek dworca, to w Chani bylo znacznie gorzej. Stacja autobusowa to wielki plac z malym budynkiem. O tej samej godzinie zapowiedzieli okolo 6 autobusow w rozne kierunki i rozpoczelo sie bieganie po placu. Jak juz doszlam do swojego autokaru, to okazalo sie, ze nie ma juz w nim wolnych miejsc. Na placu stalo jeszcze z 20 osob z biletami na ten autobus. W koncu wpakowali nas do innego autobusu jadacego w tym samym kierunku. Do dzis nie moge zrozumiec dlaczego nie ucywilizuja tego jakos, ale pewnie to byloby zbyt proste, lepiej zeby pasazerowie czuli sie jak bydlo.

Reszte pobytu spedzilam nad morzem lub basenem, woda w morzu byla cieplejsza niz w basenie.

Poziom zaawansowania cywilizacyjnego Krety i organizacji wszystkiego plus brak infrastruktury dla pieszych lekko mnie zniechecil. Byc moze zbyt wiele sie spodziewalam, majac w pamieci swoj pobyt w Grecji kontynentalnej i innych rejonach srodziemnomorskich.

Poprawie to na nastepnym urlopie, ktory planuje w odrobinie luksusu i wyzszym standardzie.

Pierwsza partia zdjec - z Rethymnonu znajduje sie na Webshots.

poniedziałek, 4 września 2006

Zalegle galerie.

Wrzucilam dzis kilka zaleglych galeri:
Duck Tours czyli wycieczka ambfibia po Tamizie.

Tamiza od Westminster do Kew wycieczka piesza i stateczkiem na trasie Vauxhall - Westminster - Kew