środa, 28 września 2011

Szwajcaria: z Interlaken przez Schynige Platte do First.

Piatek, 26 sierpnia 2011.

Pierwszy dzien pobytu w Szwajcarii zaczelam bardzo wczesnie, o 6.00 rano. Po szybkim prysznicu opuscilam hostel Happy Inn Lodge i udalam sie wolnym krokiem w strone stacji kolejowej Interlaken Ost. Pociag mialam o 7.05, wiec mnostwo czasu, by przespacerowac sie po miescie.

Po drodze kupilam sobie sniadanie w jedynym otwartym tak wczesnie sklepie. Mieli swieze pieczywo i spory wybor innych produktow spozywczych.

Z Interlaken Ost pojechalam do Wilderswil, jedna stacja, 4 minuty jazdy. Tutaj mialam przesiadke na kolejke na Schynige Platte. Pierwszy pociag odjezdza o 7.35. Do czasu odjazdu zebralo sie moze z 10 osob.

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Na Schynige Platte dojechalam ok. 8.20. Pasazerowie szybko znikneli na szlakach, a ja wstapilam jeszcze do ogrodu botanicznego.

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Po obejrzeniu tych paru kwiatkow alpejskich, nie pozostalo nic innego jak wyruszenie na wlasciwy szlak. Wedlug przewodnika "Tour of the Jungfrau Region" powinnam zejsc na sciezke ponizej stacji kolejowej, tak jak pokazuja wskazowki, a potem za ogrodem botanicznym wejsc na gore z powrotem. Byc moze w chwili pisania tego przewodnika, byla tam sciezka, ale podczas mojej wizyty byla tylko laka wydeptana przez krowy, przez ktora ciezko szlo sie pod gorke. O wiele rozsadniej byloby wspiac sie sciezka do hotelu i punktu widokowego na Schynige Plate i potem pojsc sciezka Panoramaweg. Tak jak zrobilam w 2006r.

Wedlug drogowskazow, dojscie do First powinno zajac 5h i 15 minut. Przy zalozeniu, ze wyruszylam o 8.30, powinnam byc na miejscu juz o 13.45. Czytaj dalej, zeby dowiedziec sie jak mi poszlo.

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Pierwsza gorka z plecakiem i pierwszy test kondycji. Kondycja poszla do lasu beze mnie ;-)

Panoramaweg, to bardzo przyjemny szlak, oferujacy widoki w strone Interlaken i jezior Thun i Brienz, a w druga strone na szczyty gorskie.

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Na zdjeciu ponizej jest widok na Schynige Platte, przyszlam ze srodka tego zdjecia, obeszlam dookola po prawej i doszlam na druga strone plaskowyzu.

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Panoramaweg wraca w strone stracji Schynige Platte, natomiast drogowskazy wysla nas dalej w strone First. Tym razem szlak byl otwarty i moglam dowiedziec sie, co lezy za zakretem.

Przez chwile sciezka idzie wzdluz krawedzi i widok jest na doline Grindelwald i stoki gor, po jej drugiej stronie. Po jakims czasie zaczyna isc w gore i przechodzimy znowu na druga strone krawedzi i mamy widok na jezioro Brienz i male jezioro gorskie Sagistalsee.

From Schynige Platte to First, Switzerland

Za jeziorem zaczyna sie chyba jeden z gorszych odcinkow, tuz przed restauracja na przeleczy Männdlenen. Jest ostre podejscie po skalach, nie ma sciezki.

Obecna restauracja zostala zbudowana w 2002r i w niektorych starszych przewodnikach lub opisach trasy w internecie, jest tylko informacja o fundamentach pozostalych po poprzednim budynku. Doczolgalam sie do tego miejsca okolo 12.30 z tego co pamietam. Po drodze wyprzedzilo mnie troche osob i bylam chyba najwolniejszym podroznikiem na tym odcinku. Jedyne pocieszenie, ze byli to podroznicy jednodniowi, bez plecakow z calym dobytkiem. Na swoje usprawiedliwienie moge tez dodac, ze poza przerwami na odsapniecie, robilam duzo przerw na zdjecia. Co nie zmienia faktu, ze przemieszczalam sie w zolwim tempie ;-)

Na miejscu mozna zjesc gulasz, zupe i tym podobne potrawy. Ja skusilam sie tylko na herbate. Dobre miejsce na pol godziny relaksu na wysokosci 2344m npm. W koncu jeszcze 3h marszu wedlug drogowskazow.

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Kolejny odcinek szlaku, to znowu wspinaczka, ale tym razem po sciezce. Tutaj zaczal wiac silny wiatr i musialam pogodzic sie z bluza, do tej pory szlam w krotkim rekawku. Przez chwile grzebien skal zaslania widok na Jungfrau, ale po lewej stronie jest widok na jezioro Brienz oraz na gory po jego drugiej stronie. Dzieki lornetce udalo mi sie dojrzec gorna stacje kolejki Brienz Rothorn Bahn na gorze Brienzer Rothorn. Bylam tam w 2006r i polecam wjazd na szczyt. Na zdjeciu ponizej jest to szczyt na samym srodku, w drugim planie, ten zacieniony.

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Dalej idzie sie juz dosc szeroka sciezka po plaskim lub pol plaskim i nie czuc tak zmiany wysokosci. Wiatr wial coraz silniejszy i musialam zalozyc kurtke. Ok 13.45 doszlam pod Faulhorn na wysokosc 2546m npm. Stroma sciezka mozna wejsc na szczyt, gdzie miesci sie schronisko lub ominac go bokiem i pojsc dalej. Przynaje, ze na szczyt nie weszlam, bo nie mialam za bardzo energii na to.

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Po ominieciu Faulhorn jest juz z gorki, doslownie i w przenosni, wedlug drogowskazow zostalo juz tylko 1h 40 minut marszu. Szeroka droga schodzi w dol i w oddali widac Bachalpsee. Po drodze do jeziora sa dwie drewniane budki, w ktorych mozna schronic sie w razie zlej pogody.

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Nieco powyzej jeziora Bachalpsee zrobilam sobie mala przerwe na podziwianie widokow. Jak widac na zdjeciu ponizej, zebralo sie coraz wiecej chmur i pogoda troche sie popsula. Nad tym jeziorem bylam juz wczesniej, w 2006, ale z drugiej strony, maszerujac od First.

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Pozostal mi ostatni odcinek marszu, wedlug drogowskazow, 40 minut. Po drodze podziwialam pasace sie krowy i swistaki buszujace w trawach.

From Schynige Platte to First, Switzerland

O 16.20 doszlam wreszcie do celu, huraaa. Lacznie przeczolganie sie po szlaku zajelo mi 8h, wedlug drogowskazow z Schynige Platte powinnam dojsc na First w 5h 15 minut. Wedlug informacji w przewodniku, trasa wynosila 15km.

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Nocleg mialam zarezerwowany w Bergrestaurant First. To budynek, gdzie dojezdzaja kolejka linowa, jest restauracja i schronisko. Na miejscu dowiedzialam sie, ze jest malo turystow i dostane pokoj wieloosobowy do prywatnego uzytku. Powiedziano mi rowniez, ze w cenie jest obiad i moge przyjsc na niego o 18.00. Ja stwierdzilam, ze nie dam rady tak dlugo czekac i zapytalam sie czy moge zjesc wczesniej, z czym nie bylo problemu.
Wyposazenie pokoju bylo podstawowe, ale w koncu to miejsce do spania, a nie luksusowy hotel. Wybralam sobie lozko przy samym oknie, zeby moc podziwiac widoki. Prysznic byl prawdziwa przyjemnoscia.

Gdy doczolgalam sie do restauracji dowiedzialam sie, ze dzisiaj na obiad maja chicken curry, ale ja niestety nie lubie curry. Pan kelner powiedzial, ze w takim razie zrobia dla mnie cos innego, tylko dowie sie od kucharza co jest dostepne. Stanelo na kotlecie Cordon Blue z Rosti. Wczesniej dostalam jeszcze salatke w szkle (tak bylo napisane w menu).

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

Rosti to lokalna potrawa, cos jakby utarte grubo ziemniaki przysmazone na patelni w ksztalt placka. Jednak, nie sa zwartym plackiem, gdy chce sie je nabrac na widelec. Nie wiem jak to sie stalo, ze podczas poprzednich pobytow w Szwajcarii nie natknelam sie na ten specjal.
Do obiadu byl tez deser, nie bede wrzucac zdjecia, ale napisze, ze byla to prawdziwa bomba energetyczna o nazwie Banana Split.

Musze pochwalic obsluge restauracji i schroniska w ogole. Bardzo kameralna atmosfera. Na noc zostaly oprocz mnie jeszcze 2 pary. Polecam nocleg na First. Po 17.00 turysci praktycznie zniknieli i byly tylko gory, krowy i widoki.

To byl bardzo dlugi dzien, pelen wrazen. Wreszcie udalo mi sie przejsc trase z Schynige Platte do First, co chodzilo mi po glowie od czasu kupna przewodnika w 2006r. Byla ciezsza niz sie spodziewalam, a moze to ja nie bylam nalezycie przygotowana. Wydaje mi sie, ze o wiele latwiej byloby ja przejsc zaczynajac na First. Wtedy podejscie do gory mamy na samym poczatku, a potem schodzi sie w dol przez okolo 80% trasy.

poniedziałek, 19 września 2011

Weekend w Jungfrau Region w Szwajcarii, sierpnien 2011 - realizacja.

Jak pisalam juz wczesniej, pewnego majowego poranka doszlam do wniosku, ze gory mnie wzywaja i trzeba jechac do Jungfrau Region.

Trasa, pozostala bardzo zblizona do tej planowanej w maju:
  • Przelot do Zurichu w czwartek po pracy, a nastepnie przejazd pociagiem do Interlaken West. Nocleg w Happy Inn Lodge. Wzielam tylko bagaz podreczny i dzieki temu prosto z samolotu udalam sie na stacje kolejowa. Czas transferu 12 minut, szybkim krokiem. Mialam 20 minut miedzy samolotem i pociagiem i udalo sie. Bylam w schronisku okolo polnocy.
  • W dzien 1: (piatek) wstalam o 6.00 rano i wyszlam z hostelu okolo 6.20. Przeszlam sie piechota w strone stacji kolejowej Interlaken Ost, a nastepnie pojechalam pociagiem do Wilderswil i stamtad pierwsza w tym dniu kolejka na Schynige Platte. Dalej to juz tylko marsz na piechote. Wedlug przewodnika i tablic informacyjneych przejscie szlakiem w strone First, ze wspieciem sie po drodze na Faulhorn mialo zajac okolo 6h, calosc ok 15km. Ja zaczelam o 8.30 i doszlam na miejsce okolo 16.30 czyli 8h. Oczywiscie nie dlatego, ze tak dlugo szlam, tylko zatrzymalam sie po drodze na lunch i robilam duzo przerw na zdjecia. Byl tez postoj nad jeziorem, zeby napawac sie widokami. Nocleg w Berggasthaus First jak wczesniej planowalam. Zdjecia z pierwszego dnia. Opis szlaku.

    Z albumu Schynige Platte to First, Switzerland

  • W dzien 2 (sobote) mialam niespodzianke, ktora opisze oddzielnie. W kazdym razie, po sniadaniu wrocilam do Bachalpsee (50 minut w jedna strone) by porobic zdjecia. Potem lunch i wybralam sie sciezka Hohenweg do Grosse Scheidegg. Tam zlapalam autobus do hotelu Wetterhorn. Nie moglam za bardzo zejsc na piechote, ze wzgledu na bol kolana. Mialam podobny problem w 2006r, za duzo chodzenia w dol. Zdjecia z drugiego dnia.

    Z albumu First to Grosse Scheidegg and Wetterhorn Hotel, Switzerland

  • W dzien 3 (niedziele) wspielam sie 890 schodow by obejrzec Oberer Gletcher czyli lodowiec miedzy Wetterhorn, a Schreckhorn. Z Wetterhorn Hotel podjechalam autobusem (znowu w dol) do Grindelwald. Tam zostawilam plecak w schowku i pokrecilam sie troche po miescie. Nastepnie udalam sie w strone noclegu na Kleine Scheidegg w Grindelwaldblick. To jedna z glownych zmian programu, spowodowana tym, ze schronisko w Alpiglen jest w remoncie i nie przyjmuje gosci. Na Kleine Scheidegg zostawilam plecak i poszlam na spacer szlakiem do Eiger.
  • W dzien 4 (poniedzialek) po sniadaniu zjechalam do Grindelwald (bylam jedynym pasazerem pociagu o 8.33). Na stacji kolejowej nadalam plecak na bagaz (do samolotu) i odprawilam sie. To taka usluga oferowana przez koleje szwajcarskie, ze mozna zrobic odprawe i nadac bagaz na stacji kolejowej. Dzieki temu reszte dnia moglam przemieszczac sie bez plecaka. Podjechalam pociagiem do Interlaken Ost. Przeszlam sie nad rzeka w strone Interlaken West. Tam postanowilam przebyc dalszy odcinek podrozy statkiem. Doplynelam do Spiez, polazilam troche po miescie, zjadlam pyszny lunch i zlapalam pociag do Zurichu. Nie moglam sie powstrzymac by nie wysiasc na pol godziny w Zurichu i zobaczyc pare widoczkow. O 20.25 wsiadlam do samolotu do Londynu i tak zakonczyl sie moj krotki wypad.

Koszty wypadu szacowalam na 400 funtow. W praktyce wydalam ponad 600 funtow, ze wzgledu na zmiane kursu franka do funta. Pociagi byly wyjatkowo drogie, wszystkie przejazdy kosztowaly mnie 271CHF. 4 dniowa karta Swiss Pass, dajaca darmowy przejazd na wiekszosci tras i 25-50% znizki na gorskich kolejkach, kosztuje 266CHF. Takze pewnie z karta i platnoscia za niektore bilety wyszloby wiecej. Nie zalowalam sobie tez wydatkow na zwiedzanie i jedzenie. Przecietny obiad w restauracji to okolo 30CHF z piciem i deserem. Uwazam, ze kazdy funt i frank wydany na ten wyjazd, byl tego wart.

Informacje przydatne przy planowaniu podrozy:
  1. http://www.kayak.co.uk/ - wyszukiwarka przelotow.
  2. http://www.sbb.ch/ - strona szwajcarskich kolei. Mozna kupic bilety online i wydrukowac je w domu. Na biletach sa kody, ktore sa zczytywane przez konduktora specjalnym czytnikiem. Przy pokazywaniu biletu, trzeba rowniez okazac dokument z nazwiskiem. Na stronie kolei mozna rowniez sprawdzic inne polaczenia: autobusy, kolejki gorskie, itp. Bilety maja taki sam format, na wszystkie srodki transportu.
  3. http://www.bls.ch/ - Statki na jeziorach Brienz i Thun.
  4. Region Jungfrau - na stronie sa mapy, rozklad jazdy pociagow, informacje o regionie.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Cecilienhof, Neuer Garten w Poczdamie.

Drugi dzien pobytu w Poczdamie zaczelam bardzo wczesnie. Zaraz po sniadaniu postanowilam podjechac w 2 miejsca samochodem, bo wiedzialam, ze nie dam rady dojsc tam na piechote podczas calego dnia zwiedzania. Poza tym pewnie zabrakloby mi czasu.

Najpierw pojechalam obejrzec imitacje antycznych ruin niedaleko Parku Sanssouci. Zaparkowalam na uliczce Ruinenbergstrasse (w tlumaczeniu: ulica ruin na wzgorzu) i doszlam sciezka na wzgorze do ruin.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Oprocz lokalnych mieszkancow na spacerze z psami, nie bylo tam nikogo innego, zadnych turystow. Na srodku znajduje sie zbiornik, ktory kiedys byl zrodlem wody do fontann w Parku Sanssouci.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Zwiedzanie ruin trwa 5-10 minut, mozna chwile popatrzyc w strone Palacu Sanssouci i to by bylo na tyle.

Drugi przystanek porannej wycieczki byl w Neuer Garten. Tym razem nie dalo rady zaparkowac na bocznej ulicy, bo ta byla obstawiona lub byl zakaz parkowania. Przy parku jest parking platy 2 euro za godzine lub 6 euro za caly dzien. Przyjechalam na miejsce ok 9.15, wiec park i parking byly jeszcze puste.

Zwiedzanie zaczelam od Palacu Cecilienhof. Zostal on zbudowany w latach 1914-1917 dla ksiecia Wilhelma Hohenzollerna i jego małżonki Cecylii, księżniczki Meklemburgii i Schwerina. Styl palacu, z okresu dynastii Tudorow, zostal wybrany po wizycie pary ksiazecej w Anglii.

Goscie w restauracji hotelowej jedli jeszcze sniadanie, a na terenie parku byly tylko pojedyncze osoby z psami lub biegacze i rowerzysci. Na lace przed domem jedna ze spacerowiczek pokazala mi zajaca siedzacego w wysokiej trawie.

Z albumu Cecilienhof, Neuer Garten, Potsdam, June 2011

Po obserwacji zajaca odwrocilam sie w strone domu i dotarlam do ogrodu. Coz moge powiedziec, widok byl przepiekny, brak spacerowiczow, zielono, kwitnace kwiaty. Magiczna chwila.

Z albumu Cecilienhof, Neuer Garten, Potsdam, June 2011

Na malym dziedzincu ladna kompozycja kwiatowa i fontanna Narcyza.

Z albumu Cecilienhof, Neuer Garten, Potsdam, June 2011

Nastepnie pokrecilam sie chwile po lace i porobilam zdjecia, korzystajac z braku innych zwiedzajacych.

Z albumu Cecilienhof, Neuer Garten, Potsdam, June 2011

Dopiero gdy skonczylam robic zdjecia i zaczelam obchodzic budynek dookola pojawila sie pierwsza wycieczka. Jak szarancza psujaca wspanialy klimat miejsca.

Niestety mialam bardzo malo czasu na dalsze zwiedzanie, wiec zdecydowalam sie tylko na wizyte w budynku, gdzie jest ekspozycja zwiazana z Konferencja Poczdamska. Pokoje ksiazece mozna zwiedzac tylko z przewodnikiem, wycieczki sa co 2 godziny. Jesli ktos ma czas, to polecam. W przewodniku, ktory kupilam, wygladaja interesujaco.

W Neuer Garten jest jeszcze kilka budynkow godnych obejrzenia: Palac Marmurowy, Oranzeria, Grota, Piramida. Poza tym warto pospacerowac sciezkami nad jeziorem.

Po powrocie z Neuer Garten musialam opuscic pokoj hotelowy, zostawilam samochod na ulicy przy parku i zwiedzalam obiekty Sanssouci.

Mialam zwiedzic jeszcze jeden park tego dnia - Babelsberg, ale zabraklo mi mocy w nogach i organizmie. Zostawiam sobie to wszystko na kolejna wizyte w Poczdamie, tak mi sie tam spodobalo.

Linki:
Galeria z Cecilienhof i Neuer Garten z czerwca 2011,
Galeria z drugiej wizyty w Poczdamie we wrzesniu 2011, 
Galeria z wizyty na Christmas Market w grudniu 2012.

Opis zwiedzania Parku Sanssouci.

piątek, 24 czerwca 2011

Park Sanssouci w Poczdamie.

Moja wizyta w Poczdamie byla zaplanowana w ostatniej chwili. Zmienily mi sie plany wyjazdowe na zlot samochodowy w Polsce i okazalo sie, ze mam jeden dzien wolny. Szybko spojrzalam na mape, co by tu zwiedzic po drodze do Zbaszynia i padlo na Poczdam. Bylam tam w 1986r na wczasach z rodzicami w owczesnym NRD i stwierdzilam, ze warto zobaczyc to miejsce jeszcze raz, z doroslego punktu widzenia.

Hotel.

W dniu postoju w Poczdamie, mialo byc zacmienie ksiezyca, wiec wymyslilam, ze poszukam jakiegos hotelu w terenach zielonych, zeby obejrzec to zjawisko. Spojrzalam na mape okolic Sanssouci i okazalo sie, ze jest tam mnostwo terenow zielonych i pare hoteli do wyboru. Zdecydowalam sie na Schlossgarten Hotel am Park von Sanssouci, ze wzgledu na lokalizacje, cene i dostep do internetu. Hotel jest po drugiej stronie ulicy od parku, wystarczy przejsc kilkadziesiat metrow by wejsc do srodka.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Hotel miesci sie w takim wiekszym domu jednorodzinnym, nic szczegolnego jesli chodzi o architekture. Przed budynkiem jest maly parking i ogrodek sasiedniego domu (pewnie nalezy do wlascicieli hotelu). Obsluga mila, mowi po angielsku. Dostalam pokoj na 2 pietrze, standard okreslilabym jako zwyczajny, przynajmniej wyposazenie nie bylo typowo sieciowe, gdzie wszystkie pokoje wygladaja tak samo. Internet faktycznie byl, ale najlepiej dzialal blisko drzwi. Sniadanie bylo serwowane w piwnicy. Ladny wystroj pomieszczenia, elegancka zastawa stolowa, przyzwoity wybor jedzenia.

Pareset metrow od hotelu jest stacja kolejowa Potsdam Park Sanssouci skad jezdza pociagi do centrum Berlina. Mozna tez dojechac z lotniska. Takze hotel ma dobra lokalizacje jesli chodzi o transport z lotniska, z autostrady i jest blisko atrakcji. Jesli zdecyduje sie na ponowna wizyte w tym miejscu, to z przyjemnosci wybiore go jeszcze raz. Niedaleko jest tez Best Western, jesli ktos lubi sieciowki, ale jest drozszy i nie ma internetu w cenie pokoju.

Park Sanssouci.
Po przyjezdzie do hotelu zjadlam swoj "suchy" prowiant i wyruszylam zwiedzac. W hotelu znalazlam ulotke Ogrodow Botanicznych, na ktorej z tylu byla mapa parku. Jak wspominalam wyzej, daleko do parku nie bylo i od razu znalazlam sie na szerokiej sciezce wsrod drzew. Nikogo w okolicy, piekne zapachy przyrody, cisza i spokoj.

Park Sanssouci zajmuje teren 198 hektarow. Na jego terenie jest kilka palacow, budynkow gospodarczych, pawilonow, fontann, ogrodow, itp. Calosc jest wpisana na liste światowego dziedzictwa UNESCO.

Aleja doprowadzila mnie do Nowego Palacu - Neue Palais. Piekny barokowy budynek z XVIII wieku, zbudowany przez Fryderyka Wielkiego.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Zwiedzanie Nowego Palacu dzieli sie na dwie czesci, zwiedzanie ogolne, ktore trwa okolo godziny, dostaje sie AudioGuide i zwiedza sie samemu we wlasnym tempie. Do tego mozna dodatkowo zwiedzic komnaty krolewskie z zywym przewodnikiem. Niestety wejscie do komnat jest co 2h, od 10.00 rano. Ze wzgledu na godzine, o ktorej pojawilam sie nastepnego dnia, nie moglam zwiedzic komnat. Mozna kupic specjalna karte pozwalajaca na robienie zdjec we wszystkich obiektach w Sanssouci, kosztuje tylko 3 euro. Ja sie zgapilam i nie kupilam w Nowym Palacu, czego zaluje.

Palac w srodku jest bardzo okazaly. Jedna z ciekawostek jest komnata z muszlami. Pomieszczenie jest ogromne, sciany sa wylozone muszlami i roznymi mineralami od podlogi do sufitu, a nawet sufit. Na podlodze sa ulozone wzory z marmuru. W innych pomieszczenia zloto kapie z sufitow, a dekoracje wewnetrzne sa w stylu barokowym i rokoko, ktory byl podobno ulubionym stylem Fryderyka Wielkiego. Pokoje sa ogromne, a najwieksze pomieszczenie w palacu to Sala Marmurowa.

Dawne pomieszczenia gospodarcze sa teraz zajmowane przez Uniwersytet Poczdamski. Nie wygladaja na byle jakie pomieszczenia gospodarcze.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Z Palacu udalam sie w strone Ogrodu Botanicznego, by sprawdzic gdzie dokladnie jest. Nastepnego dnia przekonalam sie, ze ogrody nie naleza do wyjatkowych, raczej typowy ogrod botaniczny przy uniwersytecie. Wstep za darmo.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Kawalek dalej za ogrodem jest fontanna otoczona schodami, a na wzgorzu Oranzeria. Budynek zbudowany w XIX wieku, w stylu wloskiego renesansu, z fasada na 300m szerokosci.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Nie wiem czy mozna ja zwiedzac, ja ograniczylam sie do ogladania z zewnatrz. Akurat slonce zachodzilo i pomaranczowe promienie oswietlaly budowle. Bedac na wyzszym poziomie parku, postanowilam zobaczyc Belvedere i maly pawilon Smokow Drachenhaus. Z Oranzerii wiedzie szeroka aleja w strone Belvedere i caly czas widzimy co na nas czeka na koncu spaceru.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Z bliska budynek Belvedere wyglada bardzo okazale. Belvedere oznacza - ladny widok i faktycznie widac z tarasu Nowy Palac. Niestety budynek zostal zniszczony w czasie wojny i odbudowano go dopiero po zjednoczeniu Niemiec.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Wrocilam sciezka do Oranzerii i udalam sie w strone Palacu Sanssouci. Po drodze natknelam sie na Stary Mlyn. W ciagu dnia mozna go zwiedzac, a jego ramiona kreca sie.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Po dlugiej wedrowce wreszcie dotarlam do Palacu Sanssouci. Wieczorem byl zamkniety, ale zwiedzilam go nastepnego dnia. Zdecydowanie polecam wizyte z samego rana lub poznym wieczorem, by porobic zdjecia ogrodu tarasowego i schodow. W ciagu dnia palac i ogrod jest oblegany przez turystow. Wstep jest limitowany i trzeba czekac na wyznaczona godzine. Zwiedzanie jest dosc szybkie, okolo 10 komnat. W koncu jest to tylko letni palac i budynek nie jest duzy.

Mozna kupic bilet wstepu do wszystkich atrakcji, za 15 euro od osoby, ale nie uwzglednia on wstepu do Palacu Sanssouci. Bilet pozwala tez na wstep do obiektow w Nowym Ogrodzie: Palacu Cecilienhof i Palacu Marmurowego.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Na tym etapie wedrowki bylam juz nieco zmeczona, ale i tak musialam jakos wrocic do hotelu i przy okazji zaliczyc pare pomniejszych budynkow.

Chinski Pawilon kapiacy zlotem.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Laznie rzymskie.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011


Palac Charlottenhof.

Z albumu Sanssouci Park, Potsdam, June 2011

Jak widac na zdjeciach robilo sie coraz ciemniej, ale przez park ciagle przemieszczali sie ludzi. Niedaleko lazni widzialam pare osob na piknikach, rowerzysci przemykali alejkami, itp. Niestety zacmienia ksiezyca nie widzialam, moze dlatego, ze byl on bardzo nisko, a ja bylam miedzy drzewami. Szczerze mowiac, gdy wloklam sie z powrotem do hotelu, to bylo mi juz wszystko jedno czy zobacze ksiezyc czy nie.

Wieczorny spacer po parku byl swietny i polecam kazdemu odwiedzajacemu zapoznanie sie z terenem i obejrzenie budynkow z zewnatrz na spokojnie, a dokladne zwiedzanie nastepnego dnia. Dobre miejsce na romantyczny weekend.

Artykul opisujacy wizyte w Palacu Cecilienhof i Nowym Ogrodzie.

Linki:
Galeria z Parku Sanssouci z czerwca 2011.
Galeria z drugiej wizyty w Poczdamie we wrzesniu 2011, 
Galeria z wizyty na Christmas Market w grudniu 2012.

Aktualizacja:

W grudniu 2012r wybralam sie na Christmas Market do Poczdamu. Zatrzymalam sie wtedy w hotelu Brandenburger Tor w samym centrum miasta, ktory szczerze polecam. Dobre 4* w samym centrum "starego" Poczdamu. Niestety ze stacji kolejowej Poczdam Glowny trzeba dojsc kawalek lub podjechac taksowka. 

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Stonor Park, Oxfordshire.

Stonor Park to posiadlosc polozona w malowniczych Chiltern Hills, niedaleko Henley on Thames w Oxfordshire. Posiadlosc nalezy do rodziny Stonor od 850 lat. W 1415r tytul barona Camoy zostal przyznany Tomaszowi de Camoy po bitwie pod Agincourt. W 1839r Tomasz Stonor zawnioskowal o przywrocenie tytulu jako potomek rodziny Camoy. Rodzina Stonor zyla w cieniu przez 250 lat po reformacji, ze wzgledu na swoja wiare katolicka. Wrocili do zycia publicznego i polityki w 1832, gdy Tomasz Stonor zostal wybrany do parlamentu jako reprezentant Oxfordu.

Dom rodziny Stonor byl rozbudowywany i powiekszany przez 9 wiekow. W srodku jest wystawa z informacja, ktore czesci domu powstaly pierwsze i jak zostaly potem polaczone w jeden budynek na przestrzeni wiekow.

Z albumu Stonor Park & VW Rally, June 2011

Kaplica widoczna po prawej stronie, byla na poczatku oddzielna budowla. Tak samo kuchnia, ktora potem zostala wlaczona do czesci glownej. W sredniowieczu kuchnie byly oddzielnymi budynkami, by w razie pozaru, uniknac spalenia domu.

Wystroj domu nie przypadl mi jakos szczegolnie do gustu. Stara czesc byla "standardowa" jak na tego typu domy. Za to jedna z sypialni z XX wieku przerazila mnie. Lozko i krzesla w ksztalcie muszli. To bylo chyba najbrzydsze lozko jakie widzialam w zyciu. Zdjecie dostepne na stronie Stonor - lozko.

Na tylach domu znajduje sie maly, ale bardzo malowniczy ogrod oraz domek na drzewie, ktory tak naprawde jest domkiem na palach.

Z albumu Stonor Park & VW Rally, June 2011
Z albumu Stonor Park & VW Rally, June 2011

Wzgorza po obu stronach zapewniaja ladne widoki na dom oraz miejsce do spacerow. Niestety pogoda srednio dopisala, kolejna niedziela z deszczem. Okolo 12.00 zaczelo kropic i tak juz padalo przez kolejne godziny. Na szczescie dalo sie zwiedzac i podziwiac widoki spod parasola.

piątek, 27 maja 2011

Weekend w Jungfrau Region w Szwajcarii - plan na sierpien.

Obudzilam sie dzisiaj z przeswiadczeniem, ze musze znowu pojechac do Szwajcarii i przejsc wreszcie szlakiem po gorach w rejonie Grindelwald. Bylam tam w 2006r, weszlam/wjechalam na czesc gor i przeszlam czescia szlaku, ale niestety w polowie czerwca lezal jeszcze snieg i czesc trasy byla zamknieta. Na zdjeciu ponizej widok na doline Grindelwald, zdjecie z pierwszej wizyty w tym rejonie w 2002r.

Z albumu Grindenwald , Murren (Alps), Switzerland 2002

Przed wyjazdem w 2006r nabylam maly przewodnik "Tour of the Jungfrau Region", ktory byl inspiracja do eksploracji tych konkretnych szlakow. Nota bene nabylam ten przewodnik w Travel Bookshop w Notting Hill, ktory posrednio byl przedstawiony w filmie "Notting Hill". Potwierdzam tym, ze prawdziwy sklep mial duzy wybor przewodnikow.

Wracajac do Szwajcarii, wymyslilam, ze najlepiej bedzie skoczyc na 4 dniowy weekend korzystajac z sierpniowego dlugiego weekendu. Wystarczyly mi 2h, by opracowac i sprawdzic wyjazd: przeloty, przejazdy pociagami, trasa wedrowki. Bylo to dosc proste, bo bylam juz w tym rejonie 2 razy i dokladnie go zwiedzilam w 2006r.

Wstepnie trasa wyglada nastepujaco:
  • Przelot do Zurichu, a nastepnie przejazd pociagiem do Interlaken West. Nocleg w Happy Inn Logdge.
  • Wczesna pobudka, autobus do Wilderswil, kolejka na Schynige Platte. Stamtad przejscie szlakiem w strone First, ze wspieciem sie po drodze na Faulhorn. Calosc ok 15km, 6h. Nocleg w Berggasthaus First. Opis szlaku.
  • Z First przejscie do Wetterhorn hotel, ok 9km w dol i po plaskim, 3h. Mozna skonczyc dzien, zjechac do Grindelwald autobusem lub polaczyc w calosc z kolejnym dniem. Nocleg w hotelu.
  • Z Wetterhorn Hotel marsz w strone Alpiglen, 11km, 5h, 837m w gore, 445m w dol. Nocleg w Alpiglen Gesthaus.
  • Przejscie do Kleine Scheidegg, podziwianie widokow, przejazd pociagiem do Zurychu, powrot do Londynu.
W przypadku przejscia z First do Alpiglen w jeden dzien, mozna dorzucic na ostatni ddzien wjazd na Jungfrauojch. Ja juz tam bylam, wiec nie zalezy mi na tym. Mozna tez z Kleine Sch. przejsc szlakiem w strone Wengen (zdjecie ponizej) i zatrzymac sie na nocleg w tamtym rejonie. Z kazdego z tych miejsc latwo dostac sie do Interlaken, a stamtad do Zurichu na lotnisko.

Na zachete zdjecia z pobytu w Jungfrau Region w 2002r.:
-Grindelwald i Murren.
-Interlaken

Koszty wypadu szacuje na 400 funtow: przelot £150, przejazdy pociagami ok £70, noclegi £170. Do tego trzeba doliczyc jeszcze jedzenie na miejscu.

środa, 23 marca 2011

Wiosna w Wisley Garden.

Pare tygodni temu skorzystalam z dnia otwartego i darmowego wstepu do Wisley Park. Akurat pare dni wczesniej jechalam A3 z Londynu do Portsmouth i zapamietalam, ze po drodze byla wskazowka zjazdowa na ten park. Gdy zobaczylam, ze maja dzien otwarty stwierdzilam, ze odwiedze ich, bo na pewno to gdzies w mojej okolicy.

Szczesliwie pogoda dopisala i moglam zrobic zdjecia z bezchmurnym niebem w tle.

Z albumu Wisley Garden, March 2010

Jedna z najwiekszych atrakcji ogrodu jest szklarnia z wydzielona czescia na wolno latajace motyle. Z tabliczek, ktore widzialam na miejscu, wniosku ze w okresie szczytu ustawia sie dluga kolejka do motyli, na 40 minut czekania. Akurat podczas mojej wizyty nie bylo zadnej kolejki i mozna bylo polowac na motyle z aparatem.

Z albumu Wisley Garden, March 2010

W London Zoo byla kiedys podobna motylarnia, ale chyba tylko w lecie. Tam bylo wiecej motyli, a przynajmniej wiecej z nich siadalo na stoliczkach z owocami i mozna bylo latwo zrobic zdjecia.

W ogrodzie nie zabraklo wiosennych kompozycji i kwiatowych dywanow.

Z albumu Wisley Garden, March 2010

Na pewno warto odwiedzic ogrod pozna wiosna i potem w lecie, by zobaczyc jakie maja kwiaty. Na razie wiekszosc grzadek byla w brazowej tonacji.

Ogrod nalezy do RHS - Royal Horticular Society. Mozna kupic roczny abonament za 49 funtow, ktory poza wstepem do ich ogrodow daje wstep do niektorych obiektow National Trust i English Heritate. Dodatkowa zaleta karty czlonkowskiej w RHS, jest mozliwosc kupna tanszych biletow wstepu na Chelsea Flower Show i Hampton Court Show.

Wiecej zdjec z Wisley Garden.

poniedziałek, 7 marca 2011

Teneryfa - Puerto de la Cruz i Aguilas Jungle Park, cz. 4.

Dzien szosty zwiedzania - El Salto - Puerto de la Cruz - Orotava - El Teide - Vilaflor - El Salto - lacznie ok. 170km


Autostrada wybralismy sie w strone Puerto de la Cruz. Pierwszy odcinek poznalismy juz wczesniej w drodze do Santa Cruz, ale tym razem skrecilismy w strone polnocnego wybrzeza. Autostrada idzie przez kilka gorek i dolkow i mozna spotkac na swojej drodze spowalniacze w postaci czolgajacych sie ciezarowek.

Pierwszym punktem wycieczki byl ogrod botaniczny - Jardín de Aclimatación de la Orotava. Latwo go znalezc, jest przy drodze wjazdowej do miasta. Parkowanie na bocznej ulicy za darmo, wstep tylko 3 euro od osoby. Ogrod wydaje sie maly, w stosunku np do Kew Gardens. Jednak przejscie wszystkimi alejkami i dokladne przyjrzenie sie roslinom moze zajac zaskakujaco duzo czasu. W ogrodzie sa laweczki, wiec mozna porozkoszowac sie spiewem ptakow i podziwiac przyrode.

Z albumu Botanic Garden & Aguilas Jungle Park, Tenerife, February 2011

Nastepnie przejechalismy kawalek dalej samochodem i chcielismy spacerem udac sie do ogrodow Taoro. Okazalo sie jednak, ze znacznie lepiej podjechac tam samochodem, bo jest to na gorce, nad miastem. Zrobilismy sobie przerwe techniczna w chinskiej restauracji, przespacerowalismy sie po miescie i wrocilismy do samochodu. W chinskiej restauracji trafilismy na grupe emerytow, ktora grala w karty. Zrobili przerwe na posilek, a potem wrocili do swojej gry. Zapewne stali klienci.

Podjazd do ogrodow Taoro wiedzie jednokierunkowa droga ostro pnaca sie do gory. Przy wejsciu do ogrodow jest pare miejsc parkingowych. Widoki rzeczywiscie ladne, ogrod zas przyciaga malarzy hobbystow. Powyzej ogrodow jest Hotel Taoro i kasyno, jest tam rowniez spory parking.

Obiekt widoczny z gory, ktory szczegolnie mnie zaciekawil, to okragla stacja benzynowa. Interesujacy przyklad architektury uzytkowej.

Z albumu Tenerife, February 2011

Atrakcje, ktora celowo pominelismy w Puerto de la Cruz to Loro Parque. Cena za wejscie, 32 euro od osoby, zniechecila mnie skutecznie. Bylismy juz w tylu parkach i zoo, ze postanowilismy odpuscic. Byc moze to blad, pozostawie te atrakcje dla innych.

Z Puerto de la Cruz wracalismy przez doline Oratavy. Samo miasto Orotava jest bardzo malownicze, duzo architektury kolonialnej. Niektore ulice bardzo strome. Dojechalismy do gor i wulkanu El Teide od wschodniej strony, ktorej nie dane bylo nam zobaczyc 2 dni wczesniej. Faktycznie przy drodze lezal snieg powyzej 2200m.

Ciekawostka w tej czesci gor sa figury skalne. Biale polacie widoczne na zdjeciu ponizej to lezacy snieg.

Z albumu Tenerife, February 2011

Dalsza czesc podrozy odbylismy znana juz droga gorska, przejechalismy kolo kolejki linowej na El Teide i zjechalismy w dol przez Vilaflor. Zakrety, zakrety, zakrety. W Granadilla GPS zalecil mi jechac boczna droga, by dotrzec do naszego domku. Domyslilam sie, ze jest to przejazd od gory, a my na codzien jezdzilismy odcinkiem dolnym tej samej drogi. Pierwsza czesc drogi byla jednokierunkowa inaczej nie byloby szans minac sie w ogole. Dopiero potem zrobila sie dwukierunkowa, chociaz niewiele szersza. W koncu jakos dojechalismy do domku, ale nie chcialabym jezdzic ta droga "od gory" codziennie.

Dzien siodmy zwiedzania - El Salto - Aguilas Jungle Park - Los Cristianos - lotnisko - lacznie ok. 46km.


Wedlug regulaminu powinnismy opuscic nasz domek do 10.00 rano. Wlascicielka powiedziala nam, ze nie musimy dokladnie o tej godzinie wyjezdzac, bo nikt nie przyjezdza po nas w sobote. Wspomniala natomiast, ze oni jada na kamping na weekend i poczekaja na nasz wyjazd. Nie chcialam byc zawalidroga i powiedzialam, ze wyjedziemy o 10.00. Okazalo sie jednak, ze na tyle szybko zjedlismy sniadanie i dopakowalismy torbe, ze juz o 9.00 bylismy gotowi do wyjazdu. Oddalam klucze i pojechalismy do Aguilas Jungle Park.

Jechalam troche na oslep, bo informacja na stronie parku dotyczaca adresu nie byla zbyt precyzyjna. Na szczescie zaraz po zjezdzie z autostrady, tym samym zjazdem co na Los Cristianos, tylko w druga strone, byly wskazowki na park. Wyglada na to, ze niedawno zmieniono organizacje ruchu i ostatni odcinek drogi jest jednokierunkowy, taka duza petla ktora dojezdza sie do parku, a potem zjezdza w dol. W srodku zas jest park.

Bylismy na miejscu rowno o 10.00, bagaze zostawilismy w bagazniku i poszlismy zwiedzac. Jesli ktos ma mozliwosci wydrukowania biletow w domu/miejscu pobytu, to warto, bo bilet kupiony przez internet i samodzielnie wydrukowany jest tanszy. Bilet w kasie 24 euro dla osoby doroslej. Z Playa Americanos i Los Cristianos jezdzi darmowy autobus do parku i z powrotem.

Sam park nie zajmuje ogromnych polaci terenu, ale wszystko jest dobrze zorganizowane i jest wiele opcji zwiedzania. Tuz przy wejsciu znajduje sie wybieg tygrysow, na ktorym rano sa zwykle tygrysy, a po poludniu biale. Takie same godziny rotacji obowiazuja na wybiegu lwow, w dalszej czesci ogrodu. My niestety nie zalapalismy sie na biale lwy, bo za pozno tam doszlismy. W ciagu dnia sa 2 pokazy ptakow egzotycznych i 2 pokazy ptakow drapieznych. Papugi za bardzo nas nie zaskoczyly, bo widzielismy bardzo dobry show na Cyprze rok temu. Ale popisy i prezentacje innych ptakow byly interesujace.

Podczas pokazu ptakow drapieznych nie mozna wstawac z miejsca, jesc i nalezy pilnowac dzieci, zeby nie biegaly same. Nie wiem dlaczego, niektorzy rodzice nie mogli pojac tych prostych zasad i od czasu do czasu dziecko krecilo sie samowolnie. Ciekawe jakie by mieli miny, gdyby pociecha zostala zaatakowana przez ptaka wielkosci dziecka?

Z albumu Botanic Garden & Aguilas Jungle Park, Tenerife, February 2011

Na terenie parku jest ogrod kaktusowy oraz Jungle Raid. Jest to seria mostkow, tuneli i innych przeszkod typu drewno i lina. My nie przeszlismy calego, bo poprzeczka zaczela sie podnosic, a mi nie chcialo sie czolgac w tunelach z lin.

Z albumu Botanic Garden & Aguilas Jungle Park, Tenerife, February 2011


W parku zostalismy do 15.00, a nastepnie pojechalismy na znany nam juz parking w Los Cristianos i wybralismy sie do "chinczyka" na obiad. Bufet "all you can eat" kosztuje 6,5 euro od osoby, a knajp w centrum jest kilka. Reszte dnia spedzilismy na lawce na promenadzie i spacerujac po okolicy.

Gdy pojechalismy na lotnisko oddac samochod, zauwazylam jedna rzecz: wszystkie inne auta tej samej firmy byly w dobrym stanie i nie poobijane, tylko ta moja Meganka wygladala jak nieszczescie. Tak to jest, jak zachciewa sie mniej popularnych aut, ktore pewnie dluzej musza sluzyc niz typowe auta turystyczne. Przelot do domu bez dodatkowych wrazen. Obsluga Thomson Airways jak zawsze mila, posilek dal sie zjesc, a na Gatwick dolecielismy 20 minut przed czasem.

Slyszalam, ze na Teneryfie jest jeszcze Monkey Park niedaleko Los Cristianos i Siam Park. Jednak wszystkie te miejsca maja bardzo wysokie ceny biletow. Ciesze sie, ze nie bylam tam z dzieckiem, bo wyjazd bylby duzo kosztowniejszy. O ile produkty spozywcze i jedzenie w restauracjach nie bylo drogie, to wstepy do wiekszosci atrakcji byly juz wycenione pod turystow. Rezydenci placa mniej po okazaniu dokumentow.

Podsumowujac wyjazd: moze byc. Zwiedzilismy nowe miejsca, poznalismy historie wyspy, porelaksowalismy sie na lezaku. Koszt calego wypadu ok 1000 funtow. Na pewno mozna bylo zaplacic mniej, gdybym wynajela tzw. apartament turystyczny, a nie domek na wsi i samochod za polowe tego, co zaplacilam za Megane CC.

Zdjecia z Teneryfy - album.
Zdjecia z ogrodu botanicznego i Aguilas Jungle Park - album.