środa, 19 marca 2008

Seven Sisters.

W zeszlym tygodniu rozmawialam ze znajomym o ciekawych miejscach, ktore warto odwiedzic. Rozmawialismy m.in. o klifach w rejonach Eastbourne, zwanych Seven Sisters - siedem siostr. Zdjecia z internetu zachecily mnie na tyle, ze wybralam sie tam nastepnego dnia.

Pogoda nie byla najciekawsza, raczej szaro i wialo, ale dalo sie przezyc. Nawet slonce wyszlo na chwile.


Dobre miejsce na piknik calodzienny. Mozna pospacerowac po kamienistej plazy jak rowniez pod grzebietach klifow.

Galeria - link

sobota, 23 lutego 2008

Zdjecia z urlopu w Hong Kongu.

Kilka galeri z ostatniego urlopu w Hong Kongu.

Kowloon - Galeria

Hong Kong Noca - Galeria

Taniec smoka - Galeria

Fajerwerki noworoczne - Galeria

niedziela, 10 lutego 2008

Wyprawa kulinarna do Hong Kongu.

Wszystko co dobre, szybko sie konczy. Wrocilismy z naszej wyprawy kulinarnej, czas na pare zdjec.

Najlepsze na swiecie danie: makaron z wolowina w sosie sojowym. Brzmi banalnie, ale jest przepyszne. Zwlaszcza w wykonaniu pana Chinczyka z budki za hotelem Prudential ;)
W brazowych szklankach jest herbata jasminowa podawana domyslnie kazdemu klientowi, wliczona w cene, lacznie z dolewkami.





Sniadanie u pana Chinczyka.





Ryzowy makaron z wolowina w sosie satay. Przyznaje, ze ta knajpa nie byla najlepsza, makaron byl lekko rozgotowany i troche nijaki.




Niestety nazwy tego dania nie pamietamy. Jest to kurczak obrany z kosci z dodatkiem ryzu, przypraw i zupy.




Makaron ryzowy z wolowina w sosie sojowym. Lokalny fastfood sieci Cafe de Coral. Postaram sie wrzucic lepsze zdjecie z archiwum.




Taniec smoka - pokaz zorganizowany przed naszym hotelem dla gosci. Pierwszy dzien nowego chinskiego roku.





Noworoczna nocna parada.





Noworoczne fajerwerki.





Fajerwerki jeszcze raz.




Wychodzi na to, ze oblecialam juz ziemie dookola, grubo przekraczajac 40tys km w moich podrozach. Jak dodac jeszcze loty europejskie to pewnie i 80tys km by sie uzbieralo. W kolejce wakacyjnych wypraw ustawia sie Kuba, Peru, Tajlandia, Australia itd.
Tymczasem musimy nauczyc sie robic taki pyszny makaron jak pan Chinczyk.

środa, 9 stycznia 2008

Zdjecia z Malty.

Wczoraj mialam troche weny i zrobilam galerie z Malty - link.

W sobote wybieramy sie na spotkanie czytelnikow pewnego forum emigracyjnego. Nigdy nie bylam na zadnym spotkaniu czytelnikow forum czy innej tego typu imprezie. W sumie to nie wiem po co zglosilam swoj udzial. Nie wierze do konca w mozliwosc poznania kogos nowego i nie szukam znajomych. Doszlam do wniosku, ze dam temu spotkaniu szanse i najwyzej w przyszlosci nigdy nie wybiore sie na zadne spotkanie z Polakami. Niedlugo bedzie 3 lata jak tu jestem, a jedyni Polacy poznani na miejscu to moja sprzataczka i jej bratowa.
Poznalam w pracy kilku Polakow, ale oni sa w innych oddzialach i nasze rozmowy byly czysto sluzbowe, wiec nie podpadaja pod kategorie znajomi.

poniedziałek, 31 grudnia 2007

Koniec roku - Malta.

Ciagle zyje, tylko pisac cos sie nie chcialo. Ostatni tydzien spedzilam na Malcie, w ramach odpoczynku i swiat. Ominal mnie przedswiateczny szal zakupowy i moglam pozwiedzac bez natloku turystow.
Ponizej kilka zdjec, a pozniej tradycyjnie cale galerie.



Valletta - Saluting Battery






Valletta noca






Wiekowa komunikacja miejska - to nie zart






Prezentacja w forcie Rinella






Mellieha noca - wialo i padalo


Jesli ktos ma ochote zobaczyc jak obchodzi sie Sylwestra w Londynie to polecam kanal BBC News o polnocy. Powinna byc transamisja firewerkow z centrum Londynu. Widowisko godne obejrzenia.

niedziela, 16 grudnia 2007

Sobotnie plenery.

Wczoraj wieczorem wybralismy sie nad Tamize by uwiecznic London Eye w niebieskim wdzianku. Niestety przypomnielismy sobie dopiero na miejscu, ze w lutym robilismy zdjecia London Eye innym obiektywem, ktory sprzedalismy w miedzyczasie. W rezultacie ledwo mi sie miescilo Oko w obiektyw i po chwili zmienilam na tzw. rybie oko, zeby objac wiecej planu.

Zdjecie robione obiektywem 28-135mm


Zdjecie robione rybim okiem - 16mm


Dlugo nie zabawilismy nad rzeka, bo odmarzaly nam wszystkie konczyny, mimo zaopatrzenie sie w termos z herbata.

niedziela, 18 listopada 2007

Claremont jesienia.

Przy okazji ogladania mieszkan w Surbitonie wybralismy sie wczoraj do parku Claremont w Esher. Tym razem chcialam uchwycic jesien. Wyszla, a jakze, ale taka bardziej zamglona. Brakuje mi jeszcze zdjec zlotej jesieni. Moze nadarzy sie jeszcze okazja.

Pelna galeria z Claremont jak zawsze na stronie. A w kolejce czekaja zdjecia z wypadow z lipca i sierpnia.

piątek, 19 października 2007

Richmond Park jesienia.

Dalszy ciag poszukiwania jesieni.





Croydon z gory.

Przy okazji bytnosci na 9 pietrze budynku gminy Croydon zrobilam troche zdjec. W sumie moglabym je zrobic i z wyzszych pieter, ale widok jest taki sam.


Widok na skwerek przed budynkiem gminy, jedno z nielicznych ladnych miejsc jakie znam w Croydon.




Widok w strone centrum. Jak widac same wiezowce na horyzoncie. Pierwszy budynek z brzegu to siedziba Nestle.




Ratusz - siedziba burmistrza. Dosc okazale wnetrza, aczkolwiek lekko przykurzone i nie najwyzszej jakosci.

sobota, 13 października 2007

W poszukiwaniu jesieni.

Chris Rea szukal lata, my szukalismy dzisiaj jesieni. Wybralam z przewodnika National Trust kilka miejsc, ktore moga ladnie wygladac jesienia i nie sa zbyt daleko od nas. Pierwszym punktem naszej wycieczki mialo byc Leith Hill. Gdy patrzylam na trase dojazdu okazalo sie, ze tuz obok jest miejscowosc, w ktorej mieszkalam przez 3 tygodnie w 1995r. Planowalam odwiedzic ja, ale nigdy nie bylo mi to wczesniej po drodze. Tym razem nie bylo juz wymowek.

Gomshall polozone jest na trasie pomiedzy Dorking, a Guldford. Po przyjezdzie na miejsce okazalo sie, ze praktycznie nic sie nie zmienilo w tej malej miejscowosci. Dom, w ktorym zatrzymalam sie w 1995r. jest pusty i wystawiony na sprzedaz. Poza tym wszystko wygladalo dokladnie tak samo jak 12 lat temu. Udokumentowalam fotograficznie moja wizyte dla brata ciotecznego i wrocilismy sie kawalek w strone Dorking by skrecic na Leith Hill.


Tak jak sie spodziewalam z oznaczenia na mapie droga byla waska. Po pewnym czasie zeszla do wawozu otoczonego lasem. Zrobilo sie praktycznie ciemno, ale zarazem bardzo malowniczo. Od razu przypomnial mi sie Kazimierz Dolny. Miejscami widocznosc byla bardzo ograniczona i droga zwezala sie do jednego pasa.

Po kilku km dojechalismy do parkingu w lesie i stamtad poszlismy pieszo do wiezy. Wedlug tabliczki przy sciezce mialo to byc "easy walking" czyli lekki spacer. Nie wiem jednak czy ta lekkosc uwzlegniala omijanie kaluz/grzazwisk na sciezce.


Na polanie na wzgorzu stoi wieza widokowa, wzniesiona przez Richarda Hull'a w 1766. Samo wzgorze jest najwyzszy punktem w poludniowo-wschodniej Anglii, 294m npm. Podobno w pogodne dni mozna zobaczyc stamtad Londyn, jak rowniez morze i okoliczne hrabstwa.


A teraz napisze cos o moim olsnieniu. Gdy wracalismy przed droge w wawozie doznalam olsnienia, ze jechalam nia juz kiedys, wlasnie w 1995r. Nasz gospodarz zabral nas wtedy na przejazdzke i zdaje sie, ze nawet zartowal, ze jest jak Rollercoaster. Gdyby ktos zapytal sie o to nigdy bym sobie nie przypomniala tego wydarzenia, dopiero Audi trabiace na mnie z przeciwka spowodowalo nagle olsnienie.

Mozna powiedziec, ze bylam dzis w podrozy do przeszlosci w poszukiwaniu jesieni ;)

Galeria - Leith Hill