środa, 13 marca 2013

Norwegia, Szwecja w marcu 2012 - cz. 1.

W poscie sprzed roku "Norwegia i Szwecja w marcu 2012 - plan podrozy" opisalam swoje plany wyjazdowe do polnocnej Skandynawii. Jednak nigdy nie zrobilam wpisu z relacja z tego wyjazdu. Czas to nadrobic i podsumowac tamten wyjazd.

Wyprawa odbyla sie mniej wiecej wedlug zaplanowanego harmonogramu.

Dzien 1.
Pierwszy dzien byl troche nerwowy, bo ledwo zdazylam na lotnisko Gatwick, ze wzgledu na problem z pociagami z mojej miejscowosci. Nie pamietam juz co bylo przyczyna awarii, ale pociagi odjezdzaly z duzym opoznieniem i ledwo udalo mi sie dostac na Clapham Junction, gdzie przesiadalam sie do pociagu na Gatwick. Jeszcze stojac na peronie, goraczkowo sprawdzalam jakie mam alternatywne loty do Bergen, zeby jakos zlapac statek Hurtigruten, na wypadek gdybym spoznila sie na zarezerwowany lot. Szczesliwie jakos udalo mi sie zdazyc i polecialam do Bergen Norwegianem.

Z lotniska dostalam sie do centrum Bergen autobusem, a nastepnie pomaszerowalam w kierunku portu, gdzie byl zacumowany statek MS Polarlys. Tam zostawilam bagaz i poszlam zwiedzac miasto. Niestety pogoda zaczela sie pogarszac i zaczelo padac. Udalo mi sie zwiedzic lokalne Akwarium, ale nie pochodzilam juz po miescie i nie wjechalam na gore nad miastem.



Moje miejsce zamieszkania przez pare kolejnych dni wygladalo tak:


Zdjecia z Bergen.

Przez dni 2-5 plynelam statkiem wzdluz wybrzeza zahaczajac o takie wieksze miejscowosci:

 - Alesund - bardzo malownicze miasto polozone na trzech wyspach. Odwiedzilam tam Akwarium oraz wjechalam autokarem na punkt widokowy ponad miastem. Z punktu widokowego zeszlam na piechote. W lecie statki Hurtigruten wplywaja w glab ladu do Fiordu Geiranger. Mam zamiar odwiedzic to miejsce w czasie tegorocznej wycieczki letniej do Norwegii - jesli bede mogla wziac 2 tygodnie urlopu w pracy.  Galeria zdjec - Hurtigruten Cruise, Day2, Norway


- Trondheim - w tym miescie wybralam sie na wycieczke z przewodnikiem. Rowniez malownicze miasto z duza katedra. Niestety na zwiedzenie katedry prawie nie bylo czasu. Kolorowe magazyny nad kanalami w Bryggen.  Galeria zdjec - Hurtigruten Cruise, Day 3, Norway


- Lofoty. Zanim doplynelismy do Lofotow, to statek zatrzymal sie w Bodo, skad byla wycieczka by zobaczyc Saltstraumen - silny prad miedzy dwoma fiordami.


Tego samego dnia byla rowniez ceremonia chrztu - przekroczenia Kola Podbiegunowego. Ja nie skusilam sie na wlewanie lodowatej wody za moj kolnierz.


Wieczorem bylam na uczcie Wikingow w Muzeum Wikingow na Lofotach.


  Galeria zdjec - Hurtigruten Cruise, Day 4, Norway

- Tromso, gdzie wysiadlam ze statku. W Tromso zatrzymalam sie w Hotelu Amalie, ktory moge polecic. Byl w miare tani jak na Norwegie, pokoj byl maly, ale bardzo dobrze wyposazony. Hotel jest praktycznie przy samym nabrzezu, 2 minuty od przystani Hurtigruten. Nie oferuje zadnych widokow, ale jest znacznie tanszy, niz hotele z widokami. Dodatkowo goscie moga korzystac ze "stolowki", gdzie moga sobie zrobic herbate i wafle/gofry w ciagu dnia.

W piatym dniu mojej podrozy, po opuszczeniu statku zdazylam zwiedzic Muzeum Polarne oraz Arktyczna Katedre. Muzeum Polarne bylo bardzo interesujace, duzo informacji o odkrywcach i podroznikach z tego rejonu. Male, ale duzo do czytania.



Wieczorem sila wykopalam sie z pokoju hotelowego, by porobic nocne zdjecia, z ktorych jestem bardzo zadowolona. Uwazam, ze byly to magiczne chwile, gdy stalam nad woda i moglam napawac sie widokiem miasta. Tydzien temu bylam ponownie w Tromso i nie udalo mi sie zrobic takich ladnych zdjec mostu.


Nastepnego dnia rano bylam jeszcze w Polarii, ale nie uwazam, zeby bylo to szczegolnie ciekawe miejsce i jest zdecydowanie przereklamowane.

Galeria zdjec - Hurtigruten Cruise, Day 5, Tromso, Norway

Rejs statkiem Hurtigruten - wrazenia.
Sadzac po kolejnosci jezykowych zapowiedzi na statku, to glownymi klientami byli Niemcy. Mysle, ze srednia wieku byla grubo powyzej 50lat.

Jedzenie na statku bylo bardzo dobre. Sniadania i lunche przeogromne, bufet szwedzki. Po prostu mozna bylo jesc i jesc. Jedyne uwagi mam do kolacji. Byla ona podawana przez kelnerow i bardzo dlugo sie na nia czekalo. Srednio mijala godzina od czasu wejscia do restauracji o 18.30, zanim zobaczylo sie pierwsze danie. Menu bylo stale, wiec nie bylo zadnego wyboru jesli ktos nie mialby ochoty na jakies danie.

Gdy rezerwowalam ten rejs, to wykupilam opcje od portu do portu - Bergen do Tromso, a potem dokupilam posilki sadzac, ze bedzie trudno wyzywic sie bez wykupienia z gory. Okazalo sie jednak, ze na statku bylo tez cos w rodzaju baru i za okolo 100 NOK (10 funtow) mozna bylo zjesc posilek.

Mozna tez bylo kupic kubek Hurtigruten czyli kubek + nielimitowany dostep do cieplych napojow, ktore byly dostepne w barach i restauracjach na statku. Ten swoisty "abonament" na napoje jest wazny caly rok kalendarzowy, wiec jak ktos plynie statkiem wiecej niz raz w danym roku, to moze korzystac ponownie z tego przywileju.  Koszt 220 NOK ( okolo 22 funtow). To byl dobry pomysl, bo wode i herbaty mieli przepyszne, a ja jestem fanem herbaty w kazdej ilosci.

Kabina tzw. zewnetrzna oraz posilki od Bergen do Tromso kosztowaly lacznie 720 funtow, koszt posilkow to chyba 240 funtow z tego co pamietam.

Irytujaca rzecza podczas rejsu byl brak czasu na zwiedzanie. Statek zatrzymywal sie w portach od 30 minut do 4h, wiec bylo bardzo male okno na poznanie miast na naszej trasie. Jak ktos nie lubi duzo chodzic, to dobra opcja, ale ja pozostalam w niedosycie i ciagle musialam sie spieszyc, zeby zwiedzic jak najwiecej, w tych malych oknach czasowych. Gdy wysiadalam ze statku, to cieszylam sie, ze wreszcie nie bede niewolnikiem zegarka.

Na statku byl  darmowy dostep do internetu, aczkolwiek byl on dosc wolny i nie dzialal w mojej kabinie. Musialam siedziec w ktorejs z restauracji i tam korzystac z niego.

Galeria - MS Polarlys

Dzien 6.
Po zwiedzeniu Polarii i pokreceniu sie po Tromso, o 16.00 wsiadlam do autobusu do Narviku. Okolo 19.30 bylam na miejscu. Stacja autobusowa jest w srodku miasta, ponizej glownych ulic, wiec trzeba pokonac troche schodow. Zatrzymalam sie na noc w Breidablikk Guesthouse, podstawowy standard za dosc wysoka cene, prawie 100 funtow za noc.  Hotel Rica musi oferowac niezle widoki na miasto, sadzac po jego lokalizacji i wysokosci.


Dzien 7.
Pokrecilam sie troche po Narviku, ale muzea byly zamkniete i wlasciwie to mialam niewiele do ogladania. O 15.00 wsiadlam do pociagu jadacego do Kiruny i wysiadlam z niego w Abisko Tourist Station. Pociag ma  trase przez gory i w lecie musza byc z niego piekne widoki. Trasa kolejowa zostala wybudowana na potrzeby transportu rudy zelaza do portu w Narvik z kopalni w Kirunie.

Z Narvik odjezdzaja tylko 3 pociagi dziennie, dwa do Kiruny, jeden jedzie dalej do Sztokholmu. Niestety kasa biletowa byla nieczynna, a automat do biletow uszkodzony i musialam kupic bilety u konduktora, co bylo drozsza opcja niz kupno biletu wczesniej. Z tego co pamietam, to za przejazd miedzy Narvikiem, a Abisko zaplacilam okolo 100SEK.

Dalsza czesc relacji w drugim artykule.

poniedziałek, 11 marca 2013

Weekend w Mediolanie za 140 funtow.

Nie od dzis wiadomo, ze lubie latac samolotem i podrozowac kiedy tylko sie da. Planowalam weekendowy wypad w marcu do blizej nie okreslonej lokalizacji. Z pomoca przyszlo mi British Airways, ktore w ramach programu BA Executive Club zaoferowalo mi promocje urodzinowa. I tak mialam leciec gdzies za mile i tak, wiec milo ze strony BA, ze chcieli mi to ulatwic.

Promocja polegala na tym, ze jesli zarezerwuje wyjazd na marzec (miesiac moich urodzin), do konca stycznia, to dostane za to dodatkowe mile. W przypadku przelotu w klasie ekonomicznej w Europie bylo to 4tys mil lub dla klasy biznesowej 8tys mil.

Przejrzalam sobie dostepnosc lotow do kilku miejsc, w ktorych jeszcze nie bylam i wylonilam liste 3 miejsc: Mediolan, Nicea, Marsylia. Z tych trzech miejsc wybralam Mediolan, ze wzgledu na piekna katedre, ktora widzialam kiedys na zdjeciach i chcialam zobaczyc na zywo.

Zdjecie z Wikipedii.
Przyjrzalam sie dokladnie lotom i do wyboru mialam klase ekonomiczna lot na lotnisko Linate i powrot z lotniska Malepensa. Klasa biznes oferowala przelot w te i z powrotem do Linate, ktore jest blizej miasta. Wziawszy pod uwage, ze lot do Mediolanu w dwie strony kosztuje 9tys mil + 30 funtow, a BA oferowalo mi 8tys punktow za przelot w biznes (Club), zdecydowalam sie na Club. Po otrzymaniu promocyjnych mil przyjemnosc ta bedzie mnie kosztowala 10tys mil avios + 40 funtow czyli niewiele wiecej niz przelot w klasie ekonomicznej bez promocji.

Gdy zabralam sie do wyboru hoteli, to zdebialam. Nie spodziewalam sie, ze ceny hoteli w Mediolanie sa tak szokujaco wysokie. 5* to ceny powyzej 200 funtow za noc. Musialam pogodzic sie z czyms nizszej klasy. Po wielu godzinach wyszukiwania i kombinowania wybralam noclegi w Como, nad jeziorem. Pol godziny pociagiem od centrum Mediolanu, z lotniska mialam wynajac samochod.

Gdy sprawdzilam dzisiaj prognoze pogody dla Como, okazalo sie, ze w niedziele ma tam padac snieg! Kolejne pare godzin wyszukiwania i stanelo w koncu na Novotelu Airport Linate 4*. Transfer z lotniska za darmo, a z hotelu do centrum mozna dojechac tramwajem. Nie trzeba wynajmowac samochodu. Zarezerwowalam pokoj Executive, co by zniwelowac ryzyko slabej jakosci hotelu, o ktorej wspominano w recenzjach. Spodziewam sie, ze po uzyciu vouchera na 40 euro w programie lojalnosciowym Accor Hotels i otrzymaniu cashbacku z Quidco, zaplace nie wiecej jak 100 funtow za noclegi.  Punkty w programie Accor zostaly uzyskane z konkursu na Facebooku, wiec zdobylam je bardzo niskim kosztem.

100 funtow hotel + 40 funtow przelot w BA Club za mile lotnicze. Mysle, ze to przyzwoity deal. Oczywiscie na miejscu trzeba bedzie cos jesc i zaplacic za zwiedzanie, ale nie beda to jakies wysokie koszty. Wyjazd juz w najblizszy weekend: 15-17 marca  2013 :-)

wtorek, 31 stycznia 2012

Norwegia i Szwecja w marcu 2012 - plan podrozy.

Realizacja planu w poscie: Norwegia, Szwecja w marcu 2012 - cz. 1.

Zainspirowana kalendarzem astronomicznym, ktory w styczniu mial zdjecie Zorzy Polarnej (Aurora Borealis - Northern Lights), postanowilam w koncu pojechac na polnoc i zaobserwowac i sfotografowac to zjawisko osobiscie.

Punktem wyjsciowym mojej podrozy byly warszaty fotograficzne w Abisko w Szwecji. Jednak cena tych warsztatow troche mnie odstraszala i postanowilam zorganizowac sobie wlasny wyjazd i wlasne warsztaty :-)

W efekcie wyszla z tego taka oto wyprawa:

Dzien 1 - przelot Londynu Heathrow do Bergen. Zaokretowanie na MS POLARLYS firmy Hurtigruten.
Dzien 2-5 - rejs z Bergen do Tromso. Kazdego dnia wycieczka fakultatywna z oferty Hurtigruten.
Dzien 5 - dobicie do Tromso. Czas wolny i nocleg w lokalny hotelu.
Dzien 6 - zwiedzanie Tromso, o 16.00 autobus do Narvik. Nocleg w lokalnym hotelu.
Dzien 7 - zwiedzanie Narvik, o 18.00 pociag do Abisko.
Dzien 7 - 9 - pobyt w Abisko, polowanie na Zorze Polarna. 9 dnia pociag do Kiruny.
Dzien 9 -13 - pobyt w Kirunie. Polowanie na Zorze Polarna, wycieczka do Ice Hotel i inne lokalne atrakcje.
Dzien 13 - przelot z Kiruny do Sztokholmu, nocleg w hotelu.
Dzien 14 i 15 - pobyt w Sztokholmie, zwiedzanie. Wieczorny lot do Londynu.


Od poltora tygodnia ogladam codziennie strone z kamera internetowa w obserwatorium Abisko. Przez wszystkie dni Zorza Polarna byla widoczna od zmroku do switu. Dzisiaj po raz pierwszy jest zachmurzone niebo. Powyzsze zdjecia pochodza wlasnie z tej kamery internetowej, z 25 stycznia 2012, dzien po burzy magnetycznej na sloncu.

O rejsach Hurtigruten przeczytalam pare dni temu, ale dopiero wczoraj postanowilam dodac to do mojego pobytu w Kirunie. Pierwotnie rozwazalam rejs 6 dniowy z Bergen do Kirkenes, ale nie wyrobilabym sie czasowo miedzy innymi urlopami. Z Kirkenes bardzo trudno wydostac sie i dojechac do Kiruny. Trzeba poleciec dookola z 2 przesiadkami przez Oslo i Sztokholm, wiec zrezygnowalam z tej opcji. Musialam tez rozbic na 2 dni przejazd z Tromso do Kiruny, ze wzgledu na dosc dlugi czas podrozy.

Dokladne rozplanowanie, wyszukanie polaczen i sprawdzenie cen biletow zajelo mi 2 dni. Kupilam juz wszystkie bilety lotnicze (3) oraz zaplacilam za rejs statkiem. Za hotele zaplace na miejscu. Wyjazd 19 marca 2012.
------------------
Aktualizacja (20/02/2012): Nastapila mala zmiana planu podrozy, dodalam 2 dniowy pobyt w Abisko i skrocilam pobyt w Kirunie.

czwartek, 29 grudnia 2011

Madera: Funchal i Monte. Ogrod botaniczny i tropikalny.

Dzien 2 i 3.

Dojazd z Ponta Delgada do Funchal zajmuje okolo 50 minut samochod. By upewnic sie, ze na pewno zdazymy obejrzec ogrod botaniczny, postanowilismy zaczac od niego wizyte w stolicy Madery. Ogrod miesci sie w polnocno-wschodniej czesci miasta, na wzgorzu. Mozna tam dojechac autobusami lokalnymi, taksowka lub kolejka linowa z przesiadka na Monte (Funchal - Monte - Ogrod Botaniczny). W przypadku dojazdu autostrada z innego miasta, nalezy zjechac zjadem 13.

Jechalismy z boku, a potem z dolu ulica Caminho de Meiho. Wzdluz sciany ogrodu ustawiaja sie tam autokary i taksowki czekajace na turystow. Myslelismy, ze tam jest wejscie i zjechalismy na maly parking po prawej stronie. Akurat bylo jedno wolne miejsce. Okazalo sie, ze wejscie jest jakies 100m wyzej i trzeba isc wzdluz ulicy bez chodnika. Przy wejsciu jest jeszcze jeden maly parking, a glowny duzy parking znajduje sie przy stacji kolejki linowej, sa znaki na ulicy.

Wstep do Ogrodu Botanicznego kosztuje 3 euro, niestety nie ma zadnych mapek i nie mozna kupic w kasie przewodnika. Pozostaje dobrze zapamietac mape, ktora stoi przy wejsciu i odwiedzic wszystko po kolei.

Obeszlismy caly park zaczynajac od gory. Na poziomie wejscia znajduje sie duzy dywan kwiatowy. Idac dalej w glab parku jest kilka punktow widokowych, skad mozna podziwiac tunele i wiadukty infrastruktury drogowej i sprawdzic dokad idzie kolejka linowa.

Z albumu Gardens of Madeira, November 2011


W ogrodzie jest kawiarnia, ale nie oferuje ona nic nadzwyczajnego, a ceny sa raczej wysokie.

Ponizej dywanu kwiatowego jest ciekawa czesc z kaktusami, a kawalek dalej z rzezbami z krzakow.
Z albumu Gardens of Madeira, November 2011
Z albumu Gardens of Madeira, November 2011


W najnizszej czesci ogrodu jest ptaszarnia. Jest tam spora ilosc klatek i przerozne odmiany papug i innych ptakow. Jest tez maly basen dla zolwi.

Z albumu Gardens of Madeira, November 2011

Wiekszosc roslin z tego ogrodu widzialam juz w ogrodzie botanicznym na Teneryfie, wiec tym razem nie zrobiam duzo zdjec. Zwiedzanie zajelo mi lekko ponad 2h.

Funchal.
Z jakiegos powodu moj GPS nie pokazywal zadnego parkingu w Funchal. To samo w przewodniku, ani slowa gdzie najlepiej zaparkowac, wiec postanowilam jechac na slepo i liczyc, ze znajde jakies miejsce. Bez problemu znalazlam duzy pietrowy parking przy petli autobusowej, mapa ponizej. Stare miasto i centrum znajduje sie na lewo od parkingu, trzeba przejsc przez dwie wieksze ulice i skrecic w bok.


View Parking Fuchnal in a larger map

Niestety katedra byla zamknieta. Twierdze, w ktorej znajduje sie obecnie siedziba premiera, mozna zwiedzac tylko w okreslone dni. Przeszlismy sie po miescie, poogladalismy budynki i skierowalismy swoje kroki do Santa Catarina Park. Czesc parku stanowi duzy trawnik, ale na koncu jest fontanna z widokiem na miasto, a kawalek dalej taras widokowy na port i zatoke. Z tarasu mozna podziwiac zacumowane statki wycieczkowe. Akurat trafilismy na dzien, gdy byly 4 statki, w tym ogromny Aida Sol niemieckiego armatora Aida.


Z albumu Funchal, Monte, Madeira, November 2011

Z albumu Funchal, Monte, Madeira, November 2011

sobota, 26 listopada 2011

Madera listopad 2011 - podsumowanie.

Pogoda w listopadzie.
Na poludniu bylo slonecznie z zachmurzeniami, jednego dnia padala mzawka. Na polnocny praktycznie prawie caly czas szaro, dopiero w rejonach Porto Moniz widzialam jasniejsze niebo. Na srodku wyspy byla najgorsza pogoda, czesto padalo. W gornych rejonach, okolo 1300m npm, nisko zawieszone chmury, mala widocznosc. Temperatury na polnocy okolo 18 stopni, na poludniu do 22 stopni, w gorach 4-8 stopni. Chodzenie po wysokich gorach w centralnej czesci raczej odpada o tej porze roku.

Polnoc
Poludnie

Drogi.
Mimo budowy nowych drog i tuneli, drogi ciagle sa krete i czesto wjezdza sie pod gorke i zjezdza, wiec samochod z mocniejszym silnikiem moze sie przydac. Warto jednak dodac, ze poza autostradami drogi bywaja waskie i wiekszy samochod moze byc problemem. W wielu wsiach i miasteczkach auta parkuja wzdluz drogi i czasami trudno jest minac sie z tymi nadjezdzajacymi z przeciwka. To samo dotyczy mijania sie z ciezarowkami i autobusami w niektorych miejscach.

Na wielu podjazdach musialam jechac na drugim biegu, a w niektorych miejscach musialam redukowac do pierwszego biegu.

Jak pisalam juz wczesniej, samochod byl wypozyczony z Sixt, ale znalazlam go przez strone brokera Holiday Autos. Cena u nich 125 funtow, bezposrednio w Sixt okolo 180 funtow. Takze warto skorzystac z wyszukiwarki typu Travel Supermarket czy innej porownywarki wynajmu aut. Quidco oferowalo gorsze warunki (nawet z cashbackiem), niz Holiday Autos.

Poza sezonem nie ma problemu ze znalezieniem miejsc parkingowych i parkingow krytych. Te drugie maja to do siebie, ze sa czesto dosc ciasne i trudno manewrowac. Ceny do 1 euro za godzine.

Duzo punktow widokowych oznaczonych jako Miradour i znaczek lornetki lub nazwa i znaczek. Czesto trzeba dojechac do nich waskimi drogami ostro w dol lub ostro pod gorke, ale w wiekszosci wypadkow warto.
Transport publiczny.
Nie korzystalam z transportu publicznego. Widzialam duzo autobusow w Funchal. Natomiast w dalszych lokalizacjach moze sie zdarzyc, ze autobus jezdzi tylko 2-3 razy dziennie i rozklad jest ulozony pod mieszkancow.

Noclegi.
Wybor lokalizacji noclegu zalezy od tego, jak zamierza spedzac sie czas. Jesli ktos lubi miasto, to moze byc Funchal. Jesli ktos chce mniejsze miasteczko, to polecam cos na poludniu, w srodkowej czesci wyspy, np w rejonach Ribeira Brava.

W Funchal jest zatrzesienie hoteli. W innych miasteczkach tez ich nie brakuje. Poza tym jest sporo mieszkan wakacyjnych. Ja swoje znalazlam na stronie Holiday Rentals. Nie musialam placic zadnego depozytu, tylko gotowka po przyjezdzie.

Jedzenie.
Warto sprobowac typowych potraw lokalnych. W restauracjach turystycznych tuz nad morzem, ceny sa wysokie. Wystarczy przejsc kilkadziesiat - kilkaset metrow dalej i ceny spadaja. W wielu snack barach jest serwowane jedzenie, ceny od 7-9 euro za glowne danie. Najlepiej zwrocic uwage, gdzie przy stole jest duzo ludzi lub siedza miejscowi.

Typowe lokalne dania, ktore probowalismy to: steki z tunczyka, smazony tunczyk, espetada - czyli mieso z rusztu (grila), picado - kawalki wolowiny smazone w czosnku i serwowane z frytkami dookola. Probowalam tez ryby w sosie smietanowym z grzybami. Na zdjeciu ponizej steki z tunczyka, takie male kostki na gorze talerza, to przysmazony chleb, specjalnosc w Machico.
Ze slodyczy warto sprobowac ciasta przypominajacego piernik (ciasto z cukru z trzciny cukrowej, z dodatkiem miodu oraz cynamonu) oraz biszkoptow korzennych. Te drugie bardzo przypadly mi do gustu.

Inne.
W wiekszosci miasteczek sa dobrze utrzymane publiczne toalety. W gorach, przy punktach widokowych lub poczatkach szlakow nie widzialam toalet.

Na wyspie jest duzo basenow odkrytych czesto nad samym morzem z woda morska lub slodka. Bywa, ze sa na odludziach, przy malych wsiach.

Z albumu Sao Jorge, Santana, Pico de Areeiro, Cabo Girao, Madeira, November 2011

Nie wszedzie sa akceptowane karty platnicze, wiec dobrze jest miec przy sobie zapas gotowki. W wiekszosci miejsc mozna dogadac sie po angielsku, a jak nie, to zlepkiem wielu jezykow i na migi. W atrakcjach turystycznych opisy sa po portugalsku i angielsku. Niemieckie wycieczki maja zwykle swoich przewodnikow. Najczesciej slyszane jezyki obce to wlasnie niemiecki, potem angielski.

W niektore dni do Funchal przyplywaja duze statki wycieczkowe i nastepuje wysyp turystow.

Praktycznie w kazdej wsi oraz na odludziach sa bary, snack bary i restauracje. Czesto sa to miejsca skupiajace lokalne zycie towarzyskie. W snack barach mozna tez kupic podstawowe produkty. We wsiach sa tez male sklepy typu mydlo i powidlo, w ktorych da sie zaopatrzyc w podstawowe produkty. Podczas 6 dniowego pobytu nie bylam ani razu w duzym supermarkecie. Obiady jadlam w barach i restauracjach, a sniadania i kolacje byly ze skladnikow zakupionych w naszym lokalnym sklepie.

W wielu miejscach jest publiczny dostep do internetu. W nazwie hot spota jest slowo free, ale internet wcale nie byl free. Nawet w naszej wsi byl slupek z informacja o publicznym hot spocie. Cena za tydzien dostepu 12,5 euro, wiec mysle ze nie tak zle. W wynajetym domku mielismy internet bezprzewodowy "plynacy" z domu wlasciciela.

Koszty:
-Przelot z Londynu do Funchal, EasyJet, 2 osoby, 319 funtow. Na tej trasie lata jeszcze TAP z Heathrow oraz Thomson Airways z Gatwick (2 raz w tygodniu).
-Nocleg 140 euro za tydzien
-Benzyna w listopadzie 2011 kosztowala 1.32 euro za etyline 95, diesel 1.39 euro.
-Wynajem samochodu typu mini kompakt z klimatyzacja za 6 dni - 125 funtow (cena razem z dodatkowym zniesieniem udzialu wlasnego).
-Parkingi do 1 euro za godzine
-Srednia cena obiadu dla dwoch osob z napojami 22-25 euro
-wstepy do atrakcji: 3, 7, 10 euro za osobe, zalezy od miejsca.

Zdjecia:
Ponta Delgada, Sao Vicente, Seixal, Porto Moniz
Gardens of Madeira
Sao Jorge, Santana, Pico de Areeiro, Cabo Girao
Funchal, Monte
Caves in Sao Vicente, Ribeira Brava, Ponta Do Sol, Rabacal, Encumeada

Relacje ze zwiedzania:
-Dzien 1 i 2: Ponta Delgada, Sao Vicente, Seixal, Porto Moniz.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Madera: Ponta Delgada, Sao Vicente, Seixal, Porto Moniz.

19/11/2011 i 20/11/2011.

Na Madere polecielismy w drugiej polowie listopada. Do wyboru byl tylko Easy Jet i TAP, ale ze wzgledu na godziny odlotow wybralam EJ. Na miejscu bylismy ok. 12.00. Na lotnisku odebralam samochod zarezerwowany przez HolidayAutos. Auto dostarczyl nam Sixt. Musze pochwalic ich za dobra jakosc, dostalam VW Polo dizel z dobrym wyposazeniem, auto z 7tys km na liczniku, pachnace jeszcze nowoscia. Oczywisice jak zawsze mialam chwilowy szok zwiazany z przestawieniem sie na manualna skrzynie biegow i na prawa strone jezdni. Obylo sie bez walenia lewa reka w drzwi (zwykle szukam tam galki zmiany biegow), wiec jest jakas poprawa w szybkim zmienianiu kierownicy z prawa na lewo i odwrotnie.

Korzystajac z przywiezionego GPSa i wskazowek wlasciciela domu wakacyjnego udalismy sie w strone Ponta Delgada, ktora lezy w polnocnej czesci wyspy. Jechalismy na miejsce okolo godziny. Drogi sa nowe, wybudowane dzieki funduszom EU, na poludniu nawet dwu pasmowe, jest na nich raczej maly ruch. Droga z poludnia na polnoc juz jednopasmowa, ale ciagle pusta. Po drodze ze 20 tuneli, najdluzszy chyba 4km. Do Ponta Delgada trafilismy bez problemu, ale znalezienie domu bylo nie lada wyzwaniem. Mialam adres, ale Google ani zadna inna mapa nie potrafila znalezc tego miejsca. Napisalam wiec pare dni wczesniej do wlasciciela, ktory przyslal mi wskazowki dojazdu i dokladny punkt na mapie. Pojechalam wedlug wskazowek, ktore jak sie okazalo mowily tylko jak dojechac do samej miejscowosci, ale nic wiecej. Natomiast punkt na mapie okazal sie nie wskazywac domu wakacyjnego. Pokrecilam sie troche, podzwonilam do wlasciciela i jak powiedzialam gdzie jestem, to powiedzial, ze pojechalam za daleko. W koncu jakos sie odnalezlismy z wlascicielem, ale z pol godziny stracilismy na to, a ja nalazilam sie po wiosce. Dodam, ze angielski wlasciciela byl trudny do zrozumienia.

Z albumu Ponta Delgada, Sao Vicente, Seixal, Porto Moniz, Madeira, November 2011

Okazalo sie, ze dom jest przy glownej drodze na samym poczatku miejscowosci. Wlasciciel mogl to bardzo prosto wytlumaczyc w instrukcji dojazdu. Link z Google w ogole nie oddawal rzeczywistej lokalizacji domu. Byc moze byl do samej miejscowosci i pokazal jej serce, a nie konkretny dom.

Dom dosc skromny, 2 sypialnie, salon, kuchnia, lazienka. Oprocz tego duzo roznych pomieszczen gospodarczych w stylu: pokoj przy tarasie, druga kuchnia na dole z piecek i grillem, mini-ogrodek. Z tarasu i z okien widok na Atlantyk. Slychac szum fali. Parking przed domem z typu mikro, ledwo zmiescilam tam Polo i ledwo z niego wysiadlam. Za 140 euro za tydzien warunki akceptowalne.

Poniewaz nie mielismy ze soba zapasow zywnosciowych, to postanowilismy wybrac sie do "miasta" na zakupy. W "centrum" znalezlismy snack bar London (haha), stacje benzynowa, mini supermarket i bar. Sklep byl z serii mydlo i powidlo, ale udalo nam sie kupic pare lokalnych produktow na kolacje i sniadanie.

Z albumu Ponta Delgada, Sao Vicente, Seixal, Porto Moniz, Madeira, November 2011

Ponta Delgada to mala osada i poza paroma sklepami, basenem i hotelem nie sa tu same domy mieszkalne. Idealne miejsce dla nas, bo my nie lubimy tabunow turystow i mozna zobaczyc jak zyja tubylcy.

W niedziele postanowilismy zwiedzic polnocna czesc wyspy. Objechac po kolei miejscowosci na wybrzezu. Zaczelismy od Sao Vicente 5km od naszej lokalizacji. Jest to male miasteczko i gdyby nie duzy parking nad oceanem i kolejny kawalek dalej, moglibysmy przegapic centrum.

Centrum to pare uliczek na krzyz, plac, kosciol i to w sumie wszystko. Kosciol pochodzi z XVII wieku i wewnatrz reprezentuje styl barokowy. Zostal niedawno odnowiony wiec warto go obejrzec w srodku. Najwiecej skarbow znalezlismy w sklepie spozywczym, lokalne alkohole, slodyczne itp.

Z albumu Ponta Delgada, Sao Vicente, Seixal, Porto Moniz, Madeira, November 2011

Przy drodze nad oceanem jest kilka barow i restauracji, ktore najwidoczniej ciesza sie popularnoscia wsrod miejscowych, bo ulica byla zastawiona samochodami.

W ogole na Maderze jest bardzo duzo malych barow, gdzie miejscowi racza sie kawa i alkoholami. Takie centra zycia towarzyskiego. W barach mozna tez kupic podstawowe produkty typu napoje, slodycze itp.

Z Sao Vicente pojechalismy w strone Seixal. Niestety stare drogi na skalnych krawedziach sa zamkniete i jedyna opcja to nowa droga w tunelu. Po drodze zatrzymalismy sie przy punkcie widokowym na Veu de Noiva. Jest tam sklep z pamiatkami (bardzo duzy wybor roznych produktow) i maly taras z widokiem na klify. Po skale idzie stara waska droga i widac wodospad. Domyslam sie, ze przejazd ta droga musial dostarczac duzo wrazen. Na pocztowkach sa zdjecia autobusow przycisnietych do skal. Teraz droga jest zamknieta nawet dla pieszych i w niektorych miejscach widac obsunieta ziemie i skaly.
Z albumu Ponta Delgada, Sao Vicente, Seixal, Porto Moniz, Madeira, November 2011

W Seixal zjechalismy do samego oceanu, zgodnie z sugestia przewodnika Rough Guide. Jest tam mala plaza, a raczej troche piasku koloru blota, plukanego regularnie przez fale. W tym miejscu zachcialo mi sie robic zdjecia fal i w efekcie skapalam sie po kostki w wodzie (w butach). Jest tez betonowy falochoron, po ktorym mozna chodzic. Po drugiej stronie falochronu jest klub zeglarski i baseny z woda morska (sztucznie odgrodzona zatoka). W drodze do samochodu zahaliczylismy o restauracje Brisa Mar. Zamowilismy tam lokalne danie z wolowiny - espetada. Niestety nie spelnilo naszych oczekiwan. Mieso nie bylo dobrze przygotowane i przypominalo gume do zucia. Posileni dodatkami do miesa wyruszylismy w dalsza droge.

Z albumu Ponta Delgada, Sao Vicente, Seixal, Porto Moniz, Madeira, November 2011

Miedzy Seixal, a Porto Moniz, w krotkiej przerwie miedzy tunelami, wypatrzylam skaly wystajce z wody, ale za pozno je zauwazylam by zjechac na boczna droge.

Porto Moniz to chyba najwieksze miasteczko w okolicy i ma juz charakter turystyczny. Parkowanie nad woda jest platne (na szczescie tanie), jest tam pare hoteli, Akwarium, duza restauracja Kaszalot i baseny z woda morska miedzy skalami. Akwarium jest bardzo male i mozna je zwiedzic w 10-15 minut, wstep 7 euro dla osoby doroslej. Okazalo sie, ze mozna dokladnie przyjrzec sie niektorym okazom i mysle, ze spedzilismy tam okolo pol godziny.

Z albumu Ponta Delgada, Sao Vicente, Seixal, Porto Moniz, Madeira, November 2011

Nie bylismy pewni co do celu dalszej podrozy, wiec postanowilismy jechac przed siebie, tak jak nas zaprowadzic droga. A droga prowadzila pod gore, lacznie jakies 500m roznicy poziomow. Po drodze jest pare punktow widokowych, glownie po prawej stronie drogi plus jeden duzy punkt widokowy z parkingiem na wiele aut, po lewej stronie drogi. Miasto wygladalo z gory bardzo malowniczo. Bylo tez widac jak wije sie droga pod gore.

Z albumu Ponta Delgada, Sao Vicente, Seixal, Porto Moniz, Madeira, November 2011

Maz wypatrzyl na mapie, ze w jednej z miejscowosci jest kolejka linowa, wiec postanowlismy tam pojechac i sprawdzic dokad mozna zjechac. Po drodze przejezdzalismy przez miejscowosc Santa. Na glownym placu jest kosciol, parking na wiele aut i uwaga: nowoczesne toalety. Widac, ze miasteczko (wioska?) dostalo fundusze z EU i zainwestowali je w regeneracje obiektow publicznych. Toalety byly pierwsza klasa :-)

Z Santa pojechalismy dalej przed siebie, ciagle w gore. Dojechalismy do Achadas da Cruz polozonego na wysokosci 780m npm. Stamtad byly strzalki do kolejki linowej. I niespodzianka, droga schodzila stromo w dol. 300 metrow nizej i dotarlismy do kolejki. Faktycznie, byly 2 kabinki, jedna na dole druga na gorze, ale chyba byla juz nieczynna. Na dole, nad morzem bylo widac wioske, a wlascicie to wygladalo to na zespol ogrodkow dzialkowych. Przejazd kolejka jest dla odwaznych, ja bym sie nie skusila. Nie ma zadnego slupa miedzy gora, a dolem, roznica wysokosci okolo 480m.

Z albumu Ponta Delgada, Sao Vicente, Seixal, Porto Moniz, Madeira, November 2011

Przy kolejce jest bar, ktory mial sporo gosci, wziawszy pod uwage lokalizacje. Widocznie miejscowi tez cenia sobie widoki i picie i jedzenie w ladnym miejscu.

Miedzy stacja kolejki, a barem jest sciezka wiodaca w dol. Wedlug informacji na tablicy, zejscie trwa 2h. Nie wiem jak mozna wrocic z dolu. Czy trzeba wjechac kolejka czy da sie jakos przejsc dolem do innego miasteczka. Na mapie nie ma zaznaczonej drogi na dole, ale widzialam tam samochody, wiec jakos mozna tam dojechac.

Po zakonczeniu podziwiania widokow nie pozostalo mi nic innego jak przydusic Polo i podjechac te 300m w gore. Nie bylo nawet tak zle i udalo mi sie jechac na drugim biegu. Stamtad wracalismy juz do naszego domku wakacyjnego.

W drodze powrotnej zahaczylismy o skalki widziane wczesniej miedzy Porto Moniz, a Seixal. Tym razem bylam juz przygotowana na zjazd z glownej drogi. Zjechalam z drogi R101 na Ribeira de Janela, ale potem pojechalam w strone oceanu. Nie ma tam zadnych wskazowek na parking czy punkt widokowy, trzeba po prostu jechac przed siebie, az skonczy sie droga.

W duzej skale przy brzegu oceanu jest wykute przejscie i wioda do niego schody. Stamtad jest idealny widok na kilka skal wystajacych z wody.

Z albumu Ponta Delgada, Sao Vicente, Seixal, Porto Moniz, Madeira, November 2011

Na tym skonczylismy dzisiejsze zwiedzanie i wrocilmy do naszej bazy.

Wszystkie zdjecia z tych dwoch dni w Galerii Picasa.

środa, 16 listopada 2011

Szwajcaria: Kleine Scheidegg - Interlaken - Spiez - Zurich.

Poniedzialek, 29/08/2011.

Ostatni dzien pobytu w Szwajcarii byl pewnego rodzaju maratonem przy wykorzystaniu transportu publicznego.

Zeszlam na sniadanie w hostelu Grindelwaldblick ok. 7.30. Zjadlam, szybko spakowalam sie i wyruszylam na stacje kolejowa by zlapac pierwszy pociag na dol. Zdaje sie, ze bylam jedynym pasazerem w calym skladzie :-)

W Grindelwald odprawilam sie na lot z Zurichu do Londynu i oddalam plecak na bagaz. Jest to jedna z uslug oferowanych przez koleje szwajcarskie. Usluga kosztuje 20 CHF, w zamian zyskuje sie pelna swobode poruszania i nie trzeba juz odprawiac sie na lotnisku. Pan, ktory mnie odprawial, mial maly problem, bo na moim wydruku rezerwacji lotniczej nie bylo numeru lotu. Musial szukac w internecie, zeby moc wybrac wlasciwy lot.

Po pozbyciu sie bagazu, zlapalam pociag do Interlaken. Tez byl pusty, turysci dopiero zjezdzali sie do doliny.

Z albumu Kleine Scheidegg, Interlaken, Spiez, Zurich, Switzerland

Po dotarciu do Interlaken Ost postanowilam przejsc spacerkiem do Interlaken West. Wybralam sciezke nazywana Goldey Promenade, nad sama rzeka, po jej drugiej stronie. Ta czesc miasta nazywa sie Unterseen.

Woda w rzece Aare miedzy jeziorami Brienzsee in Thunsee jest seledynowo - zielonkawa. Podobno dlatego, ze pochodzi z topniejacych lodowcow.

Z albumu Kleine Scheidegg, Interlaken, Spiez, Zurich, Switzerland

W 2002r. mieszkalam przez tydzien nad rzeka, w jednym z domow wakacyjnych na ulicy Untere Goldey. Sprawdzilam, ze dom ciagle stoi i nawet ktos byl w mieszkaniu wakacyjnym, bo byly otwarte drzwi do ogrodu.

Zaobserwowalam pare zmian nad rzeka, m.in. nowy budynek mieszkalny. Nowoczesne pudelko. W sumie nie mialbym nic przeciwko, zeby w nim pomieszkac od czasu do czasu.

Z albumu Kleine Scheidegg, Interlaken, Spiez, Zurich, Switzerland

Poza spacerem nad rzeka, skoczylam jeszcze do paru sklepow, by kupic pocztowki i jakies pamiatki. Przy okazji wymyslilam sobie, ze moze poplyne stateczkiem z Interlaken West do Spiez albo do Thun. Przystan jest tuz obok stacji kolejowej i tam tez kupuje sie bilety. Pobralam "rozklad jazdy" i uznalam, ze zalapie sie na statek o 12.30. By skorzystac z tej dodatkowej atrakcji, musialam doplacic 15CHF do posiadanego biletu kolejowego.

Z albumu Kleine Scheidegg, Interlaken, Spiez, Zurich, Switzerland

Gdy wyplywalam z Interlaken, byla piekna sloneczna pogoda i bylo mi wrecz za cieplo. Jak tylko wyplynelismy na pelne wody, zaczelo wiac i trzeba bylo ubrac sie w kurtke. Jest jakis urok w plywaniu po Thunsee, bo za kazdym pobytem w Szwajcarii musialam zrobic to chociaz raz.

Celem tego rejsu bylo miasto Spiez. Polecam jednak odbyc dalsza czesc rejsu w strone Thun. Statek przeplywa na druga strone jeziora i przybija w Oberhofen. Nad samym jeziorem jest romantyczny zamek. Ponizej zdjecie Oberhofen, pod zdjeciem link do albumu z 2002r.

Z albumu Three Castles: Spiez, Oberhofen, Thun, Switzerland 2002

Wracajac do Spiez, przystan jest na krancu miasta nad jeziorem. Tuz obok jest przystanek autobusowy z linia wiozaca turystow do centrum miasta. Jesli ktos chce przesiasc sie do pociagu, to polecam ten autobus, bo stacja jest dosc daleko,a droga idzie pod gorke. Rozklad autobusu jest oczywiscie zsynchronizowany ze stateczkiem.

Obowiazkowa atrakcja w Spiez jest zamek. Pamietam swoje wrazenia, gdy zwiedzalam go w 2002r. Bylam wtedy zdziwiona, ze przez 1000 lat zamek byl w rekach tylko 3 rodzin i oczywiscie nigdy nie byl zniszczony przez zadna wojne. Coz, mialam wtedy polski punkt widzenia. Teraz nie zdziwiloby mnie to, bo nazwiedzalam sie w Wielkiej Brytanii zamkow roznych lordow i duke'ow. Ponizej zdjecie wnetrza, zrobione w 2002r. Pod zdjeciem link do albumu z calej wizyty.

Z albumu Three Castles: Spiez, Oberhofen, Thun, Switzerland 2002

Tym razem pospacerowalam troche po terenach zamkowych, posiedzialam chwile w ogrodzie, a nastepnie wybralam sie na spacer nad jeziorem. Zrobilam sobie przerwe na lunch w restauracji nad woda - SeeGarten Marina. Chyba dosc popularne miejsce wsrod turystow jak rowniez miejscowych, bo sporo osob przychodzilo na deser lub kawe.

Z albumu Kleine Scheidegg, Interlaken, Spiez, Zurich, Switzerland

Sielanka i podziwianie widokow musialo skonczyc sie kiedys. Okolo 16.00 zebralam sie z zamiarem zlapania pociagu do Berna, a stamtad do Zurychu.

Jak juz wspominalam, dojscie na stacje jest dosc meczace. Wydaje mi sie, ze najlepiej jest przyjechac do Spiez pociagiem, zejsc nad jezioro i tam przesiasc sie na statek.

Na stacji mialam mila nispodzianke, bo okazalo sie, ze ze Spiez sa bezposrednie pociagi na lotnisko w Zurychu. Pociag odjezdzal 4 minuty pozniej, po pociagu, ktory mialam zamiar zlapac, takze nie musialam dlugo czekac.

Nie bylabym soba, gdybym nie wysiadla na chwile w Zurychu, na stacji Hauptbanhof. Mialam malo czasu, ale nie moglam odmowic sobie krotkiego spaceru po miescie.

Z albumu Kleine Scheidegg, Interlaken, Spiez, Zurich, Switzerland

Okolo 19.30 dotarlam w koncu na lotnisko w Zurychu. Nie pamietalam jak duze jest to lotnisko i ile bede potrzebowala czasu na przejscie do odpowiedniej bramki. Okazalo sie, ze od przyjazdu na stacje kolejowa Zurich Flughafen, potrzebowalam tylko 20 minut by zacumowac przy odpowiedniej bramce.

Niesamowite jak wiele miejsc mozna zwiedzic w ciagu jednego dnia, podrozujac na jednym bilecie. Zaczelam dzien w Alpach na 2000m npm, zjechalam na dol, potem wznioslam sie w przestworza, by pojsc spac w Londynie.

Wziawszy pod uwage czestotliwosci wizyt w Szwajcarii, to nastepny raz wypada mi najwczesniej w 2015r. Chyba, ze w miedzyczasie uda mi sie znalezc dobrze platny kontrakt IT w tym kraju.

Zdjecia z ostatniego dnia sa robione glownie telefonem, wiec nie sa najlepszej jakosci, za co przepraszam.

wtorek, 11 października 2011

Szwajcaria: Hotel Wetterhorn, Grindelwald do Kleine Scheidegg.

Niedziela 28/08/2011.

Niedziela nie byla tak ekscytujaca jak dwa poprzednie dni. Zerwalam sie wczesnie na sniadanie, ktore bylo serwowane od 8.00 rano. Zaraz po sniadaniu spakowalam wiekszosc swoich rzeczy i zostawilam w pokoju hotelowym.

Tuz przed 9.00 pojawilam sie u stop schodow wiodacych na skale i do lodowca Oberaletschgletscher. Niewatpliwie bylam pierwszym klientem. Musialam poczekan na pojawienie sie obslugi, otworzenie budki z biletami itp. A pozniej tylko schody.

Pierwsza czesc wspinaczki po schodach nie jest taka zla, bo co jakis czas sa podesty i mozna sie zatrzymac. Poza tym nie ma wtedy tego wrazenia stromosci, bo schody skrecaja co jakis czas. Jednak tak w polowie wysokosci zaczyna sie bardzo dlugi odcinek schodow bez przystankow.

Z albumu Wetterhorn, Grindelwald, Kleine Scheidegg, Switzerland

Wejscie na sama gore zajmuje min. 20 minut. Schody sa waskie, stopnie roznej szerokosci, czasami nie ma poreczy z jednej strony, tylko gumowa lina (waz). Na gorze jest mala budka z gastronomia, ktora byla zamknieta. Trzeba minac budke i pojsc dalej, by dojsc od mostu linowego, skad jest widok na szczeline miedzy skalami, ktora splywa woda z lodowca. Niestety samego jezora lodowca nie widzialam. Ponizej film nakrecony telefonem, pokazuje mostek i widok w dol na rwacy potok brudnej wody. Kolory sa malo naturalne, poniewaz slonce nie dotarlo jeszcze w te rejony i byl cien.


Zaleta wszesnego startu byl brak innych ludzi. Dopiero jak wrocilam do budki z gastronomia, to spotkalam kogos. Ponizej film przedstawiajacy widok ze skaly w strone doliny Grindelwald i First, na ktorym bylam 2 dni wczesniej.


Wydaje mi sie, ze zejscie po schodzach jest gorsze niz wejscie, bo potkniecie oznacza praktycznie zlot w dol, a przed nami nie ma nic. Ta atrakcja na pewno nie jest dla osob, ktore maja lek wysokosci lub lek przestrzeni.

Z albumu Wetterhorn, Grindelwald, Kleine Scheidegg, Switzerland

Po zejsciu na dol szybko wrocilam do hotelu, wskoczylam pod prysznic i udalo mi sie zdazyc na autobus do Grindelwald o 11.00. Tym razem przynajmniej nie musialam placic, bo skorzystalam z "przepustki", ktora dostalam w hotelu.

W Grindelwald zostawilam plecak w schowku na stacji kolejowej (3CHF) i poszlam na spacer. Akurat byl jakis festyn i bylo troche lokalnych atrakcji: pan prezentujacy sztuke wyrabu drzew, stoiska z produktami mlecznymi i serami oraz chor szkolny.

Pokrecilam sie troche po miescie, kupilam cos do jedzenia i spoczelam na peronie by podziwiac widoki i porelaksowac sie troche. Moze dziwnie to brzmi, ze ktos szuka relaksu na peronie kolejowym, ale to jest peron z bardzo ladnym widokiem i prawie zerowa liczba ludzi (przynajmniej na samym koncu).

Z albumu Wetterhorn, Grindelwald, Kleine Scheidegg, Switzerland

Gdy juz mialam dosyc slonca i widokow, nadszedl czas by odebrac bagaz ze schowka i wjechac na Kleine Scheidegg. Po poludniu nie ma juz tak duzo turystow, wiec pociag byl srednio zaludniony. Przy wjezdzie na gore moglam podziwiac widok na pasmo z Schynige Platte do First.

Ze stacji Kleine Scheidegg musialam wdrapac sie jeszcze pod gore, by dojsc do schorniska Grindelwaldblick. Schornisko ma faktycznie bardzo fajna lokalizacje i restauracja byla pelna turystow. Ponizej film nakrecony spod schroniska.


Tym razem nie mialam tyle szczescia, co w poprzednich schroniskach i dowiedzialam sie, ze bede dzielila pokoj z kilkoma osobami. Pokoj byl 12 osobowy i wieczorem przekonalam sie, ze jest prawie pelny. Dzieki temu, ze bylam pierwsza, moglam wybrac sobie najlepsze lozko (moim zdaniem). Tutaj ciekawostka, w tym schronisku pokoje nie sa zamykane, nie ma w ogole zamkow drzwiach. Wartosciowe przedmioty mozna zostawic za barem restauracji, ktory pelni funkcje recepcji.

Zostawilam rzeczy w pokoju i poszlam na spacer w kierunku stacji Kleine Scheidegg. Przy okazji kupilam sobie od razu bilet na pociag na nastepny dzien, zeby nie zawracac sobie tym glowy nastepnego dnia. Tutaj przezylam maly szok, bilet do Zurychu przez Berno kosztowal 110CHF.

Nie wjezdzalam na Jungraf jak wielu turystow, poniewaz bylam tam juz wczesniej. Tym razem poszlam szlakiem na Eiger - Eiger Trail. Nie moglam odmowic sobie sfotografowania pociagow, ktore dosc czesto przejezdzaly, zwozac hordy turystow ze szczytu.

Z albumu Wetterhorn, Grindelwald, Kleine Scheidegg, Switzerland

Fani transportu szynowego wiedza pewnie, ze na trasie Kleine Scheidegg - Jungfrau jezdza pociagi nowego typu i starego typu. Nowego typu jezdza wedlug rozkladow, a te starego typu uzupelniaja rozklad dodatkowymi kursami. Zdarza sie, ze w "godzinach szczytu", za pociagiem rozkladowym jada 2 lub nawet 3 pociagi dodatkowe. Podobnie jest na trasie do Wengen i Grindelwald. Takze mozna zrealizowac sie fotograficznie i pocwiczyc ujecia pociagu na tle gor.

W polowie drogi miedzy Kleine Scheidegg, a Eigergletscher jest maly zbiornik wodny. Wydaje mi sie, ze jest to nowy twor, bo zaden przewodnik i opis trasy nie wspomina o tym. Staw jest swietnym miejsce do robienia zdjec, poniewaz z kazdej strony odbijaja sie w nim gory. Obok stawu jest drugi maly zbiornik wodny z trzema lawakami nazwanymi: Eiger, Monch i Jungfrau. Woda w tym zbiorniczku byla zimna, ale turysci i tak chetni zdejmowali buty i maszerowali by posiedziec na lawkach. Obok jest tez teren z lawami piknikowymi.

Z albumu Wetterhorn, Grindelwald, Kleine Scheidegg, Switzerland

Pokrecilam sie wokol tego stawu, porobilam zdjecia, porelaksowalam sie i wrocilam do schroniska. Kolacja byla serwowana od 18.00. Tutaj nastapil maly zgrzyt, bo przy rezerwacji noclegu wybralam opcje half-board za dodatkowe 25CHF. W restauracji podalam pani swoje nazwisko, ona sprawdzila na liscie, ktora miala i powiedziala, ze moge zamawiac z menu co chce. Zamowilam pyszny obiad, do tego napoje i deser. Gdy przyszlo do placenia, okazalo sie, ze na liscie nie ma informacji o tym, ze wykupilam half-board i musialam zaplacic za jedzenie wedlug cen z menu plus podstawowa cena za nocleg. Lacznie wyszlo 80CHF. W sumie tak samo jak w dwoch poprzednich hostelach, ale bylam stratna 15CHF. Gdyby ktos tam nocowal, polecam upewnic sie, ze obsluga ma pelna informacje na temat naszej rezerwacji.

Przy okazji napisze jeszcze o infrastrukturze hostelu. Pokoje zajmuja w sumie 3 pietra. Na kazdym pietrze sa male toalety oraz w piwnicy sa duze toalety i prysznic. Prysznice niewatpliwie dzialaly, wszystko bylo w porzadku i nie bylo zadnych problemow z dostepem mimo duzej ilosci gosci.

Wieczorna atrakcja byla zachod slonca. Schronisko jest tak zlokalizowane, ze jest widok na Kleine Scheidegg i trzy szczyty gorujace nad okolica.

Z albumu Wetterhorn, Grindelwald, Kleine Scheidegg, Switzerland

Polecam nocleg albo w tym schronisku lub w hotelach przy stacji Kleine Scheidegg. Piekne widoki i wspaniale wrazenia gwarantowane.