sobota, 22 kwietnia 2006
niedziela, 26 marca 2006
Richmond Park
Nie sposob pominac tak wielkiego parku i nie opisac go tutaj.
Richmond Park lezy w poludniowo zachodniej czesci Wielkiego Londynu (Greater London) i jest najwiekszym parkiem w miescie. Warto podkreslic, ze slowo park moze miec tu troche inne znaczenie niz sie oczekiwalo. Przy pierwszej wizycie spodziewalam sie raczej parku w stylu francuskim, grzadek z kwiatkami itp. Jakiez bylo moje rozczarowanie gdy ujrzalam wielka przestrzen z drzewkami i sciezkami oraz stawy.
Mimo tego rozczarowania bylo to miejce gdzie chcialam zamieszkac. Okolice Richmond sa dosc spokojne, maja najnizsze statystyki przestepczosci i na dodatek sa bardzo zielone. Idealna dzielnica, dla spokojnej osoby i maniaka spacerow i fotografii.
Cos o samym parku - zajmuje on przestrzen ponad 1000 hektarow, z najwyzszego punktu w parku Henry's Mould widac katedre St.Paul w City, obracajac sie o 180 stopni w tym samym miejscu mozna dojrzec rowniez Windsor, ale zeby go zobaczyc golym okiem trzeba najpierw wiedziec gdzie szukac. Na szczescie na wzgorzu Henryka jest luneta i mozna sie nia wspomoc w przeszukiwaniu horyzontu.
Pierwsze wzmianki o terenach Manor of Sheen pojawily sie juz w latach 1272-1307, za czasow Edwarda , nazwa miejscowosci Sheen zostala zmieniona na Richmond za czasow Henryka VII. W 1625r Karol I przeniosl sie do Palacu Richmond ze swoim dworem, aby uciec przed plaga w Londynie i zalozyl park dla jeleni. W 1635 roku postanowil ogrodzic swoje tereny polowan murem, co spotkalo sie ze sprzeciwem okolicznych mieszkancow, ktorzy niekoniecznie chcieli rozstawac sie ze swoimi polami. Wykonawca muru Edward Manning mial problem z rekrutacja murarzy, dopiero asysta zolnierzy w czasie rekrutacji przekonala lokalnych rzemieslnikow do wspolpracy. Wypalono ok. 5 mln cegiel z lokalnej gliny i w 3 lata ukonczono budowe muru. Mur jest idealnym przykladem jakosci pracy angielskich rzemieslnikow. Po 25 latach trzeba bylo go przebudowac, poniewaz zostal zbudowany bez fundamentow i zaczal sie rozsypywac.
Do dzisiaj maja miejsce niekonczace sie naprawy muru na roznych odcinach. Wedlug roznych zrodel mur ma dlugosc 6,3-8 mili.
Park jest tak duzy, ze nie sposob przejsc go w jeden dzien. Mozna go przeciac przez srodek idac z Richmond do Rohampton, z zachodu na wschod, po drodze napotykajac duze stawy, mozna tez przejsc sie z Richmond do Kingston, podziwiajac przy okazji widoki na doline Tamizy.
W parku jest kilka drog dostepnych dla samochodow, z ograniczeniem do 30 mil, sa tez oddzielne drogi dla rowerzystow, a takze dzikie sciezki dla poszukiwaczy przygod.
Jak tylko moj rower do mnie dotrze, to mam zamiar zwiedzic miejsca, do ktorych nie doczlapalam na piechote.
Zdjecia z Parku:
-zdjecia z wiosny, lata, jesienie 2005 - Link
-zdjecia zimowe, slonce przesloniete dymem z palacych sie magazynow paliwa - Link
Oficjalna strona parku z mapa - http://www.royalparks.gov.uk/parks/richmond_park/
Strona przyjaciol parku - http://www.frp.org.uk/
A teraz czas na spacer w parku :-)
![]() |
| Z albumu Richmond Park, Spring & Summer 2005 |
Richmond Park lezy w poludniowo zachodniej czesci Wielkiego Londynu (Greater London) i jest najwiekszym parkiem w miescie. Warto podkreslic, ze slowo park moze miec tu troche inne znaczenie niz sie oczekiwalo. Przy pierwszej wizycie spodziewalam sie raczej parku w stylu francuskim, grzadek z kwiatkami itp. Jakiez bylo moje rozczarowanie gdy ujrzalam wielka przestrzen z drzewkami i sciezkami oraz stawy.
Mimo tego rozczarowania bylo to miejce gdzie chcialam zamieszkac. Okolice Richmond sa dosc spokojne, maja najnizsze statystyki przestepczosci i na dodatek sa bardzo zielone. Idealna dzielnica, dla spokojnej osoby i maniaka spacerow i fotografii.
Cos o samym parku - zajmuje on przestrzen ponad 1000 hektarow, z najwyzszego punktu w parku Henry's Mould widac katedre St.Paul w City, obracajac sie o 180 stopni w tym samym miejscu mozna dojrzec rowniez Windsor, ale zeby go zobaczyc golym okiem trzeba najpierw wiedziec gdzie szukac. Na szczescie na wzgorzu Henryka jest luneta i mozna sie nia wspomoc w przeszukiwaniu horyzontu.
![]() |
| Z albumu Richmond Park, Spring & Summer 2005 |
Pierwsze wzmianki o terenach Manor of Sheen pojawily sie juz w latach 1272-1307, za czasow Edwarda , nazwa miejscowosci Sheen zostala zmieniona na Richmond za czasow Henryka VII. W 1625r Karol I przeniosl sie do Palacu Richmond ze swoim dworem, aby uciec przed plaga w Londynie i zalozyl park dla jeleni. W 1635 roku postanowil ogrodzic swoje tereny polowan murem, co spotkalo sie ze sprzeciwem okolicznych mieszkancow, ktorzy niekoniecznie chcieli rozstawac sie ze swoimi polami. Wykonawca muru Edward Manning mial problem z rekrutacja murarzy, dopiero asysta zolnierzy w czasie rekrutacji przekonala lokalnych rzemieslnikow do wspolpracy. Wypalono ok. 5 mln cegiel z lokalnej gliny i w 3 lata ukonczono budowe muru. Mur jest idealnym przykladem jakosci pracy angielskich rzemieslnikow. Po 25 latach trzeba bylo go przebudowac, poniewaz zostal zbudowany bez fundamentow i zaczal sie rozsypywac.
Do dzisiaj maja miejsce niekonczace sie naprawy muru na roznych odcinach. Wedlug roznych zrodel mur ma dlugosc 6,3-8 mili.
![]() |
| Z albumu Richmond Park, Spring & Summer 2005 |
Park jest tak duzy, ze nie sposob przejsc go w jeden dzien. Mozna go przeciac przez srodek idac z Richmond do Rohampton, z zachodu na wschod, po drodze napotykajac duze stawy, mozna tez przejsc sie z Richmond do Kingston, podziwiajac przy okazji widoki na doline Tamizy.
W parku jest kilka drog dostepnych dla samochodow, z ograniczeniem do 30 mil, sa tez oddzielne drogi dla rowerzystow, a takze dzikie sciezki dla poszukiwaczy przygod.
Jak tylko moj rower do mnie dotrze, to mam zamiar zwiedzic miejsca, do ktorych nie doczlapalam na piechote.
Zdjecia z Parku:
-zdjecia z wiosny, lata, jesienie 2005 - Link
-zdjecia zimowe, slonce przesloniete dymem z palacych sie magazynow paliwa - Link
Oficjalna strona parku z mapa - http://www.royalparks.gov.uk/parks/richmond_park/
Strona przyjaciol parku - http://www.frp.org.uk/
A teraz czas na spacer w parku :-)
Autor:
Podrozniczka
o
10:35
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
historia,
Richmond,
zwiedzanie
poniedziałek, 6 marca 2006
Angielskie pociagi kontra PKP.
W ostatni weekend wybralam sie na wycieczke krajoznawcza do Bialegostoku. Wyprawa ta pozwolila mi uswiadomic sobie, jak wygodne i komfortowe sa angielskie pociagi. Przez pierwsza czesc trasy pociag wlokl sie z 40-50km/h, przyspieszajac dopiero za Tluszczem.
Pociag niby nie byl zniszczony, ale zapachy panujace w takich wagonach plus dym papierosowy i masowe nieptrzestrzeganie palenia robia swoje. Zatesknilo mi sie do pociagow z calkowitym zakazem palenia.
Z powrotem jeszcze gorzej. W niektorych przedzialach tak smierdzialo, ze nie dalo sie wysiedziec. Palacze maja tendencje do siadania w czesci dla niepalacych, a nastepnie udawania sie na papierosa na korytarz kolo toalety, jakby dym mial nie przemieszczac sie i nie docierac do niepalacych czesci wagonu. Kiedys nie lubilam wagonow bez przedzialow, bo wydawalo mi sie, ze te z przedzialami zapewniaja wieksza prywatnosc. Zmienilam zdanie, w bezprzedzialowych wagonach przynajmniej nie smierdzi, jak siedzi 4 spoconych gosci, dziala nawiew lub klimatyzacja, a przede wszystkim jest calkowity zakaz palenia.
Jakiez te angielskie pociagi wydaly mi sie nagle wspaniale i komfortowe. Az mi sie zatesknilo za moim podmiejskim z Richmond, ktory jezdzi szybciej w strefie miejskiej niz ten dalekobiezny do Bialegostoku.
Oczywiscie polskie pociagi maja jedna niewatpliwa zalete - dzialaja praktycznie w kazdych warunkach, gdy tymczasem pare cm sniegu sparalizowaloby ruch kolejowy w Wielkiej Brytanii.
Moj angielski kolega powiedzial raz, ze wystarczy niewlasciwy rodzaj lisci lezacych na torach, zeby spowodowac spoznienia. Widzialam nawet raz film na stacji kolejowej o specjalnych maszynach kupionych do usuwania lisci z torowisk :-)
Pociag niby nie byl zniszczony, ale zapachy panujace w takich wagonach plus dym papierosowy i masowe nieptrzestrzeganie palenia robia swoje. Zatesknilo mi sie do pociagow z calkowitym zakazem palenia.
Z powrotem jeszcze gorzej. W niektorych przedzialach tak smierdzialo, ze nie dalo sie wysiedziec. Palacze maja tendencje do siadania w czesci dla niepalacych, a nastepnie udawania sie na papierosa na korytarz kolo toalety, jakby dym mial nie przemieszczac sie i nie docierac do niepalacych czesci wagonu. Kiedys nie lubilam wagonow bez przedzialow, bo wydawalo mi sie, ze te z przedzialami zapewniaja wieksza prywatnosc. Zmienilam zdanie, w bezprzedzialowych wagonach przynajmniej nie smierdzi, jak siedzi 4 spoconych gosci, dziala nawiew lub klimatyzacja, a przede wszystkim jest calkowity zakaz palenia.
Jakiez te angielskie pociagi wydaly mi sie nagle wspaniale i komfortowe. Az mi sie zatesknilo za moim podmiejskim z Richmond, ktory jezdzi szybciej w strefie miejskiej niz ten dalekobiezny do Bialegostoku.
Oczywiscie polskie pociagi maja jedna niewatpliwa zalete - dzialaja praktycznie w kazdych warunkach, gdy tymczasem pare cm sniegu sparalizowaloby ruch kolejowy w Wielkiej Brytanii.
Moj angielski kolega powiedzial raz, ze wystarczy niewlasciwy rodzaj lisci lezacych na torach, zeby spowodowac spoznienia. Widzialam nawet raz film na stacji kolejowej o specjalnych maszynach kupionych do usuwania lisci z torowisk :-)
Autor:
Podrozniczka
o
11:52
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
transport
poniedziałek, 20 lutego 2006
Virgin Train

Bylam na sluzbowej wyciecze w Birmingham. Tak niefortunnie sie sklada, ze musialam obrocic w jeden i dzien i bylam zmuszona wyruszyc juz o 6 rano. Jeden z porannych pociagow o 5.59 (nie moj) mial spoznienie na starcie 15 minut. Mozna sie zdenerwowac troche, wziawszy pod uwage godzine i minimalny ruch nawet na torach o tej porze. Otoz w UK czesto robione sa tzw. engineering works w godzinach nocnych i czesto te prace koncza sie z opoznieniem, co skutkuje opoznieniami pociagow od samego rana.
W moim przypadku nie bylo tak zle, przynajmniej na poczatku. Dopiero przed Birmingham moj Virgin Train utknal w oczekiwaniu na wolny peron. W sumie spoznil sie 15 minut.Stacja w Birmingham to tajemnicza stacje wedlug mnie. Perony dziela sie na czesc a i b np jest peron 7a i 7b. Oznacza to, ze z jednego toru przy danym peronie odjezdzaja dwa pociagi. Jeden zatrzymuje sie na jednym koncu, drugi na drugim. W ten sposob z kawalka betonu moga sie zrobic magicznie az 4 perony z dwoma torami.

Powrot - pociag odjechal na czas, ale niestety w Reading byl z 4 minutowym opoznieniem co zaskutkowalo w 60 sekundach na przesiadke dla mnie. Oczywiscie nie zdazylam. Do tego pan manager pociagu stwierdzil, ze pociag przybyl przed czasem. Ehh. Jesli ktos mysli, ze tu pociagi sa punktualne, albo wierzy w te ich statystyki, to mozna sie zdziwic w rzeczywistosci.
Gdyby sie ktos zastanawial jak pociag moze zlapac 5 minut spoznienia na 15 minutowym odcinku to zapraszam do Londynu :-)
Samo Birmingham - myslalam, ze Newcastle to nie jest najladniejsze miasto, teraz juz wiem, ze jest nawet calkiem ladne w porownaniu do Birmingham.
Na zdjeciach:
1. Virgin Train Voyager na stacji w Reading
2. Virgin Train Voyager w srodku.
3. Virgin Train Voyager w srodku - przy kazdym siedzeniu sa kontakty na laptopy i telefony komorkowe.
Autor:
Podrozniczka
o
22:34
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
transport
czwartek, 9 lutego 2006
High Street Kensington, Londyn.
Kensington High Street lezy w sercu Kensington. Jest na niej mnostwo sklepow, domow towarowych, bankow, restauracji i knajpek. Wszystko mozna zalatwic na miejscu, zjesc lunch i wybrac sie do parku.Jadac od strony zachodniej mozna zahaczyc o Holland Park, podobno najromantyczniejszy park w Londynie co jest prawda. Spedzilam tam wiele czasu gdy mieszkalam w okolicy, oraz odbylam wiele spacerow podczas przerw lunchowych. Zdjecia z Holland Park znajduja sie w moich Galeriach - link na prawej zakladce.
Zabudowa wzdluz ulicy to glownie budynki z lat 30. XX wieku, dom towarowy Barkers, Mark & Spencer z ogrodem na dachu.

Warto tez zajrzec w rozne boczne uliczki odchodzace od High Street. Na niektorych sa prawdziwe domy- twierdze lub domy-palace.
Przy tej ulicy znajduje sie najdrozsza ulica w UK, tzn. ze srednia ze wszystkich domow do kupienia na tej ulicy byla najwyzsza w kraju - 4.5mln funtow. Nie gorsza jest tez Kensington Palace Gardens, gdzie znajduja sie prawie same ambasady i domy milionerow, np indjskiego giganta stalowego - najdrozszy dom w UK - 128mln funtow (na zdjeciu po prawej).
Autor:
Podrozniczka
o
15:11
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Londyn
piątek, 27 stycznia 2006
Lotnisko Heathrow.
Heathrow - miejsce moich codwutygodniowych wedrowek. Sama mysl, o kolejnej wyprawie na lotnisko zniecheca mnie do tego.
Zwykle na lotnisko jezdze w piatki, prosto z pracy, tak jak dzis o 16.00. Sam dojazd nie jest taki zly. Jezdze autobusem, a potem metrem Picadilly Line. Zajmuje mi to srednio 50-60 minut.
Koszmar zaczyna sie dla mnie na lotnisku. Po wyjsciu z metra czeka na mnie dlugi korytarz prowadzacy do Terminala 1. Jest ruchomy chodnik, ale czasami nie dziala (jak wiele rzeczy w tym miescie ;) ).
Jak juz dostane sie do hali odpraw to musze przebic sie przez masy ludzkie do stanowisk odprawy British Airways. Szczesliwie korzystam z automatycznej odprawy w tzw. kioskach. Jesli mam jakis bagaz poza podrecznym trzeba go oddac do odprawy korzystajac ze stanowisk "Fast bag drop". Gorzej maja Ci, ktorzy nie korzystaja z kioskow odpraw. Czasami kolejki potrafia byc nieziemskie. Najwiekszy ruch widzialam w pierwszy weekend wrzesnia - koniec wakacji, drugi taki dzien to wigilia ub roku.
Jak juz sie odprawie to czeka mnie kolejka, ktorej nie mozna uniknac - kontrola bagazu podrecznego i osobista. Dosc spora hala jest zastawiona 9 stanowiskami odprawy, ale zwykle dzialaja tak z 3-4, stad dlugie kolejki. Mimo wszystko idzie to jakos sprawniej niz np na warszawskim Okeciu. Pasazerowie chyba znacznie czesciej lataja i sami grzecznie sie rozbieraja ze wszystkiego co moze wydawac dzwieki w bramkach bezpieczenstwa.
Po tej kontroli chwila relaksu. Dwie duze hale ze sklepami wolnoclowymi i mnostwem krzeselek dla oczekujacych na odlot. Ceny w sklepach wolnoclowych wcale nie sa lepsze niz w innej czesci Londynu, czasami nawet jest drozej. Jest pare sklepikow z pamiatkami, gdzie mozna wybrac ladne drobiazgi dla znajomych. W czasie wedrowek po sklepach warto zwracac uwage na tablice informacyjne z odlotami.
Informacje o odlocie do Warszawy pojawiaja sie zazwyczaj w ostatniej chwili, chyba, ze juz wczesniej dowiedzielismy sie, ze samolot jest opozniony. Ostatnimi czasy moj lot odprawiany byl z bramki 27, aby dostac sie do niej z hali odlotow trzeba pokonac dwa dlugie korytarze z ruchomymi chodnikami, a nastepnie poddac sie kolejnej kontroli bagazu i osobistej. Przy odrobinie szczescia mozna jej uniknac, jak zrobi sie za duza kolejka i obsluga przepuszcza czesc osob bokiem. Raz mi sie tak udalo.
Inna opcja to bramka odlotu nr 43, kolejne dlugie korytarzy, bramka prawie na koncu skrzydla terminalu.
Wersja najbardziej pesymistyczna to podroz autobusem przez cale lotnisko, do samolotu stojacego na zadupiu. To zdarza sie zwykle przy porannym locie.
Dzis byla bramka 27, nie udalo mi sie ominac drugiej kontroli niestety.
Jak juz uda mi sie wsiasc do samolotu to wcale nie jest pewne, ze juz za chwile odlecimy. Jeszcze nigdy moj samolot nie odlecial punktualnie. Spoznienia wahaja sie od 30 do 60 minut. Czasami pilot informuje co jest przyczyna opoznienia, a czasami siedzi sie i czeka na Godota. Raz jeden prawie odlecialam na czas, ale jak tylko pilot radosnie oznajmil, ze odlecimy 5 minut przed czasem, to okazalo sie, ze popsul sie samochod-schody i nie moze odjechac od samolotu. Wezwano specjalna ekipie inzynierow, aby uruchomic te schody i odholowac od samolotu. Moja reakcja byla mniej wiecej taka - w Polsce by odciagneli te schody manualnie, w UK musieli wezwac ekipe naprawcza.

Hura, wreszcie lece. Tylko 45 minut opoznienia przy starcie. Serwuja jedzenie. Od czasu strajku pracownikow Gate Gourmet jedzenie jest bardzo kiepskie. O ile kiedys byla ciepla kanapka, deser owocowy i cos slodkiego lub jogurt, to teraz serwuja w kolko kanapke z serem i dzemem i ten sam deser owocowy. Dzis mialam szczescie, bo byla kanapka z serem i coleslawem.
Laduje na Okeciu. Kurcze, 40 minut spoznienia. Na dworzu -15.
I dlatego juz nie znosze latac i nie lubie Heathrow!
- lotnisko o najwiekszym ruchu miedzynarodowym na swiecie, rocznie korzysta z niego 67,7 miliona pasazerow, trzecie w klasyfikacji ogolnej (najwiekszy ruch na lotnisku w Atlancie 83,6 milionow pasazerow, spora czesc to loty krajowe)
- laduje i startuje 469 560 samolotow, obsluguje 88 lini lotniczych i 186 portow docelowych, tylko loty rejsowe
- zatrudnia 68tys pracownikow
- 264 miejsca postojowe dla samolotow bez uzwglednienia Terminalu 5
Terminal 5 jest najwiekszym wolno stojacym budynkiem w Europie - w budowie. Zdjecie powyzej.
Zwykle na lotnisko jezdze w piatki, prosto z pracy, tak jak dzis o 16.00. Sam dojazd nie jest taki zly. Jezdze autobusem, a potem metrem Picadilly Line. Zajmuje mi to srednio 50-60 minut.
Koszmar zaczyna sie dla mnie na lotnisku. Po wyjsciu z metra czeka na mnie dlugi korytarz prowadzacy do Terminala 1. Jest ruchomy chodnik, ale czasami nie dziala (jak wiele rzeczy w tym miescie ;) ).
Jak juz dostane sie do hali odpraw to musze przebic sie przez masy ludzkie do stanowisk odprawy British Airways. Szczesliwie korzystam z automatycznej odprawy w tzw. kioskach. Jesli mam jakis bagaz poza podrecznym trzeba go oddac do odprawy korzystajac ze stanowisk "Fast bag drop". Gorzej maja Ci, ktorzy nie korzystaja z kioskow odpraw. Czasami kolejki potrafia byc nieziemskie. Najwiekszy ruch widzialam w pierwszy weekend wrzesnia - koniec wakacji, drugi taki dzien to wigilia ub roku.Jak juz sie odprawie to czeka mnie kolejka, ktorej nie mozna uniknac - kontrola bagazu podrecznego i osobista. Dosc spora hala jest zastawiona 9 stanowiskami odprawy, ale zwykle dzialaja tak z 3-4, stad dlugie kolejki. Mimo wszystko idzie to jakos sprawniej niz np na warszawskim Okeciu. Pasazerowie chyba znacznie czesciej lataja i sami grzecznie sie rozbieraja ze wszystkiego co moze wydawac dzwieki w bramkach bezpieczenstwa.
Po tej kontroli chwila relaksu. Dwie duze hale ze sklepami wolnoclowymi i mnostwem krzeselek dla oczekujacych na odlot. Ceny w sklepach wolnoclowych wcale nie sa lepsze niz w innej czesci Londynu, czasami nawet jest drozej. Jest pare sklepikow z pamiatkami, gdzie mozna wybrac ladne drobiazgi dla znajomych. W czasie wedrowek po sklepach warto zwracac uwage na tablice informacyjne z odlotami.
Informacje o odlocie do Warszawy pojawiaja sie zazwyczaj w ostatniej chwili, chyba, ze juz wczesniej dowiedzielismy sie, ze samolot jest opozniony. Ostatnimi czasy moj lot odprawiany byl z bramki 27, aby dostac sie do niej z hali odlotow trzeba pokonac dwa dlugie korytarze z ruchomymi chodnikami, a nastepnie poddac sie kolejnej kontroli bagazu i osobistej. Przy odrobinie szczescia mozna jej uniknac, jak zrobi sie za duza kolejka i obsluga przepuszcza czesc osob bokiem. Raz mi sie tak udalo.
Inna opcja to bramka odlotu nr 43, kolejne dlugie korytarzy, bramka prawie na koncu skrzydla terminalu.
Wersja najbardziej pesymistyczna to podroz autobusem przez cale lotnisko, do samolotu stojacego na zadupiu. To zdarza sie zwykle przy porannym locie.
Dzis byla bramka 27, nie udalo mi sie ominac drugiej kontroli niestety.
Jak juz uda mi sie wsiasc do samolotu to wcale nie jest pewne, ze juz za chwile odlecimy. Jeszcze nigdy moj samolot nie odlecial punktualnie. Spoznienia wahaja sie od 30 do 60 minut. Czasami pilot informuje co jest przyczyna opoznienia, a czasami siedzi sie i czeka na Godota. Raz jeden prawie odlecialam na czas, ale jak tylko pilot radosnie oznajmil, ze odlecimy 5 minut przed czasem, to okazalo sie, ze popsul sie samochod-schody i nie moze odjechac od samolotu. Wezwano specjalna ekipie inzynierow, aby uruchomic te schody i odholowac od samolotu. Moja reakcja byla mniej wiecej taka - w Polsce by odciagneli te schody manualnie, w UK musieli wezwac ekipe naprawcza.

Hura, wreszcie lece. Tylko 45 minut opoznienia przy starcie. Serwuja jedzenie. Od czasu strajku pracownikow Gate Gourmet jedzenie jest bardzo kiepskie. O ile kiedys byla ciepla kanapka, deser owocowy i cos slodkiego lub jogurt, to teraz serwuja w kolko kanapke z serem i dzemem i ten sam deser owocowy. Dzis mialam szczescie, bo byla kanapka z serem i coleslawem.
Laduje na Okeciu. Kurcze, 40 minut spoznienia. Na dworzu -15.
I dlatego juz nie znosze latac i nie lubie Heathrow!
Pare faktow i liczb dot. Heathrow:
- lotnisko o najwiekszym ruchu miedzynarodowym na swiecie, rocznie korzysta z niego 67,7 miliona pasazerow, trzecie w klasyfikacji ogolnej (najwiekszy ruch na lotnisku w Atlancie 83,6 milionow pasazerow, spora czesc to loty krajowe)
- laduje i startuje 469 560 samolotow, obsluguje 88 lini lotniczych i 186 portow docelowych, tylko loty rejsowe
- zatrudnia 68tys pracownikow
- 264 miejsca postojowe dla samolotow bez uzwglednienia Terminalu 5
Terminal 5 jest najwiekszym wolno stojacym budynkiem w Europie - w budowie. Zdjecie powyzej.
sobota, 21 września 2002
Dziennik Podrozy - Szwajcaria 2002.
Uwaga: material archiwalny z mojej starej strony, linki nie beda dzialaly do czasu zakonczenia calej serii artykulow.
Dziennik Podrozy -Szwajcaria
Tak sie zlozylo, ze mialam mozliwosc wyjazdu na urlop do Szwajcarii. Niestety trudno jest znalezc informacje i relacje Polakow, ktorzy tam byli dlatego postanowilam napisac te stronke.
Pierwsza rada: jesli nie macie worka pieniedzy proponuje odlozyc wyjazd do tego pieknego kraju na pozniej. Wyjatek stanowi wyjazd autem i zabranie pelnego bagaznika jedzenia + rezerwa finansowa na kolejki gorskie.
Druga rada: noclegi mozna znalezc i zarezerwowac przez internet. Bardzo pomocna byla strona My Switzerland - http://www.myswitzerland.com. Najlepiej to zrobic pare miesiecy przed wyjazdem. Ja robilam to miesiac wczesniej i bylo na prawde ciezko znalezc cos wolnego za przystepna cene.
Trzecia rada: w Szwajcarii sa inne wtyczki i kontakty elektryczne. Tzn takie standardowe waskie bez uziemnienia pasuja ale inne juz nie bardzo, sa za grube. Patrz zdjecia. Pisze o tym, bo w zadnym przewodniku ani na zadnej stronie nie bylo o tym slowa i na miejscu przekonalam sie, ze kabel od zasilacza notebooka marki Dell moge wlozyc wszedzie ale nie do kontaktu....
Przed wyjazdem zaopatrzylam sie w przewodnik Pascala - przeduk Lonely Planet "Szwajcaria i Lichtenstein" oraz "Switzerland, Rail, Road, Lake - The Bradt Travel Guide". W drugiej pozycji bylo o wiele wiecej informacji niz w pierwszej. Przy opisach tras kolejowych byly dokladne informacje co zwiedzic w jakiej miejscowosci. Ponadto przestudiowalam rozklady jazdy pociagow na http://www.sbb.ch/ co dalo mi pojecia o odleglosciach pomiedzy miastami.
A o to szczegolowy dziennik podrozy:
Tak sie zlozylo, ze mialam mozliwosc wyjazdu na urlop do Szwajcarii. Niestety trudno jest znalezc informacje i relacje Polakow, ktorzy tam byli dlatego postanowilam napisac te stronke.
Pierwsza rada: jesli nie macie worka pieniedzy proponuje odlozyc wyjazd do tego pieknego kraju na pozniej. Wyjatek stanowi wyjazd autem i zabranie pelnego bagaznika jedzenia + rezerwa finansowa na kolejki gorskie.
Druga rada: noclegi mozna znalezc i zarezerwowac przez internet. Bardzo pomocna byla strona My Switzerland - http://www.myswitzerland.com. Najlepiej to zrobic pare miesiecy przed wyjazdem. Ja robilam to miesiac wczesniej i bylo na prawde ciezko znalezc cos wolnego za przystepna cene.
Trzecia rada: w Szwajcarii sa inne wtyczki i kontakty elektryczne. Tzn takie standardowe waskie bez uziemnienia pasuja ale inne juz nie bardzo, sa za grube. Patrz zdjecia. Pisze o tym, bo w zadnym przewodniku ani na zadnej stronie nie bylo o tym slowa i na miejscu przekonalam sie, ze kabel od zasilacza notebooka marki Dell moge wlozyc wszedzie ale nie do kontaktu....
Przed wyjazdem zaopatrzylam sie w przewodnik Pascala - przeduk Lonely Planet "Szwajcaria i Lichtenstein" oraz "Switzerland, Rail, Road, Lake - The Bradt Travel Guide". W drugiej pozycji bylo o wiele wiecej informacji niz w pierwszej. Przy opisach tras kolejowych byly dokladne informacje co zwiedzic w jakiej miejscowosci. Ponadto przestudiowalam rozklady jazdy pociagow na http://www.sbb.ch/ co dalo mi pojecia o odleglosciach pomiedzy miastami.
A o to szczegolowy dziennik podrozy:
Tydzien pierwszy - baza wypadowa to obrzeza Neuchatel - Cormondreche. Stacja kolejowa Auvernier.
- Dzien Pierwszy - sobota 07.09.2002 - Warszawa - Genewa - Neuchatel - Auvernier.
- Dzien Drugi - niedziela 08.09.2002 - Neuchatel - Colombier -Neuchatel
- Dzien Trzeci - poniedzialek 09.09.2002 Neuchatel - Yverdon-les-Bains - Ste-Croix - Yverdon-les-Bains - Estavayer-le-Lac - Neuchatel
- Dzien Czwarty - wtorek - 10.09.2002 - Neuchatel - Geneve - Lausanne - Neuchatel
- Dzien Piaty - sroda - 11.09.2002 - Neuchatel - Le Locle - Chaux-de-Founds - Neuchatel
- Dzien Szosty - czwartek - 12.09.2002 - Neuchatel - Basel - Nauchatel
- Dzien Siodmy - piatek - 13.09.2002 - Neuchatel - Murten - Neuchatel
- Dzien Osmy - sobota - 14.09.2002 - Neuchatel - Berno - Interlaken Ost - Interlaken West.
- Dzien Dziewiaty - niedziela - 15.09.2002 - Iterlaken Ost - Gridenwald - Interlaken Ost - Lauterbrunnen - Grutschal - Murren - Grutschal - Interlaken Ost.
- Dzien Dziesiaty - poniedzialek - 16.09.2002 - Interlaken Ost - Brienz - Ballenberg West - Ballengberg Ost - Brienz - Interlaken Ost.
- Dzien Jedenasty - wtorek - Interlaken West - Spiez - Oberhofen - Thun - Interlaken West.
- Dzien Dwunasty - sroda - Interlaken Ost - Luzern - Swiss Transport Museum - Interlaken Ost.
- Dzien Trzynasty - czwartek - Interlaken West - Bern - Interlaken West.
- Dzien Czternasty - piatek - Interlaken.
- Dzien Pietnasty - sobota - Zurich, przelot do Polski
Autor:
Podrozniczka
o
17:30
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Switzerland,
Szwajcaria,
zwiedzanie
Subskrybuj:
Posty (Atom)


