Jutro okolo poludnia jade na urlop do Peak District. Byc moze bede pisala biezace relacje, bo zabieram komputer i kupilam juz modul usb z internetem mobilnym. Oczywiscie przyczyna zabierania komputera jest dosc prozaiczna. Chce kontrolowac sytuacje na gieldzie, bo zapowiadaja sie ciekawe wydarzenia. Zwykle robie to przez internet w telefonie, ale funkcjonalnosc takiego rozwiazania jest ograniczona.
Przy okazji zalatwiania urlopu na listopad odkrylam, ze w grudniu na urlop lece business class. Nawet tego nie zauwazylam jak kupowalam bilety. Do wyboru byl przelot Easy Jet i British Airways, a roznica w cenie byla bardzo mala. Wybor byl oczywisty, w koncu British Airways ma wiecej miejsca w samolocie i jeszcze mnie nakarmi w czasie lotu. A tu okazuje sie, ze nie dosc, ze mnie nakarmia to nawet o mnie zadbaja jak trzeba. Nie wiem teraz czy to swiadczy o tym, ze British Airways jest tanie czy Easy Jet bardzo drogi.
W czasie lunchu musze wybrac sie do ksiegarni kupic mape turystyczna Peak District. Probowalam ja pozyczyc z biblioteki, ale ciagle jej nie ma. Na poprzednich wycieczkach uzywalam takich map i byly bardzo przydatne. Sa na nich zaznaczone glowne atrakcje turystyczne oraz trasy widokowe. Widac juz pierwsze oznaki jesieni, pogoda zapowiada sie dobrze, wiec mam nadzieje, ze urlop bedzie udany.
piątek, 11 września 2009
piątek, 28 sierpnia 2009
Bank Holiday Weekend.
Wreszcie weekend i to dlugi weekend. W poniedzialek jest Summer Bank Holiday. Juz wczoraj mnostwo ludzi wybylo i dzisiaj w pracy i w pociagach jest pusto.
Nie mam zadnych planow wyjazdowych na weekend, moze w niedziele gdzies wyskoczymy, ale jeszcze nie myslalam o tym. Na razie przygotowuje sie do wypadu do Niemiec w srode. Zarezerwowalam sobie miejsce na parkingu firmowym na srode. Musze jeszcze znalezc i sprawdzic stan namiotu, kupic karimate i kubek do samochodu (zaden stary kubek nie miesci sie w miejsce na kubki), naklejki na swiatla i skompletowac odpowiednie wyposazenie samochodu (trojkat, apteczka, kamizelki odblaskowe).
Jakos ostatnio wszystko idzie pod gorke. Dostalam maila z Expedii, ze British Airways odwolalo lot na Cypr w pierwszy dzien swiat i przerzucili mnie na 26 grudnia. Teraz musze wystapic o zwrot pieniedzy za rezerwacje hotelu i samochodu za 25 grudnia, tyle, ze najpierw musze zaplacic druga rate, zeby mogli mi oddac pieniadze. Nie wspomne o tym, ze call centre jest w Indiach i jakos zniechecilam sie po tym do Expedii. Powisialam sobie na telefonie, zeby dowiedziec sie, ze nie maja w systemie danych mojej karty i musze im je podac, tyle, ze akurat nie nosze ze soba tej karty kredytowej. W sumie juz dzwonilam 3 razy do Expedii i nie zalatwilam jeszcze sprawy do konca.
Nie mam zadnych planow wyjazdowych na weekend, moze w niedziele gdzies wyskoczymy, ale jeszcze nie myslalam o tym. Na razie przygotowuje sie do wypadu do Niemiec w srode. Zarezerwowalam sobie miejsce na parkingu firmowym na srode. Musze jeszcze znalezc i sprawdzic stan namiotu, kupic karimate i kubek do samochodu (zaden stary kubek nie miesci sie w miejsce na kubki), naklejki na swiatla i skompletowac odpowiednie wyposazenie samochodu (trojkat, apteczka, kamizelki odblaskowe).
Jakos ostatnio wszystko idzie pod gorke. Dostalam maila z Expedii, ze British Airways odwolalo lot na Cypr w pierwszy dzien swiat i przerzucili mnie na 26 grudnia. Teraz musze wystapic o zwrot pieniedzy za rezerwacje hotelu i samochodu za 25 grudnia, tyle, ze najpierw musze zaplacic druga rate, zeby mogli mi oddac pieniadze. Nie wspomne o tym, ze call centre jest w Indiach i jakos zniechecilam sie po tym do Expedii. Powisialam sobie na telefonie, zeby dowiedziec sie, ze nie maja w systemie danych mojej karty i musze im je podac, tyle, ze akurat nie nosze ze soba tej karty kredytowej. W sumie juz dzwonilam 3 razy do Expedii i nie zalatwilam jeszcze sprawy do konca.
sobota, 8 sierpnia 2009
Wycieczka do Portsmouth.
Pare zdjec z wycieczki do Portsmouth, byla to druga czesc wycieczki z zeszlego roku. Zwiedzilismy wtedy akwarium i czesc muzeum morskiego, a dzisiaj skonczylismy zwiedzanie muzeum plus reszte portu i starej czesci miasta.


Najwyrazniej rok temu nie zrobilam galerii, ale moze uda sie to naprawic przy okazji. Zwiedzilam wtedy pare insteresujacych okretow.
Pelna galeria z dzisiaj - Portsmouth.


Najwyrazniej rok temu nie zrobilam galerii, ale moze uda sie to naprawic przy okazji. Zwiedzilam wtedy pare insteresujacych okretow.
Pelna galeria z dzisiaj - Portsmouth.
Autor:
Podrozniczka
o
21:10
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
zwiedzanie
poniedziałek, 27 lipca 2009
Sezon ogorkowy.
Z braku innych rozrywek zajelam sie planowaniem urlopow. Wybralam juz miejsce i termin na listopad, czekam tylko na przyklepanie urlopu w pracy. Musze jeszcze cos znalezc na wrzesien. Myslalam, ze nie bedzie problemu z urlopem w tym terminie, ale wstepne wyszukiwanie lokum w Peak District uswiadomilo mi, ze moze nie byc tak prosto jak sadzilam. Wszystkie caravan parki juz obstawione w tych terminach. Pozostaly mi do wyboru cottages - czyli domki. Te juz nie sa takie tanie, ale jest ich na szczescie sporo. Musze tylko wziac mape i ustalic najkorzystniejsza lokalizacje.
Autor:
Podrozniczka
o
10:44
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
planowanie
poniedziałek, 25 maja 2009
Urlop w Northumberland.
Odpoczelam troche po urlopie, wiec czas napisac jak bylo. Z orientacyjnych wyliczen wynika, ze przejechalismy ok 1000 mil (1600km) co daje srednio jedno zdjecie na mile urlopu, bo zrobilismy lekko ponad 1000 zdjec ;)
Northumberland to hrabstwo polozone w polnocno-wschodniej Anglii. Pierwszy raz bylam w tamtych rejonach 4 lata temu przy okazji odwiedzin u kolegi w Newcastle. Wtedy to kupilam pocztowki z okolicy i dowiedzialam sie, ze sa tam rozne ciekawe zamki i Wal Hadriana. Musze przyznac, ze od jakis 2-3 lat rzeczone pocztowki zamienily sie w obrazki na scianie. W tej chwili wisza tuz przy wejsciu do mieszkania, w przedpokoju. Takze mialam wystarczajaco duzo czasu by napatrzyc sie na nie i zdecydowac sie na zwiedzanie.
Zatrzymalismy sie w caravan parku tak jak w zeszlym roku w Lake District. Tym razem jednak nie mielismy praktycznie zadnego wyboru przyczep ze wzgledu na pozna rezerwacje i wykupilam przyczepe o najgorszym standardzie. Byla to jedyna opcja dostepna sposrod okolicznych caravan parkow, ktorych nie brakuje w okolicy. Owszem cena byla szokujaco niska (130 funtow za tydzien w 2 sypialniowej przyczepie), ale obawialam sie, ze i standard moze byc podobny. W pewnym sensie moje obawy ziscily sie, bo niestety w przyczepach najgorszego standardu mozna mieszkac z psami i chyba nikt nie przejmuje sie ich czystoscia. Dywany wygladaly jakby nikt nie sprzatal od lat, zapach w lazience zabijal i troche smierdzialo w salonie (chyba zapach z mebli). Dywanami nie przejelam sie i tak chodzilam w butach, lazienke udalo sie wywietrzyc dosc szybko, do zapachu w salonie dalo rade przyzwyczaic sie. Ale na przyszly raz biore tylko wersje delux. Wyposazenie bylo w porzadku i wszystko dzialalo. Widzielismy nawet morze z okna w salonie i byla duza weranda przed wejsciem do przyczepy.

Glowne atrakcje, ktore zwiedzalismy podczas urlopu:
1. Alnwick Castle - rezydencja Duke'a Northumberland. Zamek nalezy do rodziny od 1309r i w tym roku obchodza wlasnie 700-lecie jego posiadania. Obecny Duke ma numer 12 przed tytulem - 12th Duke of Northumberland, przejal on tytul w 1995 roku. Wedlug slownika duke tlumaczy sie na polski jako ksiaze, ale jakos mi to nie pasuje. Zamek nie zawsze byl zamieszkiwany i przez ok 150 lat byl porzucony. Dopiero w XVIII wieku zona pierwszego Duke'a przeniosla sie do Alnwick i rozpoczela sie przebudowa i restauracja obiektu.
Obecna duchess (ksiezna) stworzyla nieco zaniedbane ogrody od nowa. W 2002r otworzono pierwszy etap, w 2007r kolejny i dalej trwa sadzenie nowych drzew i inne prace. Zamek jak i ogrody sa imponujace. Zamek to przede wszystkim historia i bogate zbiory sztuki, antykow i broni. Natomiast ogrody sa zaprojektowane z rozmachem i maja nowoczesne i intygrujace fontanny.
W zamku krecono sceny do kilku czesci Harrego Pottera i wielu turystow przyjezdza tam z tego powodu.



2. Bamburgh Castle - kolejny zamek, rowniez ciagle zamieszkany. Lord William Armstrong kupil go w 1890r, przebudowal i wyremontowal. W tej chwili mieszkaja w nim potomkowie pierwszego lorda, niestety utracili tytul lordowski, poniewaz czwarty lord nie mial biologicznych dzieci tylko adoptowane. Zakladajac, ze potomkowie ciagle czerpia korzysci materialne z firm Armstronga to brak tytulu jest chyba ich najmniejszym zmartwieniem. Firmy stworzone przez Armstronga na przestrzeni wieku staly sie czescia obecnego BAE Systems (producent uzbrojenia). Bedac na Malcie ogladalismy jeden z jego produktow z konca XIX wieku - 100 tonowe dzialo. Do lorda Armstronga jeszcze wrocimy przy okazji kolejnego obiektu.

cdn ...
Northumberland to hrabstwo polozone w polnocno-wschodniej Anglii. Pierwszy raz bylam w tamtych rejonach 4 lata temu przy okazji odwiedzin u kolegi w Newcastle. Wtedy to kupilam pocztowki z okolicy i dowiedzialam sie, ze sa tam rozne ciekawe zamki i Wal Hadriana. Musze przyznac, ze od jakis 2-3 lat rzeczone pocztowki zamienily sie w obrazki na scianie. W tej chwili wisza tuz przy wejsciu do mieszkania, w przedpokoju. Takze mialam wystarczajaco duzo czasu by napatrzyc sie na nie i zdecydowac sie na zwiedzanie.
Zatrzymalismy sie w caravan parku tak jak w zeszlym roku w Lake District. Tym razem jednak nie mielismy praktycznie zadnego wyboru przyczep ze wzgledu na pozna rezerwacje i wykupilam przyczepe o najgorszym standardzie. Byla to jedyna opcja dostepna sposrod okolicznych caravan parkow, ktorych nie brakuje w okolicy. Owszem cena byla szokujaco niska (130 funtow za tydzien w 2 sypialniowej przyczepie), ale obawialam sie, ze i standard moze byc podobny. W pewnym sensie moje obawy ziscily sie, bo niestety w przyczepach najgorszego standardu mozna mieszkac z psami i chyba nikt nie przejmuje sie ich czystoscia. Dywany wygladaly jakby nikt nie sprzatal od lat, zapach w lazience zabijal i troche smierdzialo w salonie (chyba zapach z mebli). Dywanami nie przejelam sie i tak chodzilam w butach, lazienke udalo sie wywietrzyc dosc szybko, do zapachu w salonie dalo rade przyzwyczaic sie. Ale na przyszly raz biore tylko wersje delux. Wyposazenie bylo w porzadku i wszystko dzialalo. Widzielismy nawet morze z okna w salonie i byla duza weranda przed wejsciem do przyczepy.

Glowne atrakcje, ktore zwiedzalismy podczas urlopu:
1. Alnwick Castle - rezydencja Duke'a Northumberland. Zamek nalezy do rodziny od 1309r i w tym roku obchodza wlasnie 700-lecie jego posiadania. Obecny Duke ma numer 12 przed tytulem - 12th Duke of Northumberland, przejal on tytul w 1995 roku. Wedlug slownika duke tlumaczy sie na polski jako ksiaze, ale jakos mi to nie pasuje. Zamek nie zawsze byl zamieszkiwany i przez ok 150 lat byl porzucony. Dopiero w XVIII wieku zona pierwszego Duke'a przeniosla sie do Alnwick i rozpoczela sie przebudowa i restauracja obiektu.
Obecna duchess (ksiezna) stworzyla nieco zaniedbane ogrody od nowa. W 2002r otworzono pierwszy etap, w 2007r kolejny i dalej trwa sadzenie nowych drzew i inne prace. Zamek jak i ogrody sa imponujace. Zamek to przede wszystkim historia i bogate zbiory sztuki, antykow i broni. Natomiast ogrody sa zaprojektowane z rozmachem i maja nowoczesne i intygrujace fontanny.
W zamku krecono sceny do kilku czesci Harrego Pottera i wielu turystow przyjezdza tam z tego powodu.



Tree House - dom(ek) na drzewie
2. Bamburgh Castle - kolejny zamek, rowniez ciagle zamieszkany. Lord William Armstrong kupil go w 1890r, przebudowal i wyremontowal. W tej chwili mieszkaja w nim potomkowie pierwszego lorda, niestety utracili tytul lordowski, poniewaz czwarty lord nie mial biologicznych dzieci tylko adoptowane. Zakladajac, ze potomkowie ciagle czerpia korzysci materialne z firm Armstronga to brak tytulu jest chyba ich najmniejszym zmartwieniem. Firmy stworzone przez Armstronga na przestrzeni wieku staly sie czescia obecnego BAE Systems (producent uzbrojenia). Bedac na Malcie ogladalismy jeden z jego produktow z konca XIX wieku - 100 tonowe dzialo. Do lorda Armstronga jeszcze wrocimy przy okazji kolejnego obiektu.

cdn ...
Autor:
Podrozniczka
o
17:34
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
historia,
Northumberland,
urlop,
zwiedzanie
wtorek, 28 kwietnia 2009
Wakehurst Place
Wakehurst Place to duza posiadlosc w rejonach Haywards Heath w West Sussex, czyli na poludnie od Londynu, niedaleko lotniska Gatwick. Samochodem od nas okolo godzine jazdy. Posiadlosc nalezy do National Trust, ale jest dzierzawiona i utrzymywana przez Royal Botanic Gardens z Kew.
Na terenie posiadlosci znajduje sie Millenium Seed Bank czyli bank nasion. Interesujacy projekt, mozna dowiedziec sie sporo o nasionach i ich przechowywaniu. Cztery placowki naukowe w Polsce sa partnerami w tym projekcie, m.in. warszawski Ogrod Botaniczny.
Mapa ogrodow mowi sama za siebie, duze tereny, trzeba caly dzien poswiecic na zwiedzenie wszystkich zakatkow. My przeszlismy lewa polowe podkowy i obeszlismy czesciowo zbiorniki wodne widoczne na gorze mapy. Do tego mozna jeszcze wejsc do rezerwatu Loder Valley Nature Reserve, zapewne kolejny dzien wedrowek. Nastepnym razem obejdziemy prawa czesc podkowy i moze zahaczymy o rezerwat.
Pare zdjec na zachete, reszta jak zwykle w Galerii za jakis czas.



Na terenie posiadlosci znajduje sie Millenium Seed Bank czyli bank nasion. Interesujacy projekt, mozna dowiedziec sie sporo o nasionach i ich przechowywaniu. Cztery placowki naukowe w Polsce sa partnerami w tym projekcie, m.in. warszawski Ogrod Botaniczny.
Mapa ogrodow mowi sama za siebie, duze tereny, trzeba caly dzien poswiecic na zwiedzenie wszystkich zakatkow. My przeszlismy lewa polowe podkowy i obeszlismy czesciowo zbiorniki wodne widoczne na gorze mapy. Do tego mozna jeszcze wejsc do rezerwatu Loder Valley Nature Reserve, zapewne kolejny dzien wedrowek. Nastepnym razem obejdziemy prawa czesc podkowy i moze zahaczymy o rezerwat.
Pare zdjec na zachete, reszta jak zwykle w Galerii za jakis czas.



Autor:
Podrozniczka
o
12:39
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
zwiedzanie
niedziela, 19 kwietnia 2009
Bushy Park.
Bushy Park to zespol terenow parkowych obok Palacu Hampton Court. Park zajmuje 445 hektarow i jest drugim najwiekszym parkiem w Londynie po Richmond Parku. Park zostal stworzony w podobnym okresie co Richmond Park, przez Karola I. Na jego polecenie w latach 1638-39 "zbudowano" sztuczna rzeke o dlugosci ok 19km - Longford River. W parku mieszka ponad 300 jeleni oraz mnostwo innych mniejszych zwierzat.
Parking sa troche inaczej rozlozone i jest ich mniej niz w Richmond Parku. Wlasciwie to sa dwa duze, jeden w rejonie Woodland Gardens, drugi przy oczku wodnym i placu zabaw dla dzieci. Ten drugi jest zwykle zapchany do granic mozliwosci i trudno zaparkowac.
Oto link do mapy parku, ktora dobrze obrazuje jego wielkosc i zawartosc.


Wiecej zdjec w Galerii - Bushy Park
Parking sa troche inaczej rozlozone i jest ich mniej niz w Richmond Parku. Wlasciwie to sa dwa duze, jeden w rejonie Woodland Gardens, drugi przy oczku wodnym i placu zabaw dla dzieci. Ten drugi jest zwykle zapchany do granic mozliwosci i trudno zaparkowac.
Oto link do mapy parku, ktora dobrze obrazuje jego wielkosc i zawartosc.


Wiecej zdjec w Galerii - Bushy Park
Autor:
Podrozniczka
o
13:10
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Londyn
poniedziałek, 16 marca 2009
Wiosna, ach to ty.
Po niezbyt optymistycznych wpisach z zeszlego tygodnia nalezy sie cos pogodniejszego. W sobote przyszlo do nas slonce, chociaz jeszcze troche wialo, ale juz w niedziele bylo znacznie przyjemniej. Przez caly tydzien ma byc slonecznie i cieplo (10-15 stopni).
W sobote podjechalismy pociagiem do Hampton Court pospacerowac po ogrodach w ostatni darmowy weekend. Wszedzie kwitna zonkile i jest bardzo ladnie. Natomiast ogrody przy palacu nie sa jeszcze zbyt kolorowe. Wiekszosc rzezb ciagle w zimowych oslonach i malo co kwitnie.




Po raz kolejny patrzylam na te same widoki, ale widzialam tym razem zupelnie cos innego niz przedtem. Otoz patrzac w strone Jubileuszowej Fontanny zlokalizowanej na koncu Long Walk (dlugiego spaceru) widze swoj blok mieszkalny :-) Co oznacza, ze z okna widze fragmenty palacu w Hampton Court. Co prawda z parteru widok jest bardzo ograniczony i jak tylko pojawia sie liscie na drzewach to nie bede widziala juz budynkow. Tak mi sie skojarzylo z problemami kolei, ze to bedzie zly typ liscia - lisc, ktory zaslania widok ;) Najlepiej byloby mieszkac na 4 pietrze budynku w tym samym pionie. Budynek obok ma jeszcze lepsze widoki na tereny palacowe i sam budynek. Angler's Reach (nazwa bloku) stoi na lekkim wzniesieniu i jest troche wyzszy.
W niedziele skoczylismy do Kew Gardens zobaczyc zonkilowe i krokusowe dywany. Trzeba jeszce troche poczekac na kwitnace magnolie i liscie na drzewach, ale bylo juz calkiem ladnie.
W sobote podjechalismy pociagiem do Hampton Court pospacerowac po ogrodach w ostatni darmowy weekend. Wszedzie kwitna zonkile i jest bardzo ladnie. Natomiast ogrody przy palacu nie sa jeszcze zbyt kolorowe. Wiekszosc rzezb ciagle w zimowych oslonach i malo co kwitnie.




Po raz kolejny patrzylam na te same widoki, ale widzialam tym razem zupelnie cos innego niz przedtem. Otoz patrzac w strone Jubileuszowej Fontanny zlokalizowanej na koncu Long Walk (dlugiego spaceru) widze swoj blok mieszkalny :-) Co oznacza, ze z okna widze fragmenty palacu w Hampton Court. Co prawda z parteru widok jest bardzo ograniczony i jak tylko pojawia sie liscie na drzewach to nie bede widziala juz budynkow. Tak mi sie skojarzylo z problemami kolei, ze to bedzie zly typ liscia - lisc, ktory zaslania widok ;) Najlepiej byloby mieszkac na 4 pietrze budynku w tym samym pionie. Budynek obok ma jeszcze lepsze widoki na tereny palacowe i sam budynek. Angler's Reach (nazwa bloku) stoi na lekkim wzniesieniu i jest troche wyzszy.
W niedziele skoczylismy do Kew Gardens zobaczyc zonkilowe i krokusowe dywany. Trzeba jeszce troche poczekac na kwitnace magnolie i liscie na drzewach, ale bylo juz calkiem ladnie.
poniedziałek, 9 lutego 2009
I po zimie.
Zima ze sniegiem nie trwala zbyt dlugo. Snieg nie padal wiecej od poniedzialku, ale na ulicach lezal az do piatku. Okazuje sie, ze odsniezanie chodnikow jest obce Brytyjczykom i od wtorku rano zaczelismy slizgac sie po wydeptanym i zamarznietym sniegu. Listonosze nie roznosili poczty, staruszki nie wychodzily z domu. Dopiero piatkowy deszcz rozmyl resztki sniegu. W weekend zaczely sie artykuly o tym, ze w godzine spadlo tyle deszczu co zwykle w 24h i zaczeto pisac o zagrozeniu powodziowym. Zdaje sie, ze pare mniejszych rzek wylalo. W Londynie pisali o mozliwych powodziach od Putney Bridge do sluzy w Teddington. Moze trzeba pojechac i zobaczyc to. My mieszkamy nad czescia Tamizy, ktora jest regulowana czyli ma regularne sluzy.
Jak widac dosc latwo spowodowac mala kleske na Wyspie i wcale nie potrzeba do tego wymyslnych atakow terrostycznych. Wlasciwie, to az sie czlowiek zastanawia jak oni tu dawali rade kiedys skoro opad sniegu czy wiekszy deszcz powoduje chaos.
A tak w ogole to mamy w tym roku najciezsza zime od 20 lat. Faktycznie w nocy temperatura spada do zera, a w dzien bywa ok 5 stopni. Dobrze, ze nie mieszkamy juz w Richmond, bo rachunki za media zrujnowalyby mnie.
Jak widac dosc latwo spowodowac mala kleske na Wyspie i wcale nie potrzeba do tego wymyslnych atakow terrostycznych. Wlasciwie, to az sie czlowiek zastanawia jak oni tu dawali rade kiedys skoro opad sniegu czy wiekszy deszcz powoduje chaos.
A tak w ogole to mamy w tym roku najciezsza zime od 20 lat. Faktycznie w nocy temperatura spada do zera, a w dzien bywa ok 5 stopni. Dobrze, ze nie mieszkamy juz w Richmond, bo rachunki za media zrujnowalyby mnie.
Autor:
Podrozniczka
o
11:21
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
pogoda
poniedziałek, 2 lutego 2009
Spodziewany atak zimy.
Zima dopisala. Padalo chyba przez wieksza czesc nocy, bo jak obudzilam sie rano, to zobaczylam przez okno ladna pokrywe sniezna.

Wlaczylismy lokalne radio, sprawdzilismy strony komunikacji publicznej i ja doszlam do wniosku, ze nie ide do pracy, tylko pracuje z domu. Moj luby odbyl probe udania sie do pracy, ale wrocil ze stacji do domu, po pol godziny. Pociagi w wiekszosc odwolane, metro zawieszone, autobusy (w calym Londynie) i tramwaje zawieszone.
Ponizej zrzuty ekranowe stron informacyjnych.




W zwiazku z tym wybralam sie na plener fotograficzny wzdluz rzeki, az do Kingston. Efekty mozna zobaczyc w Galerii.

Wlaczylismy lokalne radio, sprawdzilismy strony komunikacji publicznej i ja doszlam do wniosku, ze nie ide do pracy, tylko pracuje z domu. Moj luby odbyl probe udania sie do pracy, ale wrocil ze stacji do domu, po pol godziny. Pociagi w wiekszosc odwolane, metro zawieszone, autobusy (w calym Londynie) i tramwaje zawieszone.
Ponizej zrzuty ekranowe stron informacyjnych.




W zwiazku z tym wybralam sie na plener fotograficzny wzdluz rzeki, az do Kingston. Efekty mozna zobaczyc w Galerii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)